Nowe źródła do religii Słowian

swiatowit 100 lat temu chorwacki slawista Vatroslav Jagić gotów był oddać wszystkie znane mu opracowania naukowe za choćby jedno nowe źródło pisane do religii Słowian. Od tego czasu wskazano ich kilka, jednocześnie można jednak zaobserwować pewne niepokojące zjawisko – część źródeł wymienianych w starych opracowaniach przestała się pojawiać w nowszych. Historycy wpadli w zaklęty krąg analizowania w kółko oklepanego zestawu: Thietmar, Helmold, Sakso i kilku innych znanych średniowiecznych twórców.

Naukowcy podejmujący problem pogańskiej religii Słowian zgodnie przyznają, że zasób źródeł historycznych jest w znacznym stopniu ograniczony. Efektem tego stał się pesymizm badawczy trudny do przezwyciężenia. Mimo to część badaczy zwraca uwagę na nie do końca wykorzystane możliwości interpretacyjne, jakie daje analiza źródeł od dawna już znanych, a tylko pomijanych przez badaczy zajmujących się wczesnośredniowieczną Słowiańszczyzną.

Potencjał do odkrywania „nowych” materiałów wydaje się jednak, wbrew pozorom, dość spory. Udowodnili to najpierw Leszek P. Słupecki i Roman Zaroff, publikując w roku 1999 zapomniany przez badaczy fragment mówiący o kulcie Fortuny. Jak zaznaczyli, opis wróżb z rogu w sanktuarium bóstwa żeńskiego był znany jeszcze włoskiemu religioznawcy Raffaele Pettazzoniemu, ale późniejsi autorzy nie nawiązali do niego. Do grona odkrywców dołączył później m.in. hiszpański badacz Eugenio R. Lujan, udostępniając nieznany dotąd fragment Wojny z Gotami kronikarza bizantyjskiego Prokopiusza z Cezarei (VI w.) o rytualnych ofiarach z ludzi praktykowanych przez Antów na Bałkanach. Dzięki nim mamy dziś nieco pełniejszy obraz zwyczajów i religii pogańskich Słowian niż mieliśmy kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu.

Wkrótce poznamy obrzędy Morzyczan

Na tym jednak lista zapomnianych źródeł się nie kończy. Okazało się, że wciąż można odkrywać takie teksty lub na nowo interpretować szerzej nieznane fragmenty tych znanych i wielokrotnie wydawanych.

Michał Łuczyński, doktorant na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, przyznaje, że sam ma plany opublikowania przynajmniej kilku tekstów na temat „zapomnianych” źródeł:

- Słoweńskie czasopismo Studia Mythologica Slavica publikuje tego typu artykuły już od 1999 roku. W najbliższej przyszłości można się spodziewać przynajmniej dwu  kolejnych, choć tematów wystarczyłoby być może na trzy albo nawet cztery – ujawnia dla Mediewalia.pl. – Jesienią 2015 można się spodziewać jednego z nich. Będzie dotyczył – znowu „zapomnianego” – opisu obrzędu magicznego jednego z plemion połabskich (Morzyczan).

Opis jest dosyć krótki. Został już kiedyś przytoczony w jednej z prac z początku XX w., ale później uległ zapomnieniu. Artykuł przypominający o średniowiecznym tekście wspominającym obrzędy plemienia Morzyczan ma się ukazać pod koniec tego roku. Dołączy do grona innych ponownie odkrytych pod tym kątem zapisków, jak Czyny królów Anglii, Księga cudów mnicha Herberta czy pewne nowogrodzkie graffiti.

Odkrycia z ostatnich lat

Skoro większość badaczy uznała, że nowych źródeł nie ma a istnienia części znanych nie jest świadoma to pod pewnymi względami postęp badań się zatrzymał. Dziś poszukiwania wypada zaczynać od przejrzenia starszych opracowań, by wychwycić, czy coś nie zostało w późniejszym czasie utracone. Nikt nie podejmuje się wykonania nowej kwerendy źródłowej, choć taka jest konieczna.

Co odkryto w ciągu ostatnich lat? Jeden z fragmentów Czynów królów Anglii (Gesta Rerum Anglorum) Williama z Malmesbury opisuje połabskie plemiona Wieletów i Vindelików, które w latach 1045-1056 weszły w układ z cesarzem Henrykiem III. Vindelici mieli czcić boginię Fortunę, której prawa ręka posągu trzymała róg z miodem pitnym. Pełny róg wieścił pomyślność i obfitość plonów, pusty zaś – przeciwnie, suszę i nieurodzaje.

Michał Łuczyński w 2009 r. zwrócił uwagę na Księgę cudów mnicha Herberta (Herberti turrium sardiniae archiepiscopi miraculis libri tres). Napisał ją cysters Herbert w latach 1178-1180 w opactwie Clairvaux. Wersja zawierająca interesujące opowiadanie o kulcie Słowian zachodnich znana jest wyłącznie z trzech, spośród kilkunastu, rękopisów tego popularnego w średniowieczu zbioru. To literacka historia o misji dyplomatycznej młodego duńskiego chrześcijanina „do ziemi pogan”, mająca miejsce w latach 50. XII w. Nie pada ani nazwa miejsca, ani bóstwa, ale Łuczyński przypuszcza, że mogło chodzić o Jarowita z Wołogoszczy. Ukazane jest surowe i przerażające bóstwo ubrane w szaty królewskie, wieszczące, potrafiące zsyłać choroby, klęski i nieurodzaje. Do jego świątyni przybywano w oznaczone dni w ciągu roku, podczas których biesiadowano, a bóstwo miało swój własny osobny stół. Podczas wizyty chrześcijanina słowiański bóg ukazuje się, zasiada na tronie i oznajmia, iż uciekł przed krzyżem, ukrył się w morzu i ponownie przybył do swoich czcicieli. Następnie znika.

O Perunie mówi zapewne, niemal nieznany i częściowo zrekonstruowany, fragment kazania w formie graffiti z XII w. z Nowogrodu. Dowiadujemy się z niego, że według wierzeń Nowogrodzian jakiś bies rządzi niebem i pogodą. Borys Rybakow, który udostępnił fragmentarycznie zachowany zapis szerszemu gronu czytelników, przypuszczał, że mamy tu do czynienia z opisem wierzeń sekty bogomiłów. Tradycje kultu Peruna w tym mieście mogą jednak świadczyć na korzyść innej tezy – że biesem wspomnianym przez kaznodzieję mógł być pierwotnie bóg burzy.

Gdzie warto najpierw szukać

Z terenów wschodniosłowiańskich raczej nie należy spodziewać się innych nowych odkryć. Staroruskie gramoty zostały już dosyć dobrze rozpoznane przez rosyjskich naukowców, na nowe znaleziska, takie jak graffiti na ścianach soborów, nie ma co liczyć. Dzięki gramotom, odkrywanym podczas wykopalisk archeologicznych np. w Nowogrodzie czy Ładodze i tak dowiedzieliśmy się sporo na temat pogańskich wierzeń, np. o występowaniu imion osobowych typu Jariło czy Rusałka.

Nowych danych mogłoby za to dostarczyć wnikliwe przestudiowanie dzieł arabskich, perskich i hebrajskich, o czym przypomniało opublikowanie tłumaczenia fragmentu Al-Masudiego o świątyniach Słowian. Znaczący polski wkład na tym polu załamał się wraz ze śmiercią wybitnego orientalisty Tadeusza Lewickiego.

Łuczyński widzi szczególną potrzebę przeprowadzenia kwerendy wśród kazań łacińskich. Wciąż nie do końca poznane pozostają wszystkie inspiracje tzw. panteonu Długosza. Dzięki badaniom prof. Krzysztofa Brachy wiemy, że Długosz opierał się np. na kazaniach Łukasza z Wielkiego Koźmina, skąd zaczerpnął m.in. informację o „święcie stado”. Niewykluczone, że jakieś źródła Jana Długosza uda się jeszcze kiedyś znaleźć w zalegających w archiwach kodeksach z łacińskimi kazaniami.

- Moim zdaniem najważniejsza sprawa to kazania staropolskie – stwierdza Łuczyński. – Ktoś powinien je jeszcze raz dokładnie przejrzeć, czy aby czegoś nie przeoczono, co dość często się zdarza.

Na czym polega fenomen etapu odkrywania nowych źródeł historycznych dotyczących średniowiecznej Słowiańszczyzny? Czy naukowcy wykorzystali wszystkie możliwości, aby do nich dotrzeć przy kompletowaniu materiałów do swoich książek? A może część z nich przeoczyli? A jeśli tak, to dlaczego?

Jedna rzecz nie ulega jednak wątpliwości. Od czasów Jagića przybyło nie jedno, ale kilka nowych źródeł do religii Słowian.  Powstał jednak nowy problem. Skoro badacze powszechnie narzekają, że zasób źródeł jest tak skromny, to w czym problem, żeby dzisiaj znać je wszystkie, a przynajmniej wszystkie te, które znane były starszym pokoleniom naukowców?

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Publicystyka i otagowano jako , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

12 Komentarze

  1. gabi
    Opublikowano 21 czerwca 2015 o 14:16 | Link

    Tak, zbyt łatwo naukowcy chadzają utartymi ścieżkami. Więcej powinno być źródeł analizowanych przez młode pokolenie – nie raz perełki giną w niedostępnych pracach magisterskich. Młodzież ma świeższe spojrzenie.

    • Wieczan
      Opublikowano 22 czerwca 2015 o 20:03 | Link

      Widzę dwie przyczyny. Uzyskanie doktoratu nie wymaga wytężonej samodzielnej pracy odkrywczej, a bardziej pracy „kopisty” i systematyzatora. Dwa. Jest to temat niepoprawny politycznie w państwie zdominowanym przez kościół katolicki; skutkiem czego prace naukowe obciążone są doktrynalnym myśleniem katolickim.

      • gabi
        Opublikowano 24 czerwca 2015 o 21:01 | Link

        Nie katolicyzm jest winny, lecz brak chęci.

  2. Iudex
    Opublikowano 21 czerwca 2015 o 22:19 | Link

    Rzucić hasło do poszukiwań nowych źródeł do religii Słowian jest prosto, ale wymaga od naukowca dobrej znajomości łaciny w połączeniu z umiejętnością czytania późnośredniowiecznych rękopisów. Odkrycia krótkich glos odnoszących się przede wszystkim do demonologii w niepublikowanych kolekcjach kazań jest możliwe, ale jest to przysłowiowe szukanie igły w stogu siana, np. studia prof. Krzysztofa Brachy o latawcu i ubożu.

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 22 czerwca 2015 o 21:56 | Link

      Owszem, jest to żmudne, ale na tym polega praca naukowca.
      Owszem, łatwo jest również rzucić hasło szukania nowych źródeł. To samo jednak należałoby powiedzieć mediewistom, którzy powszechnie zwykli powtarzać frazes o braku źródeł, o potrzebie nowych źródeł i o „historii badań religii Słowian jako historii rozczarowań”. Może te rozczarowania wynikają nie tyle z samej skromności źródeł, co raczej z podejścia badaczy.

      • gabi
        Opublikowano 24 czerwca 2015 o 20:59 | Link

        Poszukiwania w kazaniach drobinek prawdy o wierze naszych przodków może i nużące, ale jak ciekawe. Tylko, że u nas naukowcy maja prawdy „objawione” i jak tu poda inną wersję by podważyć autorytet profesora? Nie wypada. Widzę to już od dłuższego czasu. I do tego czytałam prace młodych zapaleńców, które potem zamykano w ostępach zapomnienia czyli archiwach. I tak stare prawdy są powielane, bo brak entuzjazmu do nowych badań. .. stagnacja lepsza od zapału.

  3. Sylwin
    Opublikowano 23 czerwca 2015 o 00:56 | Link

    Zapewne autor miał na myśli Prokopiusza z Cezarei a nie Propiusza ?! Drobny błąd a … denerwuje :-(

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 23 czerwca 2015 o 09:21 | Link

      Poprawione.

  4. ziom
    Opublikowano 1 lipca 2015 o 05:19 | Link

    Mnie nurtuje myśl, że stare księgi były często zapisywane na nowo. Że wiele starych ksiąg może mieć podwójną treść i należałoby sprawdzić dosłownie wszystko, co jest wiekowe pod tym kątem, by ostatecznie wykluczyć wątpliwości.

  5. Hrefna
    Opublikowano 15 września 2015 o 22:19 | Link

    Denerwuje też inny błąd – i w tytule i w treści. „Źródła do”? Nie lepiej byłoby napisać, że źródła dotyczące religii Słowian? Źródła do religii? To trochę tak, jakby religia była – nawet nie szkolnym przedmiotem, ale jego wycinkiem – brzmi trochę jak „podręcznik do algebry”.

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 17 września 2015 o 13:54 | Link

      Po prostu „religia Słowian” rozumiana jest tutaj jako problem badawczy.

  6. Sławomir
    Opublikowano 21 stycznia 2016 o 10:05 | Link

    To ja dodam link do prac Pana Łukasika ;)
    https://jagiellonian.academia.edu/MichalPiotr

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*