Pierwociny świadomości językowej Polaków

Recenzja: Krzysztof Maćkowiak, U źródeł polskiej świadomości językowej, Wydawnictwo Poznańskie, 2011

mackowiak_u_zrodelOd kiedy Polacy zaczęli sobie uświadamiać, że mówią innym językiem od sąsiadów, nawet tych słowiańskich, i uznali to za element swojej odrębności etnicznej? Odpowiedzi próbuje udzielić filolog polski prof. dr hab. Krzysztof Maćkowiak w książce U źródeł polskiej świadomości językowej (X-XV wiek). Oczywiście stało się to w średniowieczu, ale jakie konkretnie przykłady o tym świadczą?

Czytając tę książkę miałem pewną zabawę przypominając sobie przypadki z manuskryptów, kiedy ich autor podejmował jakiś problem związany z odrębnością języka polskiego i sprawdzałem czy Maćkowiak wszystkie te znane mi przypadki wychwycił. Z zadowoleniem muszę potwierdzić, że tak i nie udało mi się wykryć żadnego pominiętego cytatu. Zresztą przynajmniej niektóre z tych przykładów każdy Polak znać powinien, jak choćby pierwsze zdanie zapisane po polsku w Księdze henrykowskiej, czy słowa, które kazano wymawiać mieszczanom krakowskim po buncie wójta Alberta.

Długie teoretyczne wprowadzenie

Maćkowiak rozpoczyna swoją pracę od próby zdefiniowania świadomości językowej. I tak rozważa kolejno ujęcia normatywne, psycholingwistyczne, socjolingwistyczne, kulturowo-antropologiczne i opisowo-rejestrujące, z których to ostatnie uznaje za najlepsze. Ten etap studium został zaplanowany nieco nieproporcjonalnie, gdyż zajmuje jedną czwartą książki a wnioski z niego są raczej banalne, takie jak że mamy świadomość językową indywidualną i społeczną, nie jest ona bytem autonomicznym i ma złożoną naturę.

Część druga książki składa się z trzech rozdziałów i jest już bardziej konkretna. Maćkowiak opowiada się przeciwko tezie Tadeusza Milewskiego, że Polacy w X-XII w. (tego okresu dotyczy pierwszy rozdział w drugiej części) nie prowadzili żadnej polityki językowej. Wskazuje, że podstawową rolę w kształtowaniu polskiego jak i czesztiny odgrywało państwo. Powstająca świadomość narodowa tworzyła przekonanie o wartości własnego języka. Dalsze wywody w tym rozdziale zaczynają już jednak budzić najpoważniejsze wątpliwości w całej książce.

Cyryl i Metody wpłynęli na świadomość polskiego języka

Maćkowiak przyjmuje założenie, że chrześcijaństwo miało dotrzeć wraz z misją metodiańską do Polski na długo przed 966 r. (s. 68). Zauważyłem, że przekonanie takie funkcjonuje wciąż nawet wśród wybitnych humanistów, którzy jednak nie zajmują się historią Polski wczesnośredniowiecznej. Takie samo zdanie jak Maćkowiak wyraża np. Maria Janion w Niesamowitej Słowiańszczyźnie. To dowód, że ustalenia historyków i archeologów nie przebiły się nawet wśród naukowców, nie wspominając o przeciętnym obywatelu. Dowodami mają być oczywiście odpowiednie cytaty z Żywotu Metodego, Powieści lat minionych i Opowieści o piśmiennictwie słowiańskim. Oprócz tego Maćkowiak dodaje dane językowe i badania archeologiczne w Wiślicy prowadzone do 1962 r. Oczywiście argumenty te zostały dawno obalone – Żywot Metodego nigdzie wprost nie mówi by doszło do chrystianizacji Małopolski a obecne datowanie Wiślicy znacznie ją odmłodziło. Zresztą Maćkowiak chyba zna tę krytykę, gdyż powołuje się na pracę zbiorową Chrystianizacja Polski południowej, gdzie wszystkie ustalenia o chrystianizacji w obrządku słowiańskim zostały podważone, ale daje do niej odnośnik w przypisie jako do pracy potwierdzającej jego teorię (!?).

Z tego „wczesnego polania nas wodą” mają płynąć dosyć konkretne wnioski dla świadomości językowej. Przede wszystkim miało to doprowadzić do tego, że w ogóle ta świadomość powstała i zaczęto w Małopolsce cenić swój słowiański dialekt. Według autora tutaj leżą więc tytułowe najstarsze „źródła polskiej świadomości językowej”. Zresztą na tym się nie kończy. Zapoznajemy się w książce z kolejnymi niuansami tej historii, mianowicie jak Bolesław Chrobry miał pozwolić u siebie Wojciechowi na likwidację Kościoła słowiańskiego, jak Mieszko i Bolesław poprzez bicie słowiańskich monet (z napisami cyrylicą) mieli podnieść prestiż ich monarchii, wreszcie jak Mieszko II uczestniczył w mszach w obrządku słowiańskim. Wszystkie te opowieści są co najmniej wątpliwe nie wyłączając tego, że Mieszko I nie bił żadnej własnej monety.

Niektóre z tych chybotliwych hipotez wynikają z bezkrytycznego traktowania historii opisywanych przez źródła znacznie późniejsze. Widać to kiedy na przykład Maćkowiak próbuje uzasadnić, że już pod koniec X w. mieszkańcy Wielkopolski widzieli różnice między dialektem własnym a czeskim i faworyzowali dialekt własny. Dowodem ma być żywot Tempore illo wspominający jak podśmiewano się z mowy przebywającego w Polsce Wojciecha Sławnikowica. Maćkowiak jest świadom, że żywot ten spisano dopiero w XII w. i jest w tym fragmencie tylko projekcją ówczesnego wyobrażenia w przeszłość, ale próbuje to bagatelizować.

Innymi zjawiskami związanymi z rodzącą się świadomością językową w X-XII w. mają być tworzące się szkolnictwo (ze szczególną rolą Ratyzbony) i budowa książęcej kancelarii (XII w.). Mamy też już z tego okresu pierwsze świadectwa ujednolicania norm językowych polszczyzny pisanej zawarte w Bulli gnieźnieńskiej z 1136 r.

Naród docenia swoją mowę

Następny rozdział poświęcony jest wiekowi XIII i początkowi XIV. Nie ma tu już tak kontrowersyjnych tez jak w poprzednim. Autor zwraca uwagę, że w tym czasie w całej Europie dowartościowane zostają języki narodowe. W samej Polsce za sprawą Iwona Odrowąża polszczyzna stała się elementem kaznodziejstwa w Krakowie, lektor Boguchwał nauczał po polsku w Korczynie a na potrzeby kaznodziejstwa spisane zostały Kazania świętokrzyskie

Dwa języki obce odgrywały wtedy szczególną rolę. Pierwszym była łacina – język elitarny – Kościoła i zarazem nauki. Drugim była niemczyzna związana z kolonizacją z zachodu i prowadząca do napięć etnicznych z powodu braku zrozumienia. Jednocześnie w pismach przestawało się mówić o jednym języku słowiańskim a używało się już wyszczególnienia poszczególnych języków narodowych.

Od Soboru laterańskiego IV przełożony został ośrodek ciężkości z religijności elitarnej na religijność powszechną. W szkołach i nie tylko pojawił się wymóg nauczania po polsku. Widoczna stała się niechęć do osób na stanowiskach nie potrafiących się wysławiać w miejscowym języku, przede wszystkim chodziło o osoby niemieckojęzyczne. Na łamach spisywanej wtedy Kroniki wielkopolskiej po raz pierwszy konkurencją dla łaciny stała się lingua vulgaris.

Zmiany łączyły się z całą kulturą narodową. Naród konstytuowała już nie tylko dynastia i ziemia, ale również język i kultura. Arcybiskup gnieźnieński miał zatwierdzać przekłady modlitw, którymi teraz każdy mógł się posługiwać w zrozumiały sposób. Powstawały inne tłumaczenia takie jak Psałterz św. Kingi z pieśniami Dawida. Wysoka jakość tekstów spisanych po polsku ma świadczyć o tym, że było ich w tym czasie wiele natomiast nie przetrwały do naszych czasów. Wspiera tę tezę np. informacja Długosza o polskim księgozbiorze królowej Jadwigi. Na ustanowionej Akademii Krakowskiej nie posługiwano się wyłącznie łaciną a używano do nauki studentów również języka rodzimego.

Wprowadzano wtedy już standaryzację polskich zapisów. Do kancelarii zorganizowanej na Wawelu weszli również pisarze z Wielkopolski i musieli wszyscy dojść do porozumienia, jakie stosować zapisy nosówek czy spółgłosek świszczących. Zwykle formy małopolskie standaryzowano do zapisów wielkopolskich. Karierę w manuskryptach zrobiło wtedy „rogate o” (ø). Maćkowiak uważa, że jakąś inspirację w ujednolicaniu polszczyzny mogły mieć wpływy płynące z Włoch, gdzie Dante postulował stworzenie jednego języka włoskiego.

Polszczyzna zyskuje rangę państwową i międzynarodową

Rozdział ostatni poświęcony jest tylko wiekowi XV, który był punktem zwrotnym. Z jednej strony kontynuowane były procesy dowartościowania rodzimej mowy, ale z drugiej pojawiły się wtedy zjawiska zupełnie nowe. Po raz pierwszy poddano w wątpliwość „hegemonię łaciny”. W kraju rozbrzmiewała nie tylko mowa polska, ale również litewska, ruska i niemiecka. Ta konfrontacja silnie wpływała na budowanie się własnej świadomości językowej. Reformatorzy Jan Wiklef i Jan Hus domagali się dopuszczenia języków narodowych do życia religijnego w nieograniczonym zakresie. Nawet jeśli Polacy nie przyjmowali tych nauk to wyznania religijne mocno wiązały się ze stosunkiem do języka a on sam był przedmiotem sporów najwyższej wagi. Okrzepł system oświatowy z ponad 2500 szkół elementarnych i odnowioną Akademią Krakowską na szczycie hierarchii. Podobnie okrzepła państwowa administracja, kancelarie, skryptoria a wreszcie pojawiły się drukarnie. Językiem polskim posługiwano się nawet w najbardziej oficjalnych sytuacjach a poeci odważnie z nim eksperymentowali. Doświadczenia te uświadomiły kwestię istnienia językowej normy i błędu, czego efektem był traktat ortograficzny Jakuba Parkosza.

Cała książka napisana jest dosyć przystępnie. Odnosiłem wrażenie, że autor po prostu lubi temat, którym się zajął. Z tego powodu radził bym się nie przestraszać zbyt długim, wstępnym rozdziałem teoretycznym i przeczytać całość nawet tylko dla własnej satysfakcji intelektualnej. Zarówno naukowiec jak i zwykły czytelnik znajdzie tu coś dla siebie. Sympatycznym urozmaiceniem miały być kolorowe wkładki, szkoda tylko, że wydawca zdecydował się w tej sytuacji na zdjęcia słabej jakości, często czarno-białe.

Tytuł U źródeł polskiej świadomości językowej (X-XV wiek)
Autor Krzysztof Maćkowiak
Wydawca Wydawnictwo Poznańskie
Rok premiery 2011
Ilość stron 206
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

2 Komentarze

  1. Ewa
    Opublikowano 8 sierpnia 2014 o 13:53 | Link

    Recenzowanie prac i upublicznianie własnych opinii na ich temat jest zawsze czymś pozytywnym i godnym pochwały, gdyż nie byłoby życia naukowego ani kulturalnego bez wymiany myśli i konstruktywnej dyskusji. Szkoda tylko, że robi się to z takimi kardynalnymi błędami ortograficznymi i interpunkcyjnymi. Wydaje mi się, że jak się kogoś ocenia, to samemu trzeba być bez zarzutu. Prof. Maćkowiak interesuje się samą kwestią świadomości językowej od strony, mam wrażenie, bardziej historycznojęzykowej niż historycznej. Początkowy rozdział teoretyczny był bardzo potrzebny, ponieważ nie ma w polskiej literaturze przedmiotu tak dobrze usystematyzowanego i zdefiniowanego pojęcia świadomości językowej pod kątem studiów diachronicznojęzykoznawczych. Jego definicja jest pełna i wyczerpująca, umożliwia badanie tego zjawiska z wielu perspektyw badawczych. Nie można uznać, że wnioski prof. Maćkowiaka podsumowujące ten rozdział są banalne, jeśli przebrnęło się przez całą wcześniejszą literaturę na ten temat. Te wnioski są podstawowymi założeniami i punktem wyjścia do dalszych badań. A propos, zaleca Pan czytanie tej książki dla przyjemności i poszerzania horyzontów myślowych – słusznie, ale trzeba ją traktować przede wszystkim jako publikację naukową i jako taką ją oceniać.

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 11 sierpnia 2014 o 19:03 | Link

      Gdyby prawo do pisania recenzji mieli tylko ludzie „bez zarzutu” to nie pisał by ich nikt, gdyż nikt taki jeszcze się nie urodził a przynajmniej ja nie poznałem. :) Jeśli kardynalnym błędem w moim tekście jest tylko brak przecinka to chyba jeszcze nie jest tragicznie.

      Nie przeczę nigdzie, że początkowy rozdział teoretyczny jest potrzebny. Obstaję natomiast, że wnioski z tak (zbyt) obszernego wprowadzenia a brzmiące konkretnie np., iż świadomość językowa ma „złożoną naturę” i nie jest autonomiczna są raczej banalne.

      Jak najbardziej traktuję książkę Maćkowiaka jako publikację naukową. Położenie w recenzji mocniejszego akcentu na elementy historyczne niż językoznawcze, czy zachęta sięgnięcia po tę pozycję również z motywacji osobistego rozwoju a nie tylko w celach naukowych w żaden sposób jej naukowości nie neguje.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*