Jak Słowianie (nie) wojowali

Recenzja: Robert F. Barkowski, Połabie 983, Bellona, 2015

polabiePołabie Barkowskiego prezentuje się filmowo. Oto co i rusz stają naprzeciw siebie dwie perfekcyjnie wyszkolone armie, by wymordować się do ostatniego człowieka. Czy aby jednak w tym filmowym rozmachu nie zaginęła historia?

Autor Słowian połabskich. Dzieje zagłady pociągnął w nowej książce temat konfliktów słowiańsko-niemieckich. O ile zainteresowały go ogólnie te wydarzenia, o tyle ich militarne detale już niekoniecznie. Dlatego o realiach życia wojskowego nie dowiadujemy się prawie niczego, za to poznajemy kilka wyobrażeń Autora na ten temat – zwykle podkolorowanych a nieraz i absurdalnych.

Powstanie połabskie wybuchło 29 czerwca 983 r., gdy Wieleci zdobyli Hawelberg (Hobolin) a trzy dni później Brandenburg (Brenna). Książę obodrzycki Mściwoj napadł w tym czasie na Hamburg. Kolejne sukcesy zakończyły się wreszcie na początku sierpnia, gdy Słowianie zostali rozbici nad rzeką Tangerą przez naprędce zebrane wojska niemieckie. Północna i środkowa część Połabia odpadły jednak od chrześcijaństwa i sześć dotychczasowych biskupstw trwało dalej już tylko na papierze.

Chaotycznie o uporządkowanej armii

Co powinien zawierać tomik z serii Historyczne Bitwy, czyli popularny habek? Odpowiedź fana serii jest prosta: 1) historię konfliktu i jego przyczyny, 2) skład, organizację, taktykę i uzbrojenie armii obu stron, 3) przebieg bitwy (data i miejsce) i wreszcie 4) jej następstwa. Co z tego zostało zrealizowane w Połabiu 983? Szeroko i wnikliwie omówiony jest punkt pierwszy, dwa ostatnie pokrótce. Najgorzej jest z punktem drugim – informacje porozrzucane chaotycznie po całej książce, podstawowych rzeczy i tak się nie dowiadujemy (Autor nic nie wie albo zupełnie go to nie interesuje a prawdopodobnie jedno i drugie) a to co jest to raczej mity niż fakty.

Jak wyglądała słowiańska armia czytamy najpierw na stronie 37, potem 50, 102-103 i na koniec jeszcze w krótkim podrozdzialiku na stronie 111 „Pobieżnie o taktykach i orężu” (czemuż tylko pobieżnie w książce na ten właśnie temat?). Tych kilka wyrywkowych ogólników nie jest w istocie podsumowaniem wiedzy naukowej, jak na popularnonaukową książkę przystało. Mamy tutaj trochę stereotypowych wyobrażeń i sporo inwencji własnej Autora, nasterydowanej wyraźnie chęcią dowartościowania Słowian połabskich. Nie mam nic przeciwnego takim dowartościowaniom, nawet całym sercem jestem za, o ile jednak są budowane na faktach, a nie na fantazjach.

Podsumowując stanowisko Barkowskiego, wojsko słowiańskie zupełnie niczym się nie różniło (oprócz jednego, o czym za chwilę) od niemieckiego, było tylko nieco mniej liczne. Znaczną jego część stanowiła jazda pancerna. Nie wiemy dokładnie jak znaczną, ale niektóre opisy starć wyglądają, jakby nikt prócz jazdy pancernej nie brał w nich udziału. Ma to być następstwem dążenia obu stron do toczenia bitew w otwartym polu a tam o wyniku miała decydować przede wszystkim liczebność jazdy ciężkozbrojnej. Armię miał tworzyć wyłącznie jakiś stan rycerski – Barkowski od początku nazywa słowiańskich wojów „rycerzami” i stanowczo zaprzecza by oprócz wojaczki mogli się zajmować rolnictwem. Słowiańscy „rycerze” byli przygotowani do wojen dzięki prowadzeniu wspólnie regularnych ćwiczeń i manewrów. I tu Barkowski wskazuje na różnicę wobec armii niemieckiej, która miała się przygotowywać studiując antyczne podręczniki wojskowe. Słowiańska piechota była surowo zdyscyplinowana, elitarna, maszerowała w zwartych kolumnach nawet po lesie a na polu walki ustawiała się w falangę. Tyle o wyobraźni Autora.

Dominacja roli ciężkiej jazdy

Ponieważ Barkowski skupia uwagę głównie na ciężkiej jeździe, również poświęcę jeszcze chwilę temu problemowi. Skąd mianowicie wie, że musiała być ona liczna? Zna jakieś źródła? Skądże! Inaczej, jak argumentuje, nie byłaby w stanie stawić czoła w polu niemieckiej armii. Stąd też odrzuca wszelkie studia na ten temat historyków wojskowości, przedstawiające oddziały ciężkiej jazdy jako niewielkie drużyny książęce stojące w morzu piechoty.

Autor zdaje się nie zauważać zupełnie nieznacznej liczby walnych bitew stoczonych w polu w skali wszystkich konfliktów na Połabiu. Słowianie dążyli przecież do wyprowadzenia ataku znienacka, złupienia niemieckich osiedli i wycofania się zanim zbierze się armia przeciwnika. Z kolei broniąc się na własnej ziemi wciągali wrogie wojska w lasy i bagna, utrudniali przemarsz i kryli się w grodach. Utrzymanie bardzo licznej jazdy ciężkozbrojnej było w tamtych czasach nie tylko niezwykle kosztowne, ale z powodu prowadzenia takiej właśnie taktyki często niezbyt praktyczne.

Tymczasem Barkowski widzi ciężką jazdę niemal wszędzie. O ciężkiej jeździe słyszymy od niego przy okazji wysłania oddziału na pomoc cesarzowi Ottonowi II w Italii przez Mścisława obodryckiego, choć źródło mówi jedynie, iż byli to jeźdźcy (cała historia ma charakter raczej legendarny, o czym Autor już nie wspomina). Podobnie prezentuje Barkowski typowy oddział wypadowy. Według niego stanowiło go 2-3 rycerzy ciężkozbrojnych z giermkami, co de facto wygląda to raczej nietypowo.

Jeszcze historia czy już tylko powieść?

Dosyć swobodnie zostaje przedstawionych w książce wiele wydarzeń. Opis klęski Słowian pod Łączynem w 929 r. miał być następstwem wyłomu w szeregach, który w pewnym momencie sam się utworzył, co wykorzystała niemiecka jazda. Jakim cudem wyłomy takie tworzą się same wystawiając cały oddział na śmierć? Oczywiście wyłom, jak podaje opisujący tę bitwę Widukind, powstał w następstwie natarcia posiłków niemieckich. Dalej: jedną z przyczyn powstania w 983 r. miało być, według Autora, rzekome „grubiańskie” wtrącenie się Teodoryka do rozmowy między Mściwojem a księciem Bernardem. Tym razem Autor odsyła nawet do źródła. Tak naprawdę w źródle tym Adam z Bremy nic o takiej przerwanej rozmowie nie wspomina; mówi jedynie, że po powrocie Mściwoja z Italii Teodoryk sprzeciwił się jego zaplanowanemu małżeństwu. Podobnych fragmentów, gdzie Barkowski folguje trzymaniu się faktów idąc w beletrystykę jest w książce sporo.

Połabie 983 choć cieńsze od poprzedniej książki w pewnych fragmentach jest bardziej szczegółowe niż poprzedniczka. Autor chciał chyba w ten sposób odnieść się do krytyki niektórych jego tez. Dzięki temu dowiadujemy się, że nazywa słowiańskich władców królami zupełnie przemyślnie. Jak czytamy, kupiec Samo z pewnością był królem, bo jego kraj źródło nazywa regnum, a w ogóle to król jest synonimem księcia i dopiero współcześni naukowcy wprowadzili tutaj (bezpodstawnie?) rozróżnienie. Do sprawy odniosłem się już wcześniej. Można tylko dodać jeszcze pytanie czemu w takim razie król duński Niels zaatakował władcę obodrzyckiego Kanuta Lawarda oskarżając go o nazywanie siebie królem? Czyżby Niels nie był świadomy, że różnicy między królem a księciem nie ma i dopiero ktoś ją sobie kilkaset lat później wymyśli?

Barkowski rozwija również szerzej kwestię osiedlenia się Słowian na Połabiu. Według niego Herulowie w czasie swej wędrówki do Thule zastali Połabie w VI w. gęsto zasiedlone przez Słowian. Co w rzeczywistości mówi o tym jedyne źródło, czyli Prokop z Cezarei? Herulowie zanim dotarli do Warnów „przeszli w poprzek przez wszystkie ludy Sklawinów, a następnie przebyli znaczny obszar pustego kraju…”. Gdyby były co do owego pustego obszaru jakieś wątpliwości z pomocą przychodzi palinologia, która stwierdza w tym czasie na Połabiu (i nie tylko) zanik roślin uprawnych na rzecz dzikich. Zgodna co tych ustaleń jest również archeologia stwierdzająca zanik germańskiego osadnictwa na większości Połabia najdalej na początku VI w. i pierwsze ślady kultury słowiańskiej, niewielkie i rozproszone, dopiero w VII-VIII w. Gęste zasiedlenie Połabia w VI w. jest ledwie li tylko kolejną fikcją (opartą być może na jakichś od dawna przestarzałych teoriach archeologicznych).

Co odkryto w Berlinie?

Barkowski próbuje swój pogląd wybronić odwołując się do konkretnych stanowisk, na których miało dojść do spotkania dwóch etnosów już co najmniej w VI w. Problem polega na tym, że owszem, kiedyś wskazywano wiele takich stanowisk tak na Połabiu, jak i w Polsce. Jednak wraz z rozwojem nowych metod datowania wszystkie te przykłady zostały podważone. Barkowski jest zwyczajnie nieświadomy postępu badawczego.

Podpiera się więc stanowiskiem archeologicznym z berlińskiej dzielnicy Marzahn, które jest wręcz sztandarowym przykładem pomyłki. Propagował je swego czasu Joachim Herrmann opowiadając się za wczesnymi kontaktami germańsko-słowiańskimi. Zmienił jednak stanowisko w roku 1991 ujawniając dendrodaty zmuszające do wprowadzenia korekty (Barkowski tej pracy nie podaje w bibliografii i najwyraźniej nic nie wie o zmianie stanowiska Herrmanna). W Berlin-Marzahn natrafiono na dwie, jedna nad drugą, studnie (Barkowski błędnie podaje, że jedna była niedaleko drugiej). Pierwszą łączono z okresem rzymskim a drugą – wczesnosłowiańskim, a różnicę czasową między nimi obliczono na 15 lat (Barkowski błędnie podaje, że z tego samego okresu). Obecnie słowiańska studnia datowana jest na podstawie dendrodaty ujawnionej przez Herrmanna około roku 739, czyli 200 lat po germańskiej. Dla jasności trzeba dodać, że najstarsze pewne dendrodaty z Połabia pochodzą z Wildberg (711 i 716 r.), nie licząc dat typu „po”, jak Sukow po 591 czy Mecklenburg po 631, a więc dopiero z początku VIII w.

Nie wiadomo czemu służyć mają dalsze, znacznie późniejsze przykłady kontaktów dwóch etnosów – Starigard w VIII w. i Hamburg w IX. Mają dowodzić walk z pozostałościami plemion germańskich? Chyba wtedy już nie ma wątpliwości co do istnienia kontaktów z Frankami i wielu zatargów z nimi.

Gwoli ścisłości archeolodzy nie twierdzą, że najwcześniejszych kontaktów słowiańsko-germańskich w VI w. nie było w ogóle. Nie udało się natomiast uchwycić tych kontaktów na żadnym stanowisku.

Podobna sytuacja tyczy się momentu budowy grodów. Wiele z nich, według Barkowskiego, miało powstać już w VI w. wiążąc się z gęstym osadnictwem i intensywnymi walkami z Germanami. A jak było w rzeczywistości? Tak naprawdę Połabie dzieli się na dwie strefy, które w podobnych rozważaniach należy traktować osobno – z grodami typu Feldberg (Wieleci i Obodrzyci) i z grodami typu Tornow (Serbołużyczanie). Choć kilka dendrodat pochodzi z VIII w. to większość grodów feldberskich wybudowano w IX w. a tornowskich – w końcu IX i na początku X w. Podobnie na dwie strefy dzieli się z resztą Polska i podobnie grody są datowane.

W gęstej mgle przesadyzmu

Wreszcie samo tytułowe powstanie również jest odmalowane zamaszyście i grubo kładziona farba zachwytu nad Słowianami przykrywa delikatną fakturę faktów. Już w pierwszej połowie czerwca 983 r. miało rzekomo dojść do rzezi Niemców na słowiańskim terytorium, co dziwnie brzmi, skoro atak u schyłku czerwca na Hawelberg okazał się zaskoczeniem. Udział Mściwoja w powstaniu bez wahania przedstawiony jest jako z góry zaplanowany i ściśle skoordynowany, choć tak naprawdę nie wiemy nawet, czy książę po prostu w ostatniej chwili nie wykorzystał sytuacji. Także szczegóły zdobywania grodów to przynajmniej w połowie tylko literackie wizje Autora (i oczywiście Słowianie zwykle wybijają wszystkich przeciwników do jednego).

Książka nie ustrzegła się też pomniejszych błędów. „Państwo wielkomorawskie” pisane jest zawsze z dużych liter. W drugiej wkładce znajdujemy dwa razy to samo zdjęcie przedstawiające osadę w Brennie, a raczej jej rekonstrukcję (w podpisach nie znajdujemy informacji, że nie oglądamy zabytków a tylko rekonstrukcje, często wyłącznie artystyczne wizje). Brak w tej wkładce przedstawień wojowników obu stron, które zwykle znajdujemy w habekach, co chyba w tym przypadku nie dziwi ze względu na wyżej zaznaczone kontrowersyjne podejście Autora do tego problemu.

W rzeczy samej dziełko to zachwyci raczej tzw. „turbosłowian”, bo na takiego odbiorcę jest nastawione. Od początku musimy przygotować się na kibicowanie Słowianom a wszystko, co robią jest zaplanowane, doskonale zorganizowane, profesjonalne. Historia jest tylko pewnym punktem odniesienia, wokół którego krążymy raz bliżej, raz dalej. Jeśli komuś nie odpowiada takie podejście – nie ma czego w tym habeku szukać.

Tytuł Połabie 983
Autor Robert F. Barkowski
Wydawca Bellona
Rok premiery 2015
Ilość stron 200
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*