Imiona bogów odkrywają wiele sekretów

Recenzja: M. Łuczyński, Bogowie dawnych Słowian, KTN, 2020

Bogowie-dawnych-slowianTeonimy to imiona bogów. Słowiańskie teonimy to często grząski grunt do dyskusji, bo wytłumaczenie większości z nich nastręcza spore trudności. Co oznacza imię Chors? Słowianie czcili Siemargła czy Siema i Rgła? Jak prawidłowo odczytać Prove, Podagę i Pripegalę? Czy Białobóg kiedykolwiek istniał?

W ostatnich latach badania nad religią Słowian w Polsce przyśpieszyły, o czym świadczą choćby liczne recenzowane tu obecnie książki. Choć najczęściej są to opracowania archeologiczne to swój wkład mają też np. językoznawcy tacy jak Michał Łuczyński z UJ. W opublikowanej niedawno pracy doktorskiej podjął się właśnie wyjaśnienia pochodzenia, znaczenia i ewolucji słowiańskich teonimów. I choć zapewne wielu z nas wydawało się, że przynajmniej część imion boskich jest znaczeniowo zupełnie przejrzysta to Łuczyński potrafi tu wielokrotnie zaskoczyć.

Sporo miejsca na początku książki zajmuje wstęp zawierający charakterystykę pracy, rozważania wprowadzające i omówienie wybranych problemów badawczych. Znajdziemy tam kilka ważnych uwag, ale tutaj zaznaczmy tylko, że autor zajął się teonimami poświadczonymi przez źródła historyczne a pominął teonimy literackie. Potem następuje właściwa część materiałowa, czyli omówienie poszczególnych teonimów. Podzielone one zostały na staroruskie, staropołabskie, staropolskie, staroczeskie, starołużyckie i starobułgarskie.

Już na początku przekonujemy się, że analizy nie pójdą dobrze znanym torem. Łuczyński doskonale orientuje się w zagranicznej literaturze języoznawczej, która często nie przebiła się dotąd do polskiego środowiska naukowego. Już pierwszy omówiony teonim – Perun – okazuje się wcale nie oznaczać dobrze nam znanego „tego, który uderza”. Autor tłumaczy to imię jako „posiadacz góry” i odrzuca genetyczne powiązania z innymi indoeuropejskimi bóstwami, takimi jak litewski Perkunas czy skandynawska Fjorgyn. Z kolei Weles ma to być odpowiednio „mający pole, łąkę, dolinę” (bez związku z widzeniem, wielkością, czy zmarłymi a co za tym idzie z wedyjskim Waruną i litewskim Valinasem). Siemargł w interpretacji Łuczyńskiego to tak naprawdę Siem („bóstwo siania”) i Regl („wycięcie, szczelina, otwór”, dalej dowiadujemy się, iż nawiązywać ma to do podziemnych zaświatów) bez związku z perskim Simorgiem. Interesujące wydaje się jak ustosunkują się do powyższego inni językoznawcy.

Przytoczmy kilka przykładów, które wydają się trafnie tłumaczyć niezbyt dotąd zrozumiałe imiona bogów. I tak Strzybóg wywodzi się z psł. *strybati „płynąć, biec” (a wtórnie „szybko przemieszczać się”, „wysoko i daleko skakać”) z końcówką -og (analogicznie jak Swaróg). Perepłut to „ten, który się wije/okręca” pokrewny z polskimi czasownikami pleść, plątać. Jaryło to personifikacja rekwizytu obrzędowego („narzędzie do palenia”).

Wart szczególnej uwagi jest rozdział poświęcony teonimii staropołabskiej. Ponieważ imiona tamtejszych bogów zapisywali autorzy germańskojęzyczni piszący po łacinie samo odczytanie teonimów przysparza wielu problemów. Łuczyński zdecydowanie odrzuca dowolność odczytu. Wskazuje reguły, jakimi należy się kierować aby interpretacja była właściwa. W ten sposób bardzo przekonująco zostaje wyłączona część funkcjonujących dotąd w literaturze sposobów rozumienia zapisów a jednocześnie przekonująco zostają włączone pewne nowe. Jako efekty tej pracy przytoczmy wyjaśnienia kilku teonimów. Prove właściwie transkrybowany to Prone a więc imię Perun zaadaptowane fonetycznie do języka niemieckiego; Siva to Żywa, Podaga – Potąg (pokrewne polskiemu potęga), Pripegala – Przybygłów (czyli bóg wielogłowy), Pizamar – Paczemir („bardziej spokojny”), Turupit – być może Borowit. Intrygująca jest też interpretacja czeskiego Zelu, Zebud jako Sebąd („niech teraz będzie”, „przybądź”).

Niektóre kwestie podnoszone przez autora nie wydają się jednak tak jednoznaczne, jak są przedstawione. Słusznie zostają odrzucone wszystkie obce etymologie imienia Swaróg. Nie tylko nie dało się dotąd przekonująco wyjaśnić przemian fonetycznych, jakim musiały podlegać, ale przeważnie nie daje się również dostrzec na gruncie języków słowiańskich jakiejkolwiek kontynuacji semantycznej czy wskazać miejsca i czasu, kiedy mogło dojść do zapożyczenia. Do utworzenia teonimu doszło więc na gruncie rodzimym i oznacza on „tego, który ma ciepło” (ogień, żar). W następstwie tego znikają wszelkie podstawy dla uznawania Swaroga za boga nieba, gdyż żadnych innych poza błędnymi etymologiami do tego nie było. Mimo tego takie określenie („bóg nieba”) wobec tego boga Łuczyński niekonsekwentnie stosuje na następnych stronach (s. 174, 271, 285).

Poważniejszym problemem jest rozstrzygnięcie czy Swarożyc to hipokorystyk (zdrobnienie) czy patronimik (imię odojcowskie). A więc czy Swarożyc to sam Swaróg czy też może syn Swaroga. Łuczyński odrzuca rysujący się do niedawna konsensus w tej sprawie (stanowisko L. Moszyńskiego i K.T. Witczaka iż jest to hipokorystyk). Podaje kilka przykładów wskazujących na funkcjonowanie w takiej formie patronimików w okresie prasłowiańskim po czym definitywnie stwierdza, że mamy tutaj do czynienia z patronimikiem.

Sprawa nie jest aż tak prosta. Jeśli choćby część przykładów nie jest pewna to mamy tu do czynienia z dowodzeniem wątpliwego przez wątpliwe. Dlatego warto zwrócić baczniejszą uwagę na samą treść źródeł. Pojawia się w nich np. Peruszyc będący zdrobnieniem Peruna, nie znamy zaś podobnych patronimików. Same źródła tłumaczą też znaczenie zarówno imienia Swaróg jak i Swarożyc. Powieść minionych lat podaje na temat tego pierwszego: „jeśli zaś kto naruszy [prawa Swaroga] niech wrzucą go do pieca ognistego. Dlatego przezwali go Swarogiem…”. Natomiast w Słowie pewnego Chrystolubca znajdujemy: „i do ognia Swarożyca się modlą” oraz „modlą się do ognia pod owinem”. Obie nazwy odnoszone są więc w źródłach historycznych do ognia a nawet konkretnie do ognia w zamkniętym palenisku. Przemawiają też za tym inne argumenty. Słowo svarog funkcjonowało na południu Słowiańszczyzny w znaczeniu „żar, spalenizna” zaś w dialekcie nowogrodzkim – „ogień, kowal”. Do ognia w piecu zwracano się jako do istoty żywej używając przy tym licznych zdrobnień w tzw. formułach powitania ognia. Na południu ogień rozpalony w piecu na Boże Narodzenie nazywano bożycem – młodym bogiem. Analogię dostrzegamy w bałtyjskim boskim kowalu Auseklisie, którego wymiennie nazywano Auseklitisem, czyli identycznie utworzonym zdrobnieniem. Tak więc zarówno Swaróg i Swarożyc to ogień rzemieślniczy, gospodarski, bóg ognia, bóg-kowal.

Nie mniejsze wątpliwości budzi interpretacja przez Łuczyńskiego imienia Marzanny. Odrzuca on pochodzenie od prasłowiańskiego *moriti – umierać a optuje za znaczeniem „morska”, „ktoś lub coś w wodzie/nad wodą”, później w znaczeniu jakaś „kukła obrzędowa” (a wcześniej gwiazda Wenus, jutrzenka). Wspiera się przykładami późno zanotowanymi, często nie mającymi nic wspólnego z obrzędem topienia marzanny – bułg. morianka (mieszkanka wybrzeża), serb. Marmorena (wieś w Bośni i Hercegowinie). Wśród skromnie przytoczonych źródeł historycznych pominięte zostają fragmenty odnoszące się do znaczenia obrzędu. Tymczasem źródła pisane, począwszy od tych najstarszych, są w tej kwestii zgodne: „wśród postu obrazy w postaci śmierci przez miasto z śpiewami i igrami zabobonnymi nad rzekę wynoszą i tam gwałtownie topią, twierdząc na swe pohańbienie, że śmierć im więcej szkodzić nie będzie” (1336); „aby wśród postu nie wynoszono poza wrota miasta lub wsi obrazu na to uczynionego w sposób śmierci z śpiewami” (1384); „wedle obyczaju pogańskiego pewną figurę, którą zwą śmiercią, wyprowadzają ze śpiewem z granic miejscowości” (1415); „nie dozwalajcie aby (…) odbywał się zabobonny obyczaj wynoszenia jakowejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią” (1420); „w poście topili bałwana (…) śpiewając żałobliwie: Śmierć się wije u płotu (…) Zwali tego bałwana Marzana” (1597). Dla ludzi średniowiecza i później nazwa topionej kukły była więc w zupełności zrozumiała. Obok nazw Morana, Marmuriena funkcjonowały też po prostu Śmierć, Śmiertka, Śmierciucha a sam obrzęd wynoszenia śmierci/zimy ma liczne europejskie analogie. Nie mamy więc tu do czynienia ani z morską panną ani gwiazdą poranną.

Zastanawiające są liczne braki w omówionych teonimach. Skoro uwzględnione zostały nazwy późne, wątpliwe i zniekształcone (Jutrobog, Lel i Polel, Turupit, Zelu) to dlaczego pominięte zostały takie teonimy jak Radogost, Hennil, Trojan, Kupała, Kostroma, Pogwizd, Suentebueck i Vitelubbe? W bibliografii wymienione zostają tylko dwa z bardzo długiej przecież listy artykułów autora na temat religii Słowian.

W podsumowaniu książki autor zauważa, że im ważniejsze bóstwo tym więcej określeń wobec niego stosowano (bóg burzy może mieć ich nawet siedem). Wśród zanotowanych nazw wszystkie są rodzime – brak zapożyczeń. Nie kontynuują one jednak stanu praindoeuropejskiego. Najstarszą z nich zdaje się być Perun (około przełomu II/I tys. p.n.e.), nieco młodsze Strzybóg i Mokosz (pierwsza poł. I tys. n.e.). Prasłowiański system teonimiczny wyraźnie ciąży ku południowo- i wschodnioindoeuropejskim dialektom doby różnicowania się języka praindoeuropejskiego.

Książki takiej jak Bogowie dawnych Słowian nie było od czasu Dawnych Słowian Stanisława Urbańczyka (teksty zebrane w 1991 r.). Rzadko pojawiają się tak wnikliwe i obszerne analizy językoznawcze. Pewne części książki znacznie posuwają do przodu naszą wiedzę (czasem zwracają uwagę na zastosowanie metody naukowej – jak w przypadku odczytywania łacińskich zapisów). Inne podsumowują międzynarodową dyskusję bądź są w niej ożywczym głosem. Dowiemy się dlaczego niektóre bóstwa należy ostatecznie wykluczyć ze słowiańskiego panteonu, ale z drugiej strony poznamy kilka nowych. Choć używany język jest ciężki, naukowy, trudny do przyswojenia dla nie-filologów to warto przez niego przebrnąć by poznać nieco inne spojrzenie na religię Słowian i jej miejsce w kontekście indoeuropejskim.

Tytuł Bogowie dawnych Słowian. Studium onomastyczne
Autor Michał Łuczyński
Wydawca Kieleckie Towarzystwo Naukowe
Ilość stron 348
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*