Leszek Moczulski o pochodzeniu Słowian

Recenzja: Leszek Moczulski, Tajemnice wczesnych Słowian, Bellona, 2015

8269Do gorącej dyskusji o pochodzeniu Słowian włączył się Leszek Moczulski, historyk powszechnie znany ze swojej działalności politycznej. Trudno jednak jego opinie znaleźć w pracach innych naukowców zajmujących się kolebką Słowian. Z czego wynika to tajemnicze milczenie?

Książka „Tajemnice wczesnych Słowian” nie jest nowa – to tak naprawdę tylko fragment „Narodzin Międzymorza” wydanych przez Bellonę w 2007 r. Najwyższa pora więc odpowiedzieć, kto może owo dzieło wywiesić na swoje sztandary – opowiadający się za polską czy ukraińską prakolebką Słowian?

Na książkę składa się siedem rozdziałów. Trzeba jednak zaznaczyć, wbrew sugestii tytułu, że o Słowianach nie ma tu zbyt wiele i Autor zajmuje się nimi dopiero pod koniec książki. Całe wcześniejsze partie zajmują rozważania o geografii i historii innych ludów między Łabą a Bugiem. Do geografii Moczulski przywiązuje bardzo dużą uwagę. Ocenia jej wpływ na zaludnienie i migracje podkreślając jej decydujący wpływ w tym zakresie.

Czy Parsętę nazywano Wisłą?

O ile z początku wygląda to na doskonałą podstawę do dalszych rozważań, niedocenianą w dotychczasowych pracach, o tyle z biegiem stron stopniowo narastają wokół tej sprawy coraz poważniejsze zastrzeżenia. Pierwszym sygnałem jest uwaga Moczulskiego o decydującej roli środowiska naturalnego w kształtowaniu kultury materialnej, zbliżająca jego stanowisko do dawno podważonego w nauce nurtu determinizmu geograficznego.

Naprawdę poważne wątpliwości zaczynają się dalej. Gdy Moczulski pisze, iż Pliniusz i Ptolemeusz mieli błędnie przesunąć ujście Wisły na zachód (uznając je za Parsętę lub Dziwnę) a jej rzeczywistemu ujściu nadali nazwy innych rzek (Chronos/Guthalus) chyba każdemu czytelnikowi zapali się czerwona lampka. Sinus Venedicus (Zatoka Wenedyjska), do której to, zdaniem Ptolemeusza, wpadały trzy wielkie rzeki, w tym Wisła, Moczulski nie uznaje za Zatokę Gdańską, tylko za odcinek od przylądka Arkona do okolic przylądka Rozewie (sic!). W ten sposób źródłowy opis ujścia Wisły do wielkiej zatoki Bałtyku, który powinien utwierdzić przy prawidłowym rozeznaniu autorów antycznych w tym temacie, staje się tylko kolejnym elementem ich sieci błędnych, w mniemaniu Moczulskiego, wyobrażeń. A przecież jeśli Ptolemeusz myli się w określeniu dokładnej długości i szerokości geograficznej ujścia Wisły to dzieje się tak z powodu oczywistych trudności w ich określeniu przez bibliotekarza z Aleksandrii a nie przez uznanie za Wisłę Parsęty. Dalej w książce czytamy, że górną Odrę uważano za Wisłę, do czego również trudno się przychylić, skoro przez część prawdziwej Wisły biegł szlak bursztynowy dobrze Rzymianom znany a nawet przechodził tędy rzymski ekwita. Mieszkańcy tych terenów, z którymi Rzymianie utrzymywali kontakty, Wisły z Odrą nie mogli przecież mylić i nie ma podstaw do twierdzenia, że Rzymianie tkwili w podobnym błędzie.

„Germania” Tacyta opacznie odczytana

O prawdziwą pomstę do nieba woła jednak rozdział czwarty, czyli interpretacja „Germanii” Tacyta, starożytnego dzieła najdokładniej opisującego ludy nad Wisłą. Jak pisze Moczulski, podstawą klasyfikacyjną ludów germańskich u Tacyta ma być geografia. Tymczasem przecież w opisie Tacyta Germanie stanowią grupę etnograficzną z przedstawionymi wszystkimi tego konsekwencjami: są przekonani o wspólnym pochodzeniu, mają szereg wspólnych zwyczajów, mają własny sposób ubioru, uczesania, budownictwa, itd. Na ich terenach mieszkają inne ludy, z którymi Germanie się raczej nie mieszają. Nasz antyczny etnograf postrzega więc Germanię, jako teren zamieszkały przez ludy etnicznie germańskie, gdzie z rzadka pojawiają się obcy przybysze. Absolutnie nie klasyfikuje różnych ludów jako Germanów tylko ze względu na zamieszkiwanie określonego obszaru.

Według Moczulskiego, odmienności językowe, nawet jeśli zostały na terenie Germanii zauważone, nie zostały wzięte pod uwagę, więc Tacyt Osów i Kotynów zalicza do ludów germańskich. Tymczasem w źródle czytamy coś zgoła przeciwnego. Tacyt wprost stwierdza, że ze względu na odmienny język nie można ich zaliczyć do Germanów (!). W „Tajemnicach wczesnych Słowian” znajdujemy bez trudu wiele podobnych jaskrawych przykładów, gdy Moczulski przywołując źródło stwierdza coś zupełnie sprzecznego z tym, co się tam znajduje.

Swionów (według zapisu Autora: Sujonowie) i Sitonów Moczulski umieszcza na wyspach duńskich, chociaż oba ludy zamieszkiwały Skandynawię (przez starożytnych, w tym Tacyta, uważaną za wyspę lub wyspy). Swionowie są przodkami dzisiejszych Szwedów. Widać to wyraźnie u Tacyta, który podkreśla, że za nimi rozciągało się morze, na którym panowały noce polarne. Umiejscowienie tego zjawiska na wodach na północ od Danii jest zupełnie niedorzeczne. Inny problem pojawiający się przy takiej interpretacji, to jak wytłumaczyć w takim razie brak Skandynawii u Tacyta? W rezultacie trzeba byłoby przecież założyć, że Tacyt nie uważał jej za część Germanii.

Celtyckich Kotynów zajmujących się wydobyciem i obróbką żelaza Moczulski umieszcza w Rudawach i na wschód od Pilzna, podczas gdy ślad po górskich Celtach to kultura puchowska rozciągająca się w górach północnej i wschodniej Słowacji (nieco wcześniej w książce sam wołał o uwzględnianie archeologii przy lokalizacji ludów).

Lugiów umieszcza ponad Rudawami i zachodnimi Sudetami. Tymczasem Tacyt stwierdza, że Lugiowie rozciągają się najszerzej ze wszystkich ludów za nieprzerwanym pasmem górskim dzielącym Swebię na pół (a więc Sudetami i Karpatami).

W zasadzie Autor przemilcza Estiów, chyba ze względu na ich dosyć problematyczne w jego interpretacji położenie. Wydobywające bursztyn na bałtyckim wybrzeżu daleko na wschód od Wisły bałtyjskie plemiona nie pasują do wizji, w której horyzont opisu Wisły w ogóle nie sięga. Ujęcie Estiów dowodzi znacznie dalej na wschód wysuniętej granicy Tacytowej Swebii, niż ta przyjęta przez Moczulskiego.

Peucynów Autor umieszcza w strefie zachodniokarpackiej, Wenedów u źródeł Wisły a Fennów nie bardzo wiadomo gdzie (gdzieś między Dunajem a Karpatami, bo nie utożsamia ich z ludami ugro-fińskimi). Znów zupełnie inaczej niż wynika to ze źródła i niż przyjmuje większość badaczy. Bardziej niefrasobliwego komentarza do wspaniałego dzieła Tacyta nie czytałem już od wielu lat. Rozdział o nim nadaje się tylko do tego, aby go wydrzeć z książki, spalić i zapomnieć.

Rola Bałtyku i opis Jordanesa

Moczulski wyraża duży szacunek dla demografii, choć w praktyce nie ma o niej pojęcia, co tak naprawdę zarzuca innym. Nie zna nawet podziału podstawowych czynników wpływających na migrację, czy rodzajów migracji. Powodem migracji jest dla niego wzrost ludności na ubogim terytorium. Znacznie lepsze uwzględnienie problemów demograficznych znajdziemy choćby w „Imperiach i barbarzyńcach” Petera Heathera.

Równie ciężko przyjąć autorską wizję, w której Bałtyk jest przede wszystkim przeszkodą a nie łącznikiem. Zapewne nie pływano najprostszą drogą na przeciwległy brzeg morza, niemniej pływanie wzdłuż wybrzeża i wykorzystywanie wysp było normą nawet w starożytności. Taki sposób podróży i transportu był siłą rzeczy szybszy i wygodniejszy niż przedzieranie się przez gęste lasy i mokradła obejmujące ówcześnie prawie całą Polskę pozbawioną nie tylko autostrad, nad czym dzisiejszy Polak do niedawna tak ubolewał, ale w ogóle dróg. Zresztą o kontaktach handlowych wzdłuż Bałtyku świadczą liczne znaleziska archeologiczne.

W książce przeczytamy również o braku powiązań Wandalów z kulturą przeworską, gdyż przykładowo nie ma śladów po przeworskiej nad Cisą, gdy lud ten wyłania się tam na kartach kronik. Rzekomo ekspansja przeworskiej dotarła tylko na Słowację i Ukrainę i to w zupełnie innym czasie. Znów Autor zupełnie mija się z prawdą. Właśnie w okresie wojen markomańskich (faza B1/C2 chronologii Barbaricum) stanowiska kultury przeworskiej występują w rejonie górnej Cisy i jej dorzeczy (Mala Kopania, Kvakovce, Bratovo, Ardanove, Apa, Bodrog, Lastovce i in.). Mało tego, wtedy właśnie archeolodzy zaobserwowali napływ łupów z rzymskich prowincji do ludności zamieszkującej tereny kultury przeworskiej na północ od Karpat.

Również w interpretacji Jordanesa (przedstawiającego sytuację z początku VI w.) znajdziemy zupełne przekręcenie myśli późnoantycznego pisarza. Najpierw ogólnie o Słowianach (Wenedach) Jordanes pisze, że mieszkają wzdłuż lewego (północnego) stoku Karpat od źródeł Wisły na niezmierzonych obszarach. Potem precyzyjniej, że to zachodni odłam Wenedów, Sklawenowie, mieszkają od Jeziora Mursjańskiego i Novietunum na południu (tj. u południowego podnóża Karpat) po źródła Wisły na północy. Wzdłuż lewego stoku gór oznacza więc po zewnętrznej stronie ich łuku. Moczulski przekręca ten opis stwierdzając, że Słowianie według Jordanesa mieszkają na północ od źródeł Wisły.

W ten oto pokrętny sposób na końcu książki dowiadujemy się, że antyczni pisarze byli zgodni w umiejscawianiu Słowian nad Wisłą. Wyjaśnia się chyba postawiona na początku zagadka, czemu allochtoniści w naukowych pracach z dziełem Moczulskiego nie dyskutują – niczego ono do dyskusji nie wnosi poza szeregiem błędów. Autochtoniści też się na Moczulskiego nie powołują – byłoby to jak nadstawianie czterech liter do bicia. Sprawa tym bardziej przykra, że Autor jest historykiem i takie problemy, jak analiza źródłowa powinien mieć opanowane.

Wydanie fragmentu „Narodzin Międzymorza” jako osobnej książki popularno-naukowej wydaje się być wydawniczą pomyłką również z innego względu. Nie czyta się tego łatwo. Jeśli ktoś nie jest zaznajomiony wcześniej z tematem trudno mu będzie przez to przebrnąć i się nie pogubić, co uważał Pliniusz a co Strabon. Są lepsze lektury na początek, np. „Świat dawnych Słowian” Zdeněka Váňy.

Tytuł Tajemnice wczesnych Słowian
Autor Leszek Moczulski
Wydawca Bellona
Rok premiery 2015
Ilość stron 248
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*