Włoska robota

Recenzja: Aldo C. Marturano, Słowiańska Ruś, pogaństwo i kobiety, Triglav, 2011

marturAldo Marturano miał być chyba w zamierzeniu Wydawnictwa Triglav dla Słowiańszczyzny tym, kim Norman Davis dla Polski. Mówiąc krótko i na temat – nie wyszło. Może i faktycznie Marturano jest zafascynowany słowiańską kulturą, nie ujmuję mu tego, ale jak wyraźnie udowodnił, do napisania porządnej książki to trochę za mało.

Marturano to włoski podróżnik, który zwiedził Rosję, Ukrainę, Białoruś, Polskę i inne okoliczne kraje i nauczył się m.in. rosyjskiego, węgierskiego, czy rumuńskiego. Ożenił się z Białorusinką. Historykiem jest amatorskim, ale napisał już ponad dwadzieścia książek, w tym o bitwie pod Grunwaldem. Pisaniu Słowiańskiej Rusi poświęcił kilka lat pracy.

Przyjrzyjmy się jaki owoc praca ta przyniosła. Marturano wobec kultury, o której pisze lubi używać określenia „rosyjsko-słowiańska” (lub „rusko-słowiańska” – wymiennie i raczej bezrefleksyjnie). Wiadomo przecież, że coś, co jest rosyjskie musi być słowiańskie, bo kultura rosyjska jest jedną z kultur słowiańskich. Autor ma ambicję pisać o całej Słowiańszczyźnie, ale poznał głównie Rosję i stąd próbuje projekcji doświadczeń rosyjskich na całość krajów Słowian. To wydaje się jedynym uzasadnieniem dla tego dziwnego określenia.

Autor wyraża żal z powodu zniszczenia słowiańskiej religii przez chrześcijaństwo a zarazem z powodu nieznajomości i niedoceniania tego, co z niej pozostało. Skłoniło go to do napisania książki o tejże „rosyjsko-słowiańskiej” religii i kulturze. Chciał w ten sposób przybliżyć ją włoskiemu czytelnikowi.

W książce niestety od początku roi się od nieścisłości. Według Marturano, dla pierwszego z brzegu przykładu, Pliniusz Starszy i Tacyt napisali jakieś „poświęcone germańsko-bałtyckim wierzeniom rozprawy”. Mają być one „doskonałym przykładem” elastycznego podejścia Imperium Rzymskiego wobec panteonów innych krain, ich włączania i wpisywania we własne schematy. Kościół zaś miał nigdy sobie nie pozwolić na tego rodzaju otwartość i dążyć jedynie do zatarcia wszelkiego wspomnienia po pogańskich czasach. Przez całą książkę rozciąga się podobna tendencja do pisania o historii – trochę półprawd lub całych kłamstw i czarno-białe charakterystyki. W rzeczywistości Pliniusza znamy jedynie bardzo wszechstronną encyklopedię a Germania Tacyta to traktat etnograficzny. Nie są to rozprawy poświęcone religiom północnej Europy i nie miały na celu ich aneksji do religii rzymskiej. Kościół, pomimo wrogiej postawy wobec pogaństwa, czasem przyczyniał się do zachowania pamięci o bóstwach pogańskich, żeby wspomnieć tutaj choćby panteon Długosza, czy późniejsze żmudne prace duchownych-folklorystów. Oczywiście, że Rzym był bardziej liberalny w podejściu do obcych religii a Kościół ze swej natury wrogi; nie można jednak tych postaw generalizować, ani tym bardziej szafować pojęciem „nigdy”.

Duża część rozdziału „O słowiańskiej i rosyjskiej mitologii”, ale też i następnych,  to opowiadanie komunałów w stylu „matka jest tylko jedna”. Zarysu, czy charakterystyki mitologii słowiańskiej nie ma tu żadnej; są za to głodne kawałki co znaczy słowo „poganin” lub „mit”, że matka jest podstawą rodziny i nie tylko karmi potomstwo, ale również chroni przed drapieżnikami. Dowiemy się również, że jest coś takiego jak „inicjacja” i że w jej trakcie trzeba sobie przyswoić „szacunek względem struktury wspólnoty” i „posłuszeństwo względem reguł, praw i obyczajów”. Słowem jakieś ogólniki, które Marturano musiał wymyślić, skoro nie miał nic do powiedzenia o tym, jak konkretnie wyglądała inicjacja młodego Słowianina w średniowieczu, ani o tym, czym się wyróżniała słowiańska mitologia.

W beztrosce obchodzenia się z tematem nie ma niestety w przypadku Marturano nic ujmującego. W następnym rozdziale („Od mitów do obrzędów i wizji świata”) pisze np., że piekło nazywano Hadesem, pielgrzym Daniel lokował je pod Morzem Martwym, raj Kosmas Indikopleustes widział gdzieś na ziemi i wywód ten Autor kończy stwierdzeniem, że dowiedzieliśmy się czegoś o mitologii Słowian. O rytuałach dowiadujemy się, że odprawia się je ciałem, mimiką twarzy, sercem i słowem. Za „wizję świata” ma w tym rozdziale robić rzekomy słowiański mit kosmogoniczny znad jeziora Onega (czyli regionu etnicznie ugrofińskiego), w rzeczywistości jakiś zlepek wątków folkloru z pomysłowością badacza znającego fragmenty średniowiecznych kronik.

W tym momencie nie widzę już sensu zagłębiania się w dalsze szczegóły poszczególnych rozdziałów. Autor snuje tam w podobnym tonie swoje przemyślenia na temat konfliktu pogaństwa i chrześcijaństwa, miejsc kultu i bóstw, co nieco dorzuca też o tytułowych kobietach. Wszędzie widoczne są podobne przejawy dyletanctwa – brak rozróżnienia między tekstami historycznymi ze średniowiecza a tekstami folkloru nawet XX-wiecznego, pływanie w temacie od własnych wynurzeń, co się Autorowi wydaje, że było, przez różnorakie historie niemające ze słowiańskim pogaństwem nic wspólnego, po wreszcie słowiańskie mity podejrzane jednak co do ich autentyczności lub dowolnie odczytywane.

Może w takim razie atutem książki jest literacki język? Nic z tych rzeczy. Marturano pisze nudno i chaotycznie, językiem drewnianym (nie wydaje mi się, że da się zrzucić winę na tłumacza). Czytałem ziewając i robiąc długie przerwy.

Dla zainteresowanych przydałyby się wreszcie odnośniki, skąd Autor wziął wiele ze swych rewelacji. Nie ma w książce żadnych przypisów, chyba że od polskiej redakcji. Nie ma żadnej bibliografii. W praktyce więc czasem przytaczane rosyjskie nazwiska, i to w typowej dla Rosjan formie tzn. litera imienia plus nazwisko, jako oparcie dla swoich informacji stwarzają problemy nie tylko osobie nieobeznanej. Kto zacz ten przywoływany badacz, w jakiej pracy tak napisał i w którym jej miejscu? Trudno nie mieć problemów z udzieleniem odpowiedzi.

Fascynuje mnie Słowiańszczyzna i jej mitologia. Jestem absolutnie za popularyzacją słowiańskiej kultury. Ale po przeczytaniu Słowiańskiej Rusi mówię wprost: nie w ten sposób! Toć lepiej już było przetłumaczyć z rosyjskiego jedną z wielu tamtejszych świetnych prac naukowych.

Tytuł Słowiańska Ruś, pogaństwo i kobiety
Autor Aldo C. Marturano
Wydawca Triglav
Rok premiery 2011
Ilość stron 139
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*