Jak chrześcijaństwo zawładnęło Europą

Recenzja: Chrystianizacja Europy. Kościół na przełomie I i II tysiąclecia, red. Józef Dobosz, Jerzy Strzelczyk, Wydawnictwo Naukowe UAM, 2014

86aa16e8b07ae255a1755122077cf246_LHistoria chrystianizacji Europy to historia tajemnic. Pełno w niej zapomnianych biskupów, zaginionych misjonarzy, niezidentyfikowanych herezji, cudownych nawróceń. Ambicję rozwiania choć trochę tej gęstej jak mleko mgły tajemnic stawia sobie za cel nowa seria Wydawnictwa Naukowego UAM rozpoczęta tomem Chrystianizacja Europy. Kościół na przełomie I i II tysiąclecia.

Obawiałem się nieco zbytniego „rozstrzelenia” tematycznego artykułów składających się na książkę, którego skutkiem byłoby skupienie się na kilku szczegółowych wątkach i pozostawienie licznych białych plam. W rzeczy samej tom wypełnia całkiem nieźle zadanie zarysu procesów chrystianizacyjnych w I tysiącleciu (bo nie skupia się wcale na przełomie tysiącleci).

Poznańscy historycy postanowili dołożyć swoją cegiełkę do przyszłorocznych obchodów 1050. rocznicy chrztu Mieszka I (bo jednak nie całej Polski). Tom pierwszy skupia się na rozprzestrzenianiu chrześcijaństwa do roku 1000. Natomiast kolejne, jak czytamy, „wskażą na ekspansję chrześcijaństwa na obszary „Europy Młodszej” i wreszcie jego zaprowadzenie w drugiej połowie X wieku w dziedzinie Piastów”. Warto dodać, iż z tej samej okazji Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk wydało Bitwę przy moście mulwijskim. Konsekwencje, rozpoczynającą tetralogię „Wielkopolska kolebką państwa polskiego – 1050. rocznica chrztu Polski”.

Religie pogańskie niekoniecznie są „etniczne”

Recenzowana książka składa się z czterech części. W pierwszej omawiane są początki chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim (mozaika religijna, aspekty prawne chrystianizacji, jej dynamika, administracja Kościoła), w drugiej – Żydzi i islam, w trzeciej – „pierwotne” religie Europy (Słowianie, Bałtowie i Germanowie) a w czwartej – ekspansja chrześcijaństwa poza Cesarstwo Rzymskie.

Kilka ciekawych uwag znalazłem w artykule Stanisława Rosika („Religionem lingua facit? W sprawie paradygmatu etnicznego w studiach nad religią Słowian i Bałtów”), gdzie mediewista próbuje osłabić znaczenie postrzegania etnicznego w badaniach religii przedchrześcijańskich. Wskazuje przykłady łacińskich tekstów średniowiecznych, które zaliczają różne ludy (Pomorzan i Prusów) do jednej „barbarzyńskiej” wspólnoty etnicznej ze względu na ich pogaństwo. Perspektywa taka jest obca jedynie źródłom ruskim, które od początku pisane były w miejscowym języku. Rosik zupełnie słusznie poddaje krytyce głównie nurty ewolucjonistyczne (wypracowane na gruncie historii przez H. Łowmiańskiego i L. Moszyńskiego, kontynuowane obecnie przez D.A. Sikorskiego), szukające jakiejś jednej, wspólnej, rodzimej formy dla całego pogaństwa słowiańskiego. Nie znajdując jej poddają w wątpliwość ogólnie politeistyczną religię słowiańską jako taką. Tymczasem autor artykułu stwierdza dużą dynamikę wierzeń i kultu na etapie uchwytnym źródłowo, a co za tym idzie – domyślnie podobną dynamikę również na etapie wcześniejszym. Podważa istnienie jednego systemu religijnego już w dobie prasłowiańskiej ulegającego następnie lokalnie stopniowej erozji (głównie pod wpływem czynników obcych etnicznie), postulując za to przyjęcie założenia o istnieniu wielu systemów już od czasu Wędrówek Ludów podatnych na czynniki tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne (zjawiska życia społecznego, numinotyczne cechy krajobrazu). Miejscowe kulty nabierały przez to znaczenia wykraczającego poza kontekst językowo-etniczny.

Wypada się zgodzić z argumentami Rosika, choć zarys czynników wpływających na religię jest nieco ubogi, ale odbieram artykuł raczej jako przyczynek do dalszych prac. Mniej zrozumienia znajduję natomiast dla pewnych kwestii szczegółowych, takich jak przyjęcie teorii Florina Curty o późnej etnogenezie Słowian (tj. dopiero w VI w.) na terenie dzisiejszej Rumunii. Wart docenienia jest wkład Curty w pogłębienie refleksji nad istotą słowiańskiej etniczności, trudno jednak nie zauważyć, że unika problemów niewygodnych dla jego wizji późnej etnogenezy (jak np. koleje rozpadu wspólnoty bałto-słowiańskiej). Nie uznaję również za prawdopodobną teorii J.P. Lamma o celtyckiej metryce (za pośrednictwem wikińskim) połabskiego panteonu policefalnych bóstw. Jak ostatnio przekonująco udowadnia K. Kajkowski, wielotwarzowe wyobrażenia to fenomen przede wszystkim Połabia, w Skandynawii prawie nieobecny.

Obce wpływy w religii Germanów

Leszek P. Słupecki (w artykule „Germanowie i ich pogańska religia wobec wpływów obcych”) wymienia elementy, które Germanie przejęli od innych kultur. Lista zapożyczeń prezentuje się momentami dosyć intrygująco. Zaczyna się od zasmakowania w winie, opracowania pisma runicznego opartego na łacińskim alfabecie, przejęcia idei tygodnia i nazw jego dni, ideologii władzy i nazwy cesarza, brakteatów wzorowanych na rzymskich numizmatach. Bardziej wysublimowane są motywy zaczerpnięte z religii niechrześcijańskich. Słupecki dopuszcza w tym względzie możliwość rozprzestrzenienia się wśród Germanów kultów Izydy i Mitry, wzorowanie powozu bogini Frei zaprzężonego w dwa koty na wozie Kybele ciągniętym przez lwy a Walhalli na Koloseum, przyswojenie mitu trojańskiego. Również chrześcijaństwo wplotło się bardzo wcześnie w religię Germanów. Najbardziej znany przykład to samoofiarowanie Odyna na drzewie świata, przebicie boku włócznią a wreszcie zmartwychwstanie i triumf zastanawiająco przypominające śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Inne możliwe motywy to ofiara z czystego moralnie Baldra podobna do ofiary Jezusa, kruki Odyna przywodzące na myśl kruki przy tronie Boga Ojca z wizji Adamnana, róg Heimdalla mający oznajmić ragnarök, tak samo jak trąby archaniołów wzywające na Sąd Ostateczny i wreszcie płonący miecz Surtra – odpowiednik gladium flameum cherubinów, lub ognistego miecza archanioła Michała.

Część z tych proponowanych zapożyczeń wydaje się raczej naciągana. Biblia jest dziełem na tyle obszernym i bogatym w wątki, że można w niej znaleźć podobieństwa niemal do wszystkiego. Doszukiwanie się w motywach mitologicznych inspiracji kościelnych stało się dawno temu na tyle rozpowszechnione, że zwykłem określać to zjawisko jako interpretatio christiana secunda, gdzie autorami tej wtórnej interpretacji chrześcijańskiej nie są już sami autorzy średniowieczni, tylko współcześni naukowcy. Słupecki jest świadomy, że przyjęcie takiej drogi prowadzi na manowce, podając przykład porażki prób odnalezienia germańskich świątyń traktowanych jako odpowiedniki chrześcijańskich kościołów (ich funkcje były zwyczajnie odmienne).

Arianizm inny, niż się wydawał

Na chwilę zatrzymam się jeszcze przy artykule Jana Prostko-Prostyńskiego „Chrześcijaństwo u Germanów na ziemiach Imperium Romanum”. Dużo tu odwołań do niedawno wydanej książki Arianism: Roman Heresy and Barbarian Creed (ed. G.M. Berndt, R. Steinacher, Burlington, 2014). Znajdziemy w niej np. zakwestionowanie pojęcia „germańskiego arianizmu” (przez H.Ch. Bennecke), gdyż teologia Wulfili nie odpowiadała w żaden szczególny sposób germańskiej mentalności (K. Schäferdiek). Poddany w wątpliwość został również „homojanizm” Wulfili, ponieważ pojęcie to nie było znane antycznym tekstom i zostało ukute przez dziewiętnastowieczną historiografię (teza S. Parvisa). Dla wyróżnienia gockiego arianizmu podkreśla się obecnie, oprócz wyznania i gockiej posługi kościelnej, wagę gockiego języka  w liturgii (B. Wolfe). W państwie Longobardów miała panować tolerancja i brak było „instytucjonalnego” arianizmu, czyli ariańskiej struktury episkopalnej (teza P. Majocchiego). Oczywiście Prostko-Prostyński dokonuje znacznie szerszego przeglądu badań nad recepcją chrześcijaństwa przez Germanów z terenów Cesarstwa Rzymskiego. Przychyla się do podważenia wielkiej roli misyjnej Gothi minores i odrzuca kwestionowanie wielokrotnych zmian wyznania przez Burgundów, Swebów i Longobardów.

Analiza kolejnych artykułów przekroczyłaby zakres tej recenzji. Wystarczy stwierdzić, że są one wszystkie na dobrym, wyrównanym poziomie, pisane są wyłącznie przez wybitnych specjalistów lub świetnie przygotowanych młodych historyków, przyzwoicie podsumowują obecny stan badań. Dają w sumie niezłe pojęcie o postępach chrystianizacji w pierwszym tysiącleciu. Grupą docelową są jednak osoby zaznajomione z historią. Teksty wyposażone są w aparat badawczy i nikt nie ma tam zamiaru tłumaczyć podstawowych terminów związanych z omawianym zjawiskiem.

Wydanie książki również nie przynosi wstydu. Tom ma twardą oprawę, całkiem dobry papier i ładny skład. Trzymając coś takiego w ręku naprawdę czerpie się przyjemność z czytania. Psuje ją brak korekty, przez co w tekście pozostały błędy stylistyczne. W niektórych zdaniach brakuje słów i trzeba się ich domyślać, w innych – to samo słowo powtarza się dwa razy. Znajduje się i taka wpadka na s. 135, gdzie przypis odsyła do innego przypisu (18 ze s. 133) mającego zawierać obszerny wybór współczesnej literatury o religii Germanów, oprócz książki samego Słupeckiego, a w rzeczywistości znajdujemy tam podaną tylko książkę Słupeckiego.

Tom nie przynosi przełomowych, niepublikowanych dotąd treści. Niemniej to, co tam znajdziemy to dosyć wyczerpujący przegląd wyników bieżących badań historycznych. Skoro w przyszłym roku wielka rocznica i huczne obchody – warto się z nimi zacząć zapoznawać.

Tytuł Chrystianizacja Europy. Kościół na przełomie I i II tysiąclecia
Wydawca Wydawnictwo Naukowe UAM
Rok premiery 2015
Ilość stron 291
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*