Kiedy zakończyła się chrystianizacja Polski?

Mity o chrzcie Polski (3)

ddc43d01-ffdb-4131-869c-d387595edd4bKonkretne daty lub wydarzenia powszechnie kojarzone z upadkiem pogaństwa w Polsce to chrzest w 966 r. i rozbudowa sieci parafialnej w XIII w. Pogańskie wierzenia i obrzędy utrzymywały się jednak znacznie dłużej. Samo pojawienie się budynku kościoła w promieniu kilku kilometrów nie załatwiało sprawy chrystianizacji wsi a właściwie ledwie ją rozpoczynało. Dlatego chłop w XVI w. mógł nie znać nawet podstawowych prawd wiary, w XVII palić zmarłego z dala od kościoła a u progu XX przebłagiwać nieszczęście ofiarą z człowieka.

Początki chrześcijaństwa w średniowiecznych państwach Europy zwykle związane były z dworem panującego. To władca Polski Mieszko I sprowadził do kraju misję przede wszystkim na użytek własny i własnej polityki. Chrześcijaństwo było więc początkowo religią głównie dla elit; wpisywało się w kształtujący się etos rycerski, zaś wieśniacy znajdowali się na dalszym planie perspektywy chrystianizacji a nawet wręcz poza nim.

Średniowieczny kościół z dala od człowieka

Rozbudowa sieci parafialnej umożliwiająca dostęp chłopstwu do kościoła odbyła się późno. W latach 1300-1500 nastąpiło podwojenie liczby parafii, przy czym na północy ziemi lubelskiej zaczęły się one formować dopiero w XV w. Przeciętna wielkość parafii w Wielkopolsce i Małopolsce wynosiła około 60 km², ale już poza tymi dwoma głównymi ośrodkami państwowości, np. na ziemi łukowskiej po uzupełnieniu w XVI w. nadal wynosiła aż 141 km². Pod tym względem Europa Zachodnia, część krzyżackich Prus, Czech, czy Moraw (średnia powierzchnia parafii 25 km²) były znacznie bardziej rozwinięte.

Jeśli obszaru parafii nie pokrywały w większości lasy i mokradła to osadnicy i tak mieli długą i trudną drogę do pokonania, by uczestniczyć w nabożeństwie. Jeszcze do 1442, kiedy powstała parafia w Ostrowie nad Tyśmienicą, chłopi z okolic Łęcznej mieli do przebycia 19 km, by móc uczestniczyć w mszy świętej. Dystans około 10 km musieli przebywać mieszkańcy Płonek i Chojny na Mazowszu, czy kilku wielkopolskich wsi przed przyłączeniem ich do parafii w Rostarzewie. W warunkach słabo rozwiniętej infrastruktury drogowej, braku pojazdów, natłoku zajęć gospodarskich, nie wspominając o takich sytuacjach jak zamiecie śnieżne, czy powodzie, nawet mniejsza odległość praktycznie była przeszkodą nie do pokonania w rozsądnym czasie i w granicach wysiłku. Jak pisze Stanisław Bylina: „Mówiąc o warunkach funkcjonowania parafii trzeba uwzględnić korzystanie przez wiernych z dróg prowadzących przez lasy, a także – na pewnych odcinkach – omijanie trudnych do przebycia obszarów leśnych. Wielkie pasy bagien i błot jeszcze nie wyschłych (błota łęczyckie, bagna sochaczewskie) rozdzielały obszary zasiedlone i były oczywiście nie do pokonania. Mniejsze tereny bagienne stawały nieraz na przeszkodzie wędrowcom i zmuszały do wydłużenia drogi.

Trzeba też wziąć pod uwagę, że osadnictwo wiejskie ulegało zmianom. Niektóre rejony w średniowieczu wyludniały się pozostawiając ufundowany kościół opustoszałym, inne dopiero się rozbudowywały w miejscach, gdzie do tej pory kościoła nie było. Dlatego też sufragan gnieźnieński motywował budowę kościoła parafialnego w wielkopolskich Łagiewnikach (1394-1401), tym że dzieci umierają tutaj bez chrztu a dorośli bez sakramentów. Podobnie biskup Wojciech Jastrzębiec uzasadniał erekcję kościoła w Klementowicach pisząc, iż okoliczni mieszkańcy rzadko słuchają słowa Bożego i przyjmują sakramenty, albo też wcale tego nie czynią.

Owieczki bez pasterza

Odmiennym kłopotem było nierezydowanie księży w parafiach, prowadzące czasem nawet do ich zamknięcia. W początkach XVI w. w archidiecezji gnieźnieńskiej stwierdzono brak obsady plebańskiej w 44 parafiach na 600 okręgów znajdujących się w granicach metropolii. Z kolei w archidiakonacie wieluńskim w tym samym czasie jedna czwarta parafii miała wolny wakat. Działo się tak, gdyż brakowało chętnych do obejmowania wiejskich ubogich parafii. Drugą przyczyną było nasilające się zjawisko kumulowania beneficjów.

Poziom umysłowy kleru parafialnego, w szczególności wiejskiego, był zdecydowanie niski. Jego wykształcenie polegało najczęściej na ukończeniu szkoły parafialnej i krótkiej nauce w szkole katedralnej lub kolegiackiej. Źródła ujawniają rażące przypadki błędów w liturgii, zaniedbań duszpasterskich i nieznajomości łaciny. Nierzadko zdarzało się, że proboszczowie nie chcieli prowadzić nauk dla prostego ludu albo nie potrafili tego robić we właściwy sposób. Z tego powodu od początku XV w. nakazywano księżom pod karą grzechu śmiertelnego coniedzielne przepowiadanie kazań dla ludu, będących tłumaczeniem Ewangelii lub innych tekstów kościelnych. Ponieważ jednak wymagało to pewnej biegłości pozostawało rzadkością, szczególnie w parafiach wiejskich. Dopiero, jak napisał Jan Długosz, „założenie Uniwersytetu Krakowskiego usunęło to zaniedbanie i niedostatek, który przez tak długie trwał wieki”. Jego absolwenci jednak najczęściej wybierali parafie miejskie, dlatego rozpowszechnienie kazań rozwinęło się stopniowo a nie gwałtownie.

Pogańskie dziedzictwo wieśniaków

Przed przełomem XIV i XV w. zainteresowanie Kościoła przejawami kultury ludowej było niewielkie a na pewno słabo poświadczone w przetrwałych źródłach. Pierwszym tekstem normatywnym wyrażającym kompleksowo stosunek Kościoła do obrzędów ludowych były dopiero poznańskie statuty synodalne zredagowane ok. 1420 r.

Kościół w znacznej mierze zaakceptował ludową obrzędowość rodzinną. Dosyć szybko po oficjalnej chrystianizacji zanikał ciałopalny obrządek pogrzebowy, choć na Mazowszu pojawiał się jeszcze nawet w XIII w. Mazowiecka szlachta w późnym średniowieczu wyróżniała się tym, że klęła się na słońce. Wprowadzony pochówek szkieletowy, z początku praktykowany z wieloma elementami niechrześcijańskimi, też w niedługim czasie na większości obszarów dostosował się do wymogów chrześcijaństwa m.in. poprzez rezygnację z bogatego wyposażenia grobu w przedmioty, odpowiednie ułożenie ciała, umiejscowienie na poświęconej ziemi w bliskości kościoła. Za to autorzy kazań nie krytykowali kontynuowania pewnych dawnych obyczajów pogrzebowych – czuwania przy zmarłym w „pusty wieczór”, nie zakazywali uczty pogrzebowej zwanej stypą, a nawet dopuszczali do udziału w niej kapłanów, pod warunkiem wszak zachowania umiarkowania w spożywaniu trunków.

Na wschód od nas (lecz przecież w granicach XVII-wiecznej Rzeczpospolitej) zwyczaj chowania poza kościołem utrzymał się znacznie dłużej. Na synodzie w 1726 r. biskup łucki groził „kto w polu lub w gajach pochowa zmarłego, będzie wyklęty„. W 1744 synod wileński głosił: „za pochowanie ciała w polu lub lesie wzbrania winnemu wstępu do kościoła przez 3 miesiące„. A śpiewaczka z sandomierskiego jeszcze w XX w. znała pieśń ze słowami „Na popiół mnie spopielta, po polu mnie rozsiejta. Wyrośnie ze mnie stokrotka…„.

d86i0182

Wymagano co prawda zawierania małżeństw in facie ecclesiae, lecz było to właściwie tylko potwierdzeniem przez osobę duchowną ugody zawartej wcześniej przez dwie rodziny i samych małżonków. Tradycyjny polski ślub zawierany był jeszcze w XV w. w wieśniaczym domu i polegał na wymianie przez małżonków wieńców uplecionych z ziół i wypowiedzeniu odpowiednich formuł przez dziewosłęba. Nawet jeśli ślub taki odbył się bez obecności księdza, sprawy sporne związane z kontraktem małżeńskim rozpatrywane były przed sądami kościelnymi. Starodawny obyczaj był więc szanowany a przed sądem kościelnym także w innych kwestiach można było się na niego powołać (na tzw. consuetudines antiquae).

W późnośredniowiecznych tekstach kaznodziejskich stan chłopski często w ogóle się nie pojawia. Jest to jeden z dowodów nie przywiązywania uwagi przez ówczesny kler do środowiska wiejskiego. Tam, gdzie mamy chłopstwo wymienione, pospolitym grzechem mu przypisywanym jest oszustwo na przysługującej kościołom dziesięcinie. Zarzuty pogańskich obrzędów, takich jak chodzenie po domach w przebraniach ze skór zwierzęcych, palenie ognisk dla dusz zmarłych w Wielkim Tygodniu, zwyczaje wielkanocne znane jako dyngowanie, wzywanie imion bożków w dniu Zielonych Świątek, wywożenie i topienie kukły śmierci w białą niedzielę, nocne rozwiązłe zabawy w wigilię św. Jana Chrzciciela, praktyki wróżbitów, czarowników i czarownic przypisywane są ogólnie pospólstwu, czyli mieści się w tej kategorii również ludność miejska.

Stanisław ze Skarbimierza w kazaniach Sapientiales jako jeden z pierwszych poświęcił osobne miejsce przewinieniom rusticanus vel ruralis, czyli mieszkańców wsi. Chłop, według niego, powinien w szczególności rozważyć w swoim sumieniu np. czy wierzy we wróżby, czy pomyślności lub niepomyślności spodziewa się skądinąd niż za przyczyną Boga, czy czynił jakieś złe gesty na podobieństwo szaleńców lub błaznów, czy pogwałcał dni świąteczne. Nacisk wobec stanu chłopskiego, jak widać, został położony na nieprzestrzeganie kościelnego kalendarza świątecznego i skłonność do wróżb. Inny autor średniowieczny wywodził konkluzję: „Ignorancję Adama, pierwszego człowieka a zarazem pierwszego grzesznika, odziedziczyli poganie, zaś po poganach chłopi”.

Bóstwa chłopstwu przez wieki najmilsze

Wraz ze zwróceniem uwagi autorów chrześcijańskich na obrzędowość ludową ujawniły się w średniowiecznych źródłach imiona bożków pogańskich, które do dziś budzą kontrowersje. Najwięcej wątpliwości wzbudza pytanie, czy idole czczone w Polsce późnośredniowiecznej były bezpośrednią kontynuacją tych z okresu przed chrztem Mieszkowym, czy też były raczej względnie nową ekspresją kultury ludowej źle zinterpretowaną przez ówczesnych kronikarzy. Potępienie konkretnych świąt ludowych pojawia się już w wieku XIV, ale imiona bożków, którym wtedy miano oddawać cześć wymienione zostają dopiero równolegle w kazaniach Łukasza z Wielkiego Koźmina z lat 1405-1412 (Lada, Jassa, Nyja, Kuja) oraz statutach synodalnych Mikołaja Peysera z Pyzdr datowanych przed 1414 (Lado, Ileli, Jassa, Nyja). Oczywiście najbardziej znane są dziś dzięki późniejszej Kronice Jana Długosza.

Walka z tymi obrzędami okazała się jedną z najtrudniejszych w dziejach chrystianizacji. Uroczystą procesję z Marzanną opisuje już uchwała synodu praskiego z 1366 r. iż „w połowie wielkiego postu niosą przez miasto wyobrażenie śmierci przy śpiewie i zabobonnych tańcach do rzeki i tam do niej wrzucają z rozmachem”. Później obyczaj ten pojawia się jeszcze wielokrotnie w opisach obyczajów, choćby Długosz przymierza Marzannę do rzymskiej Cerery. W 1774 r. na terytorium niemieckim (wcześniej zamieszkanym przez Słowian połabskich) zakaz topienia kukły śmierci spotkał się nawet z wybuchem rewolty społecznej, stłumionej tylko dzięki zorganizowanej akcji z użyciem broni palnej. Ostatecznie zwyczaj ludowy przetrwały jeszcze tu i ówdzie w wieku XX przekształcił się w rodzaj szkolnych wycieczek. Podobną trwałością wykazały się zwyczaje związane z Kupałą, Ładą czy dziadami (duchami przodków), których reminiscencje można było jeszcze gdzie nie gdzie dostrzec a nawet są one obecnie wskrzeszane i popularyzowane.

Trzeba nadmienić, że obserwacja przez wieki tych ludowych tradycji dostarczyła dowodów, że późnośredniowieczne kroniki nie przekazywały jedynie nic nie znaczących zawołań z pieśni, lub bezmyślnie powtarzanych pomyłek kronikarskich, jak chciał Aleksander Brückner, ale imiona postaci personifikujących zjawiska natury (jak odejście zimy) i realnie czczonych. Ówcześni kaznodzieje jednoznacznie nazywali takie zachowania pogańskimi: mos paganorum, consuetudo paganorum, cantus paganicus i in. Nie widzieli też w nich niczego nowego a dokładnie przeciwnie – stwierdzali, iż jest to wciąż jeszcze nie przezwyciężona kontynuacja dawnego bałwochwalstwa.

Wierzenia trwające 1000 lat

Przykładów ciągłości zabobonów trwających przez stulecia a nawet dłużej jest znacznie więcej niż tylko obrzędowość doroczna. Średniowieczny anonim pisze np.: „przeciw bólowi głowy liżą czoła językiem” a podobnie Oskar Kolberg w XIX w.: „aby dziecku odczynić urok, matka zliznąć mu go trzy razy powinna z czoła”. Tak samo porównanie znanych średniowiecznych tekstów jak Katalog magii Rudolfa z Rud, O zabobonach Stanisława ze Skarbimierza, De superstitionibus Mikołaja z Jawora z folklorem XIX w. ukazuje masę konotacji. Ale, o ile dysponujemy tekstami jeszcze starszymi zainteresowanymi wierzeniami ludu, także możemy takie konotacje wskazać z jeszcze odleglejszą przeszłością. Oto arabski pisarz ibn Bakri w IX w. w swoim dziele Księga zwierząt stwierdza: „Twierdzili wobec mnie mężowie spośród Słowian, eunuchowie i niekastrowani, że wąż w ich kraju przychodzi do krów, owija się około ud krowy i jej kolan aż po ścięgna u racic, potem wyciąga swój przód ku sutkom jej wymienia i pożera sutkę, a krowa nie zdoła wydać głosu”. Tysiąc lat później prawie identyczne wierzenia notowano w przekazach folkloru na terenie Polski, Ukrainy i Białorusi („Wąż ssący krowę owija się wokoło tylnej nogi i ssie dwie dojki”).

Nie tylko etnografowie, ale nawet archeologowie zwracali uwagę na wielowiekowe przywiązanie do pewnych kultów i wierzeń. Andrzej Buko, archeolog badający cmentarzysko kurhanowe w lasku obok Kleczanowa, przekonał się, że po dziś dzień przychodzą w to miejsce procesje z kościoła na Zielone Świątki.

Niemniej ciekawe były odkrycia Wojciecha Chudziaka prowadzącego wykopaliska na Górze św. Wawrzyńca koło Kałdusa. Archeolog odnalazł tam dwie pogańskie kultowe sadzawki i ołtarz ofiarny z X w., w których miejscu zaczęto wznosić chrześcijańską bazylikę na początku XI w., lecz wkrótce zaprzestano, zapewne w związku z reakcją pogańską, i przywrócono stary kult. Następnie u podnóża góry w XVII w. wybudowano kaplicę, która jednak również nie przetrwała długo. Przeniesiono z niej kult w inne miejsce wiek później a jak donosi lustracja biskupia uczyniono tak ponieważ „nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w (…) nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju”.

Reformacja i… regres chrystianizacji

Jeśli rozbudowa kościołów, szkół parafialnych, zakonów w XIV-XV w. przyczyniły się do polepszenia kontaktu ludności wiejskiej z chrześcijaństwem to reformacja w wieku następnym proces ten zahamowała, a według niektórych badaczy miejscami nawet cofnęła. Nie ma wątpliwości, że chrześcijaństwo było już wtedy religią masową, jednak zarazem było religią synkretyczną, łączącą z oficjalnym nauczaniem idee nieortodoksyjne a nawet wywodzące się ze starych czasów.

-> strona 2

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Publicystyka i otagowano jako , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*