Przemysław Urbańczyk o swoich pomysłach 7 lat później

Recenzja: Przemysław Urbańczyk, Zanim Polska została Polską, Wydawnictwo Naukowe UMK, 2015

zanim_polska_zostala_polskaDla jednych wizjoner, dla innych fantasta. Żaden inny polski archeolog nie wzbudził w ostatnich latach tylu kontrowersji. Jego teorie o nieistnieniu prapolskich plemion, czy morawskim pochodzeniu Mieszka I odbiły się szerokim echem. Jego najnowsza książka jest tak naprawdę mocno przerobioną wersją „Trudnych początków Polski” z 2008 roku. Które ze swych teorii prof. Urbańczyk zdecydował się odrzucić, a które uznaje za warte podtrzymania?

Pod pewnymi względami nowa wersja „Trudnych początków Polski” jest lepsza od poprzedniczki. Nie wzbudzi aż tylu emocji nie tylko dlatego, że to w znacznej mierze powtórzenie wyłożonych już poglądów, ale również dlatego, że Autor nie stara się już wstrząsnąć środowiskiem naukowym. Warsztat pisarski stał się oszczędniejszy, dążący do prostoty a przez to treść łatwiejsza w odbiorze.

Powrót do początków Polski

To wciąż jest książka o tym, skąd się wzięła Polska, jak wygląda jej geneza na tle sytuacji politycznej regionu, jakie problemy z tym związane wzbudzają gorące dyskusje. Znów poczytamy o „plemionach”, pieniądzu, grodach, granicach Śląska i pierwszych stolicach. Dwa ostatnie rozdziały o zjeździe gnieźnieńskim i nazwie Polski pozostały bez zmian. Rozdziały wcześniejsze uległy poprawkom, często bardzo znaczącym.

Osobiście nie znalazłem w tej książce niczego szczególnie kontrowersyjnego, a przynajmniej budzącego moje wątpliwości znacznie bardziej niż pomysły większości innych mediewistów (częściowo pewnie dlatego, że znam już teorie jej Autora i dyskusje wokół nich). Na przykład Urbańczyk w rozdziale o pierwszych państwach traktuje wprowadzenie chrześcijaństwa jako ideologii zaprowadzającej pokój wewnętrzny i legitymizującej jedynowładztwo. Podobne filozoficzne i górnolotne teorie niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Władca przez przyjęcie obcej religii alienował się od reszty społeczeństwa a spory o podział państwa i dziedziczenie wcale nie ustały, jak możemy łatwo stwierdzić śledząc dalszą historię. Wystarczy wspomnieć wypędzenie przez Chrobrego konkurentów do władzy, destrukcję państwa w latach 30-ych, wyrwanie dla siebie Mazowsza przez Miecława, itd. Czy tak wygląda spokój wewnętrzny i stabilne jedynowładztwo? Chyba nie, ale przecież nie tylko u Urbańczyka znajdziemy takie postawienie sprawy.

Urbańczyk nadal niestety utrzymuje, że państwo Piastów powstało w wyniku „zaimportowania” cudzej wiedzy. Teorie skandynawskie zostały, według niego, zdyskwalifikowane a słowiańska onomastyka wskazuje, że przywódca państwowy musiał być słowiańskiego pochodzenia, czyli zapewne wielkomorawskiego. To bardzo krótkie ujęcie teorii opublikowanej w „Mieszku Pierwszym Tajemniczym„. Autor wciąż jest pewny swego, choć, powiedzmy to sobie szczerze, przekonującego dowodu nie jest nadal w stanie przedstawić nawet jednego.

A co z plemionami? W końcu istniały czy nie? Sprawa nie jest wcale jednoznaczna a Urbańczyk ma sporo racji, ale po kolei…

Poważne problemy z plemionami

Autor stawia np. tezę, że być może Pobarane z Geografa Bawarskiego to Poborzanie (od boru, a nie Bobrzanie, czy Obrzanie), podobnie jak Trzebowianie, czyli nazwa nie etniczna a gospodarcza, odnosząca się do ludności eksploatującej lasy. Powiedzielibyśmy, że to taki sam etnonim jak późniejsi Poleszucy, czy Lasowiacy, którzy nie byli przecież plemionami.

Z kolei Velunzani z Geografa Bawarskiego to mają być Wieluńczanie – związani z grodem Wieleń (Velun u Galla Anonima) nad Notecią, którzy dobrze wpasowują się w kolejność podawaną przez źródło – usadowieni między Prissani (Pyrzyczanie) a Bruzi (Prusowie). Zaś nazwy Vuloini i Wilini odnoszą się, według Urbańczyka, nie do plemienia Wolinian a do mieszkańców grodu Wolin (Vulin, Willin).

Autor proponuje, co doskonale już znamy, w ogóle zrezygnować z używania terminu „plemię” a zamiast niego stosować określenie „grupa etniczna”, jako bardziej ogólne, a przez to adekwatniejsze do sytuacji, gdy nie wiemy, co w rzeczywistości kryło się pod określoną nazwą.Wszystkie te uwagi wydają się sensowne. Myśląc trzeźwo trudno obalić ustalenie, że wiele znanych prapolskich plemion to efekt optymizmu badawczego i chęci ich kreowania.

Rozdział ten czyta się znacznie lepiej niż jego wcześniejszą wersję. Łatwiej zrozumieć o co chodzi Autorowi. Plemię jest dla niego pewną ściśle określoną stabilną organizacją polityczną a przez to termin nie nadaje się do stosowania wobec każdego znanego nam ze średniowiecza etnonimu. Czy więc Urbańczyk ma rację i sprawa zamknięta? Nie całkiem.

A teraz problem z wodzostwami

Jak czytamy dalej nie istniały plemiona, ale istniały… wodzostwa. I tu się zaczynam zastanawiać, czy Autor rzeczywiście implementuje terminologię antropologiczną, bo ją dobrze poznał, czy też jednak „plemię” i „wodzostwo” pojmuje nieco intuicyjnie, na zasadzie skojarzeń. W antropologii politycznej wodzostwo to organizm bardziej złożony niż plemię, plasujący się w hierarchii pomiędzy plemieniem a wczesnym państwem. Jeśli więc Urbańczyk zakłada istnienie wodzostw, to przecież tym bardziej powinien zakładać istnienie obok nich plemion. Jeśli nie ma podstaw do zakładania istnienia plemion, to tym bardziej nie ma podstaw do wiary w wodzostwa. Coś tu jest ewidentnym nieporozumieniem.

Problem polega chyba właśnie na intuicyjnym a nie antropologicznym rozumieniu „plemion” przez Urbańczyka. Widać to wyraźnie, kiedy często podważa istnienie plemion odwołując się do braku śladów stabilności i długotrwałości istnienia plemiennych organizmów politycznych. Przecież to nie ma nic do rzeczy. Gdyby kryterium była długość istnienia to żadne plemię nie mogło by nigdy powstać, bo kiedyś musiało być młode.

Co zniknęło z książki Urbańczyka skoro pozostał rozdział o plemionach? Nie ma wstępnego rozdziału o konflikcie między archeologami a historykami, który mógł wywoływać w środowisku naukowym kolejne napięcia. Nie ma teorii o funkcji siekańców – nie wiem czy Autor się z niej wycofał, ale była niezbyt przekonująca.

„Zanim Polska została Polską” nie przynosi tyle sensacji i napięcia co „Trudne początki Polski”. Za to mamy rzecz poukładaną, przejrzyście napisaną, którą mogą sobie przyswajać nie tylko naukowcy. Warto się z nią zapoznać szczególnie, jeśli nie czytało się wcześniejszych książek słynnego archeologa.

Zobacz również:

Mieszko I Morawianin (recenzja: Przemysław Urbańczyk, Mieszko Pierwszy Tajemniczy)

Antropolog wyjaśnia, czy istniały słowiańskie plemiona

Archeolodzy contra historycy – wojna pozycyjna

Tytuł Zanim Polska została Polską
Autor Przemysław Urbańczyk
Wydawca Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
Rok premiery 2015
Ilość stron 443
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*