Negatywne skutki chrztu Polski

Mity o chrzcie Polski (4):

chrzestCzy decyzja Mieszka I o przyjęciu chrześcijaństwa miała wyłącznie pozytywne dla niego samego i polskiego państwa następstwa? Zarówno naukowa jak i pozanaukowa dyskusja skupia się na skutkach pozytywnych (szczególnie przy okazji obchodzonej rocznicy). Te negatywne są zwykle marginalizowane albo pomijane. Tymczasem można odnotować przynajmniej kilka konkretnych i jednoznacznie niekorzystnych tendencji a naukowa rzetelność wymaga, by były rozpatrywane na równi z korzyściami.

Konwersja przede wszystkim wyraźnie osłabiała wewnętrznie młode państwo. Podkopanie władzy księcia w pogańskim społeczeństwie, wymykanie się z jego rąk części prerogatyw, nowa linia konfliktów były nie do uniknięcia i musiały w tym czasie być dotkliwie odczuwane. Do tego należy dołożyć rosnące obciążenia fiskalne. Jeśli zapoczątkowanie chrystianizacji przez Mieszka I było napoczęciem beczki miodu, to znalazła się w niej niejedna łyżka dziegciu.

Efekty przejścia na łono Kościoła są słabo widoczne w czasach Mieszka I. Wybudowane obiekty sakralne, pojedyncze i skromne rozmiarami, nie mogły służyć nikomu więcej niż samemu księciu i jego najbliższemu otoczeniu. Brak pochówków w obrządku chrześcijańskim zdaje się świadczyć o nikłym przenikaniu nowej wiary do społeczeństwa. Sytuacja wygląda więc tak, jakby Mieszko raczej starał się ograniczać niż eskalować zakres konwersji. Podejście co najmniej dziwne biorąc pod uwagę podtrzymywane dzisiaj szeroko przekonanie o niebagatelnych korzyściach, jakie miała mu przynosić.

Osłabienie władzy wewnętrznej

Może więc paleta zalet jest przynajmniej częściowo jedynie ułudą? Problem taki dotyczy z pewnością umocowania władzy księcia w społeczeństwie. Mediewiści rozpisują się o teologii chrześcijańskiej, zgodnie z którą władza pochodzi od Boga. Książę miał więc dzięki nawróceniu zyskiwać sakralne umocowanie, jakiego nie dawało mu pogaństwo.

Jednakże mediewiści owi powinni wyjaśnić, na jakiej to podstawie budują swoje wyobrażenie o religijnych fundamentach władzy książęcej wśród pogańskich „Polan”. Zachowane źródła nie podają na ten temat szczegółów a jeśli zastosować kryterium porównawcze to w społeczeństwach pogańskich widoczne są elementy sakralizacji władcy a nawet jego ubóstwienia. Jeśli poganie traktowali księcia lub króla jako boga (ofertę uznania za boga złożył Henrykowi Lwu książę obodrzycki Niklot; takąż propozycję złożyli Pomorzanie św. Wojciechowi; według Vita Anskarii ubóstwionym mógł być król Szwecji Eryk) to trudno przyjmować, by chrześcijaństwo konkurowało w tym względzie lepszą ofertą.

Jeszcze poważniejszym problemem z zastosowaniem teologicznych zalet jest ich oparcie w społeczeństwie chrześcijańskim. Jeśli poddani Mieszka nie byli chrześcijanami to nie mógł liczyć na znalezienie wśród nich zrozumienia. Proces nawracania ludności skazany był na długotrwałe rozłożenie w czasie, szczególnie jeśli wymagało się od niej nie tylko biernego poddania się polaniu wodą, ale również orientacji w teologicznych niuansach. Trwało to znacznie dłużej niż życie Mieszka, z tego punktu widzenia nie miało więc dla niego samego żadnych zalet.

Tutaj dotykamy pierwszego znaczącego kłopotu, z którym władca musiał się borykać. Zmieniając religię, a w szczególności na wrogą wobec tradycyjnych kultów, alienował się od reszty społeczeństwa. Nie mógł liczyć na zrozumienie i akceptację. Sytuacji tej nie mogło poprawić zastosowanie siły, a przynajmniej nie bez kosztów ubocznych. Najpierw Mieszko musiał przekonać swoją drużynę i warstwę możnych, co raczej nie przebiegało łatwo i szybko (kniaź ruski Światosław nie chciał przyjąć chrześcijaństwa bojąc się ośmieszenia w oczach drużyny).

Zagrożenia dla suwerenności

Zrozumienie i wsparcie mógł książę uzyskać w zagranicznych ostojach chrześcijaństwa – w Cesarstwie i u papiestwa. Odtąd jednak pewne sprawy wymykały się z rąk panującego i to nie przejściowo a na trwałe. Część decyzji dotyczących Polski zapadała poza nią na zasadzie religijnej legitymizacji, umniejszając w ten sposób suwerenność kraju.

Obce wpływy były widoczne również na co dzień wewnątrz państwa. Ponieważ Polska nie dysponowała własnym duchowieństwem w całości pochodziło ono z innych krajów. Od najniższego szczebla po biskupa rekrutowało się ono z zagranicy, głównie z Niemiec. Duchowni pełnili również funkcje urzędnicze a więc samo funkcjonowanie państwa zostało uzależnione od obcokrajowców. Skutki obserwować możemy jeszcze długo po pojawieniu się pierwszych Polaków w stanie kapłańskim. Jednym z bardziej jaskrawych przykładów jest walka arcybiskupa Jakuba Świnki o utrzymanie polskiego języka i jedności polskiego kościoła z reprezentującym odmienne interesy na naszych ziemiach duchowieństwem niemieckim i czeskim.

Zarówno obce pochodzenie kleru jak i wprowadzanie i faworyzowanie nowej religii tworzyły zupełnie nową linię konfliktu. Dla kleru rodzima kultura, religia, język były niezrozumiałe i barbarzyńskie. Miejscowa ludność nigdy dotąd nie stanęła w obliczu podobnej bariery porozumienia. Dotychczasowe podboje nie wiązały się z narzucaniem tak drastycznie odmiennej kultury i faworyzowaniem administracji wykazującej barierę komunikacyjną. Z jednej strony nowa religia związana z dworem panującego a z drugiej – wciąż działający system oparty na starych wartościach. Religia stała się odtąd polem konfliktu społecznego. Jak pokazała reakcja pogańska z lat 1031-32, konflikt ten okazał się dla polskiego państwa dramatyczny w skutkach, a przykłady sąsiednich państw, jak Czechy, Węgry, Ruś, Szwecja, Wieleci dowodzą, że podobne wybuchy niezadowolenia społecznego były naturalnym odruchem, nieraz niemożliwym do ujarzmienia, z którym każdy władca musiał się liczyć.

Problemy finansów i kultury

Sprowadzenie i utrzymanie duchowieństwa oraz budowa kościołów wiązały się z podjęciem kolejnego trudu, tym razem finansowego. Monumentalna architektura sakralna była kosztowna, podobnie jak utrzymanie na stałe przedstawicieli Kościoła. Wprowadzenie nowego podatku, dziesięciny, miało znaczący wpływ na dotychczasowy bilans finansowy. Niezależnie od tego, czy dziesięcina była dołożonym kolejnym obciążeniem dla podatnika, czy też uszczuplała ona dotychczasowy dochód księcia.

W perspektywie długofalowej należy rozważać skutki chrystianizacji dla kultury. Negatywne nastawienie obcego kleru nie kończyło się na sprawach religii, ale sięgało znacznie szerzej. Dotykało np. spraw historii, co zauważamy, gdy mnich Anonim tzw. Gall odmawia omawiania dziejów pogańskich poprzedników Mieszka I „których skaziły błędy bałwochwalstwa”. Tkwi w tym pewien paradoks, że z jednej strony zawdzięczamy autorom chrześcijańskim najstarsze wzmianki o religii Słowian, z drugiej – są one nadzwyczaj skąpe, pejoratywne, wymuszone. Pochodzą od osób, które tę religię wykorzeniły i na zawsze zniechęciły do jej reliktów. Trzeba przyznać, że bez pisarzy kościelnych nie mielibyśmy tych najstarszych informacji, ale nie można zapomnieć, że gdyby nie oni rodzima religia i kultura by nie zginęły i nie potrzeba byłoby walczyć o zachowanie w pamięci ich resztek. Nie wytworzyła by się atmosfera pogardy wobec własnego dziedzictwa.

Pewne przytaczane często plusy chrystianizacji należy uznać za fałszywe (nie chodzi tylko o rzekome umocnienie wewnętrzne władzy księcia). Wymienić tu należy zabezpieczenie się przed najazdami ze strony chrześcijańskich sąsiadów. Zauważmy, że pogański Mieszko I nie toczył wojen z chrześcijańskimi Czechami, kiedy był mężem czeskiej Dąbrówki. Choć po jej śmierci on i jego następcy byli chrześcijanami to Czesi stali się jednym z głównych wrogów. Ważniejszą rolę w utrzymaniu pokoju odgrywały koligacje dynastyczne niż wspólnota religijna. Bolesław Chrobry toczył długotrwałą (16 lat z przerwami) i wyniszczającą wojnę ze Świętym Cesarstwem Rzymskim (sprzymierzonym z pogańskimi Lucicami) reprezentującym uniwersalną monarchię chrześcijańskiej Europy. Ostateczny cios upadającemu pierwszemu państwu Piastów zadał przecież nie kto inny, ale chrześcijanin Brzetysław. Spokój zewnętrzny okupiony przyjęciem chrztu w praktyce jak widać był fikcją.

Dlaczego więc postępy chrystianizacji w kraju Mieszka prezentują się tak mizernie? Możemy przypuszczać, że książę bał się wymuszania szybkiej chrystianizacji ludności, gdyż groziło to rozsadzeniem państwa. Chrystianizacja niosła za sobą nie tylko plusy, ale również poważne zagrożenia, które wymieniono wyżej. Władca przyjmował chrzest nie tylko dla państwowych korzyści, ale pomimo oczekiwanych szkód. Optymistycznie odmalowany ogrom korzyści, jakie Polska zyskała u zarania swej państwowości dzięki chrystianizacji skalą rozdmuchania przypomina raczej bańką finansową na amerykańskim rynku nieruchomości przed kryzysem w 2009 r. Mieszko I, Bolesław Chrobry, Bezprym wybierając między chrześcijaństwem a pogaństwem podejmowali wybór trudny, bo brzemienny w skutki nie tylko jednoznacznie pozytywne.

Zobacz również:

Mity o chrzcie Polski (1): Nie obchodzimy 1050. rocznicy chrztu Polski

Mity o chrzcie Polski (2): Chrześcijaństwo przyszło do nas z Niemiec

Mity o chrzcie Polski (3): Kiedy zakończyła się chrystianizacja Polski?

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Publicystyka i otagowano jako , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

7 Komentarze

  1. gabi
    Opublikowano 6 czerwca 2016 o 07:01 | Link

    Hm trochę dziwny ten skład niedoróbek po przyjęciu chrześcijaństwa. Tezy prawdziwe: walczono z Czechami, niemieckie duchowieństwo parło do swoich (choć trudno to nazwać, że wyznawali wartości niemieckie). Kryzys jedności państwowej pojawił się w trzecim pokoleniu – choć wątpię, że tamtejsi Polacy za Polaków świadomie się uznawali – To wszystko pojawiło się później. Biedny Mieszko nie mógł tego przewidzieć (takie są prawa dziejów, czasami toczą się z naszą wolą, czasami wbrew niej).Mieszko co by nie mówić ochrzcił się dla swoich korzyści – dla wykazania się bycia równym wśród innych władców – i tą korzyść osiągnął. Pomimo, że Thietmar jego rolę umniejszał to raczej z zawiści niż z obiektywnego spojrzenia na tą postać.

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 6 czerwca 2016 o 17:13 | Link

      Niewątpliwie jego ranga w państwach chrześcijańskich wzrosła.

      Bariera porozumienia z duchowieństwem wyłącznie obcego pochodzenia musiała być odczuwana już za Mieszka I. Czemu kryzys przyszedł później? Bo wzrost liczby duchowieństwa, monumentalnych budowli obciążających budżet, wymóg przestrzegania reguł religijnych pojawiły się za czasów Chrobrego a nie jego ojca. Czy Mieszko tego nie mógł przewidzieć? Raczej było to dla niego oczywiste i dlatego wstrzymywało go to przed podjęciem dalekosiężnych kroków.

  2. jol
    Opublikowano 10 września 2016 o 23:12 | Link

    a niepotrzebnie, mógł pozostać w rycie cyrylo-metodiańskim
    a nie wspierać odwiecznego wroga

  3. Radogost
    Opublikowano 12 września 2016 o 16:37 | Link

    „Mediewiści rozpisują się o teologii chrześcijańskiej, zgodnie z którą władza pochodzi od Boga. Książę miał więc dzięki nawróceniu zyskiwać sakralne umocowanie, jakiego nie dawało mu pogaństwo”.
    „Zachowane źródła nie podają na ten temat szczegółów a jeśli zastosować kryterium porównawcze to w społeczeństwach pogańskich widoczne są elementy sakralizacji władcy a nawet jego ubóstwienia”. „Jeśli poganie traktowali księcia lub króla jako boga … to trudno przyjmować, by chrześcijaństwo konkurowało w tym względzie lepszą ofertą”.

    Znamienny jest przykład Merowingów i ich mitu genealogicznego zgodnie z którym protoplaści rodu wywodzą się od bóstwa morskiego. Również tradycja noszenia długich włosów przez przedstawicieli tego rodu symbolizowała prawo do sprawowania najwyższej władzy w państwie. Ścięcie włosów władcy merowińskiemu oznaczało równocześnie jego detronizację.

    Nie mamy dowodów – kryterium porównawcze nie wystarczy – że rodzima tradycja-pogańska okrywała władców piastowskich podobnym magicznym nimbem nadającym ich władzy metafizyczny wymiar. Czy chrześcijaństwo mogło wnieść jakiś magiczny pierwiastek? Albo ogólniej, czy charakter władzy Mieszka mógł się zmienić po fakcie chrztu z perspektywy jego poddanych?

    W jednym z opracowań znalazłem argument, że Mieszko w obliczu klęsk z Wieletami mógł świadomie porzucić stare wierzenia na rzecz chrześcijaństwa licząc w ten sposób na większą skuteczność swoich posunięć w ramach nowej religii. Niebawem, jak wiemy, odniósł upragniony sukces, co mogło tylko przekonać sceptycznych dotąd drużynników i utrwalić w swoim wyborze samego księcia.

    „Jeśli poddani Mieszka nie byli chrześcijanami to nie mógł liczyć na znalezienie wśród nich zrozumienia”.

    Pod wpływem odniesionych zwycięstw mógł się kształtować pozytywny stosunek do nowej religii. Nowy Bóg mógł zostać włączony do panteonu dotychczasowych bóstw, co nie powinno dziwić, ze względu na politeistyczną formę dawnych wierzeń. Pogaństwo mogło być wyznawane równolegle z praktykami chrześcijańskimi. Poza tym, poddani Mieszka, w części mogli być chrześcijanami. Wczesno-państwowy „dwór” piastowski wydaje się, że był zresztą dość zróżnicowany i tolerancyjny; wnoszę, to choćby w kontekście odkrytego cmentarza w Bodzi.

    „Zmieniając religię, a w szczególności na wrogą wobec tradycyjnych kultów, alienował się od reszty społeczeństwa. Nie mógł liczyć na zrozumienie i akceptację. Sytuacji tej nie mogło poprawić zastosowanie siły, a przynajmniej nie bez kosztów ubocznych. Najpierw Mieszko musiał przekonać swoją drużynę i warstwę możnych, co raczej nie przebiegało łatwo i szybko (kniaź ruski Światosław nie chciał przyjąć chrześcijaństwa bojąc się ośmieszenia w oczach drużyny)”.

    W publikacji, „Polska na tle regionu: błyskawiczna chrystianizacja?”, za D.A. Sikorskim, zwracałeś uwagę (podając inne argumenty komparatystyczne), że nie musiał czynić starań żeby przekonać nawet swoją świtę. Bezpośredni poddani mogli mieć autonomię wyznawania czegokolwiek niezależnie od księcia, który też sam najprawdopodobniej nie zmienił swoich dotychczasowych nawyków „barbarzyńskich”.

    „Czemu kryzys przyszedł później? Bo wzrost liczby duchowieństwa, monumentalnych budowli obciążających budżet, wymóg przestrzegania reguł religijnych pojawiły się za czasów Chrobrego a nie jego ojca. Czy Mieszko tego nie mógł przewidzieć? Raczej było to dla niego oczywiste i dlatego wstrzymywało go to przed podjęciem dalekosiężnych kroków”.

    Bardzo mało wiemy na temat tych przebiegu tych wydarzeń określanych jako „reakcja pogańska”. Pomijasz tutaj fakt długotrwałych wojen z Henrykiem II; coraz to większych obciążeń ludności pospolitej na rzecz rosnącego państwa, w którym to duchowieństwo, jak się wydaje, stanowiło najmniejszy ciężar – pomijając budownictwo sakralne, którego jednak skala była wówczas niewielka. Pomijam już rzekomy wymóg wybijania zębów za nieprzestrzeganie postu, bo to wydaje mi się najmniej ważki powód rozruchów ludowych.

    Odniosłem wrażenie, że starałeś się po prostu dostroić tekst do nagłówka, na siłę wymuszając poglądy. Drogi Welesie, bardzo lubię Twoje artykuły, ale tym razem nie jestem przekonany; może gdybym miał jakieś ciągoty słowianofilskie?

    Pozdrawia,
    Damian z Krakowa.

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 12 września 2016 o 17:37 | Link

      Poza tym, poddani Mieszka, w części mogli być chrześcijanami. Wczesno-państwowy „dwór” piastowski wydaje się, że był zresztą dość zróżnicowany i tolerancyjny; wnoszę, to choćby w kontekście odkrytego cmentarza w Bodzi.

      Problem w tym, że nie ma śladów po tych chrześcijanach na dworze Mieszka przed chrztem (po zresztą właściwie też nie).
      Pochówki skandynawskie z Bodzi datowane są na XI w. a nie na czasy Mieszka I.

      W publikacji, „Polska na tle regionu: błyskawiczna chrystianizacja?”, za D.A. Sikorskim, zwracałeś uwagę (podając inne argumenty komparatystyczne), że nie musiał czynić starań żeby przekonać nawet swoją świtę. Bezpośredni poddani mogli mieć autonomię wyznawania czegokolwiek niezależnie od księcia, który też sam najprawdopodobniej nie zmienił swoich dotychczasowych nawyków „barbarzyńskich”.

      Mieszko nie musiał nikogo przekonywać do nowej wiary. Przykład Światosława pokazuje po prostu, że indywidualna konwersja władcy nie musiała być postrzegana przez jego otoczenie pozytywnie ani nawet neutralnie.

      Bardzo mało wiemy na temat tych przebiegu tych wydarzeń określanych jako „reakcja pogańska”. Pomijasz tutaj fakt długotrwałych wojen z Henrykiem II; coraz to większych obciążeń ludności pospolitej na rzecz rosnącego państwa, w którym to duchowieństwo, jak się wydaje, stanowiło najmniejszy ciężar – pomijając budownictwo sakralne, którego jednak skala była wówczas niewielka. Pomijam już rzekomy wymóg wybijania zębów za nieprzestrzeganie postu, bo to wydaje mi się najmniej ważki powód rozruchów ludowych.

      Przymusowa konwersja, wzrost obciążeń i powierzanie kluczowych funkcji osobom obcego pochodzenia wydają się jednak doskonałymi powodami do niezadowolenia i buntu.

      Odniosłem wrażenie, że starałeś się po prostu dostroić tekst do nagłówka, na siłę wymuszając poglądy. Drogi Welesie, bardzo lubię Twoje artykuły, ale tym razem nie jestem przekonany; może gdybym miał jakieś ciągoty słowianofilskie?

      Starałem się wyłożyć argumenty, które powinny być jednoznaczne bez żadnych odniesień słowianofilskich. Historię piszą zwycięzcy i z tej perspektywy (państwa od setek lat chrześcijańskiego) postrzegany jest chrzest Mieszka. Podnoszona jest ranga, zasięg i zalety tego wydarzenia nawet bez żadnego oparcia w źródłach. Nie twierdze tutaj, że chrzest był czymś z gruntu złym, tylko zwracam uwagę, że optymizm badawczy przysłania fakty nastrajające mniej optymistycznie.

  4. anonim
    Opublikowano 22 września 2016 o 18:55 | Link

    „Zauważmy, że pogański Mieszko I nie toczył wojen z chrześcijańskimi Czechami, kiedy był mężem czeskiej Dąbrówki.”

    Zabawne, że autor to napisał biorąc pod uwagę, że właśnie ślub Mieszka z Dobrawą był zawarty najprawdopodobniej po to, by zapobiec groźbie niebezpiecznego sojuszu Chech i Wieletów, z którymi Mieszko toczył wojnę. I byłbym bardzo ostrożny w odrzucaniu tezy, że jednym z warunków małżeństwa nie było nawrócenie się księcia Polan na chrześcijaństwo.

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 23 września 2016 o 09:02 | Link

      Nie wiem, co jest zabawne. Fakt pozostaje faktem, że to małżeństwo chroniło przed wojną skuteczniej niż wspólna religia.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*