Czy Skrok stworzył literacką fikcję?

Recenzja: Zdzisław Skrok, Czy wikingowie stworzyli Polskę?, Iskry, 2013

czy-wikingowie-stworzyli-polskeCzy wikingowie stworzyli Polskę? Nie. Tym krótkim stwierdzeniem moglibyśmy zamknąć dyskusję. Taka odpowiedź nie zadowoli jednak badacza, który znajduje wikinga nawet po otwarciu lodówki. Już w XIX wieku mieliśmy Karola Szajnochę z pamiętną fiksacją na punkcie Skandynawów budujących Polskę. Dziś jego godnym następcą, do czego sam śmiało się przyznaje, jest archeolog Zdzisław Skrok.

Popularyzatorska praca mająca na celu uwypuklić fakty przemawiające za udziałem wikingów w budowie państwowości na naszych ziemiach musi przykuć szerszą uwagę. Słusznie wyczuło to wydawnictwo Iskry. Jednak znający wcześniejszą twórczość Skroka nie powinni być zaskoczeni jego tezami. Już w Słowiańskiej mocy tworzył teorie o Mieszku I będącym wikingiem i Słowianach w zasadzie nie posiadających własnej religii, bo wszystko jest fałszerstwem albo skandynawską pożyczką.

Nie można odmówić Skrokowi orientacji w badaniach archeologicznych i ich kulisach oraz pewnego talentu tworzenia narracji. Nie epatuje Czytelnika litanią suchych faktów a stara się je przedstawić w kontekście jakiejś emocjonującej historii. Tłumaczy więc przełom jakiego dokonało jakieś odkrycie archeologiczne czy też kreśli ideologiczny klimat wokół niego. Wszystko to sprawia, że czyta się książkę szybko i łatwo. I to jej najmocniejszy atut.

Kto ukrywa fakty?

Niestety gdy zaczynamy zagłębiać się w materię faktografii i przyjętą metodę argumentacji natychmiast zaczynają się schody. Przede wszystkim sam tytuł nie jest adekwatny do treści. Najstarsze wzmianki o państwie Mieszka sięgają lat 60. X w. a archeologowie łączą przełom państwotwórczy z akcją budowy siatki dużych grodów z wałami w konstrukcji hakowej w latach 30. i 40 X w. Zgodnie z tytułem książki Autor powinien więc poświęcić się naświetleniu tych wydarzeń w kontekście śladów inicjującej roli Skandynawów. W rzeczywistości okazuje się to jednak wątek poboczny. Tak naprawdę treść dotyczy ogólnie śladów Skandynawów na ziemiach dzisiejszej Polski od starożytności po pełne średniowiecze. Główny problem zostaje więc rozmyty, trudno powiedzieć czy aby nie rozmyślnie z braku konkretów.

Teza Skroka jest jasna i wyłożona wprost – Polskę zbudowali wikingowie a właściwie można nawet wskazać jacy, mianowicie przybywający ze wschodu Waregowie. Każdego musi w takim razie zastanowić dlaczego nie są o tym przekonani wszyscy mediewiści. Autor ma gotową odpowiedź – stoi za tym źle pojęty interes narodowy, nieracjonalny nacjonalizm przebrzmiewający w nauce, strach przed naruszeniem polskiej racji stanu. Rozważania na ten temat zajmują sporo miejsca. Obowiązkowo przedstawione zostaje supremacyjne nastawienie archeologów III Rzeszy, konflikt Kossinny i Kostrzewskiego, późniejsze podporządkowanie nauk historycznych polityce rewindykacji w PRL-u. Wszystko zgoda, tylko ostatecznie okazuje się to być dłużyzną nie na temat, bo Skrok milknie kiedy wypada przejść do teraźniejszości. A przecież najważniejszym i najciekawszym pytaniem jest dlaczego dzisiaj, po upadku nazistowskich Niemiec i PRL-u, wciąż naukowcy mają tuszować znaczenie Skandynawów dla powstania naszego państwa. W gruncie rzeczy ta teoria spisku jakiejś mediewistycznej „grupy trzymającej władzę” i nie dopuszczającej normanistów (zwolenników teorii normańskiej powstania państwa) do głosu ma na celu, jak to zawsze w podobnych sytuacjach bywa, przykrycie smutnej prawdy, że nie ma się dowodów na obronę (zbyt) śmiałych tez.

Licząca prawie 400 stron praca podzielona jest na 21 rozdziałów. Po zapoznaniu się z powyższym backgroundem o pionierskich badaniach Szajnochy i ideologicznych naciskach Czytelnik przechodzi do rozdziałów mających wreszcie rozprawić się z upiorami przeszłości rozpanoszonymi w naukach historycznych. Autor analizuje tu przede wszystkim odkrycia archeologiczne, ale również dokumenty świadczące, przynajmniej według niego, o decydującej acz pomijanej roli Skandynawów.

Nie Mieszko Słowianin a Wareg Dagobert

Recenzując książę konieczne jest przyjrzeć się przynajmniej niektórym z przytaczanych argumentów. Jednym z pierwszych jest „gocka” i „wandalska” tytulatura stanowiąca jakoby echo skandynawskiego pochodzenia Piastowskich władców zanotowane przez źródła. Goci i Wandalowie przebywali w starożytności na polskich ziemiach i takaż nomenklatura przewija się tutaj również w średniowieczu niezależnie od tego, czy późniejsi mieszkańcy mieli z nimi cokolwiek wspólnego. Nazwa Wandalów przylgnęła do Słowian Zachodnich ze względu na podobieństwo etnonimów Wenedowie – Wandalowie. W takim to szerszym kontekście należałoby tłumaczyć również to, dlaczego pojawia się następnie w odniesieniu do Polski. Skrok alternatywnie sugerując jakąś bliższą zależność nie przedstawia ku temu żadnych przesłanek.

Jeden z rozdziałów poświęcony zostaje dokumentowi Dagome iudex. Na początku Autor szumnie zapewnia, że znajdują się tam dowody na skandynawskie pochodzenie Piastów i ze względu na ten nie wygodny fakt historycy narzucili moratorium na zajmowanie się nim oraz przewidzieli sankcje za złamanie tej zasady. Skrok postanawia wobec tego dokonać heroicznego czynu przełamania zmowy milczenia dumnie obwieszczając przy tym brak trwogi przed mogącymi spotkać go za to konsekwencjami. Nie zdradza jednak kto owo moratorium na analizowanie Dagome iudex ogłosił, kiedy, gdzie i dlaczego jest ono w takim razie notorycznie przez historyków łamane. Dagome z tegoż dokumentu, czyli Mieszko, ma być oczywiście „normandzkim” imieniem Dagobert. Zaraz potem jednak opisuje Skrok dalsze przypuszczenia historyków co do znaczenia tego słowa, wokół którego nie brak kontrowersji, za to brak konsensusu. Ku własnemu zdziwieniu kończymy czytać ten rozdział pozostając bezradni wobec przedstawionych wątpliwości a miał to być przecież gwóźdź do trumny antynormanistów.

Trudno zrozumieć Autora również w innych kwestiach. Wiele fragmentów książki sprawia wrażenie przywoływania informacji z pamięci, niestety zawodnej, bez ich sprawdzenia i dokładnego przejrzenia literatury. Dla przykładu znalezisko z wielkopolskiego Wapna Skrok opisuje jako urnę z prochami skandynawskiego księcia datowaną na VI w. wciśniętą w „neolityczny megalit”. Stwierdza, że był to „pierwszy Wareg zaproszony zza morza na długo przed Rurykiem”. Archeolodzy to przypadkowe znalezisko dokonane w XIX w. przedstawiają nieco inaczej. Tak naprawdę natrafiono na trzy skarby (a nie pochówek) złożone wtórnie w dwóch kurhanach kultury pomorskiej (a więc z epoki żelaza), jeden z nich wciśnięty do popielnicy twarzowej. Skarby ukryto na początku VI w. i mają swoje analogie na ziemiach polskich, np. w Karlinie z tego samego okresu. Niewiele faktów się więc zgadza i trudno odgadnąć dlaczego miałby to być „pierwszy Wareg”. Abstrahując od tego, czy można już wtedy mówić o Waregach, śladów penetracji skandynawskiej w starożytności jest wiele, szczególnie w rejonie wybrzeża Bałtyku. Skarby z Wapna nie są na pewno najstarszym znaleziskiem.

Dowodem na obce pochodzenie Mieszka oprócz „normandzkiego” imienia ma być również jego zaangażowanie w handel niewolnikami. Skrok uważa, że Mieszko nie mógł handlować rodakami, bo ci pozbawili by go wtedy władzy a przyjmując chrześcijaństwo wraz ze swym ludem tracił możliwość handlu tymi nawet nominalnymi chrześcijanami. Mieszko przecież jednak nie musiał handlować własnymi poddanymi, gdyż za jego czasów podległe mu państwo rozszerza się w wyniku podbojów. Logicznym wydaje się, że najeżdżano kolejne terytoria, by pozyskać z nich niewolników i książę mało się przejmował, co jego ofiary o tym sądzą. Chrzest zaś przyjął on sam i część jego najbliższego otoczenia a nie cały kraj.

Swoboda skojarzeń

Nic nie wnoszą do problemu genezy Polski rozdziały poświęcone czy to rodom skandynawskiego pochodzenia, takim jak Awdańce, czy skandynawskim cmentarzyskom, takim jak Bodzia i Lutomiersk. Skrok albo opisuje znaleziska i sytuacje sięgające najdalej końca X w. a często z wieku XI i XII, albo spoza terenów objętych ówczesną władzą Piastów. Siłą rzeczy nic to nie mówi o samym powstaniu państwa. Książka w całości składa się więc z zestawu faktów, którym trudno zaprzeczyć, ale nie mówiących nic o stworzeniu Polski przez wikingów, naciąganych hipotez (kwestia imienia Dago) i informacji zwyczajnie mijających się z prawdą (Wapno). Przy tym Autor cały czas jest absolutnie przekonany o słuszności swoich teorii i pozanaukowych przyczynach obiekcji osób mających odmienne zdanie.

Zastanawia mnie jak Autor, w opisywanej przez niego sytuacji niedopuszczania normanistów do głosu i utrzymywania społeczeństwa w permanentnej niewiedzy, tłumaczy to, że wydaje w takim kraju kolejną już książkę, publikuje mu ją znane wydawnictwo nie skąpiąc pieniędzy na reklamę a rzesza czytelników wykupi spory nakład gwarantując zyski.

Wbrew opinii Skroka, obecność wikingów na arenie państwa pierwszych Piastów wzbudza żywe zainteresowanie w świecie naukowym. Tak się złożyło, że mijający rok obfitował w publikacje związane z tym tematem. Jeśli dla kogoś Czy wikingowie stworzyli Polskę? to pierwsze spotkanie z „polskimi” wikingami to warto się skonfrontować z innymi publikacjami.

Morawianie i wikingowie

Nie sposób uniknąć porównań z ostatnią książką Przemysława Urbańczyka Mieszko Pierwszy Tajemniczy. Skoro już jeden badacz w tym roku ogłosił najnowsze odkrycie, że Mieszko nie pochodził z Wielkopolski tylko z Moraw, to przecież nie może mieć jednocześnie racji inny badacz ogłaszający jego pochodzenie ze Skandynawii. Obie książki rzeczywiście wykazują pewne podobieństwa. Urbańczyk również dostrzega pewien spisek historyków. Co prawda nie wysuwa aż tak mocnych oskarżeń, ale jednak zarzuca, że nie pozwalają stawiać nowych hipotez pozostając uwikłanymi w skostniałe ustalenia. Podobnie również szczupły i niepewny materiał historyczny i archeologiczny, podatny w związku z tym na manipulacje, łatwo nadinterpretuje i myli.

Nietrudno wobec tego wymyślić kolejną teorię pochodzenia Mieszka. Pamiętam z telewizji pewien film, gdzie student postanawia zaliczyć egzamin zaskakując profesora absurdalną teorią. Oświadcza więc, że Mieszko I był Murzynem, na co jednak profesor odpowiada, iż od dawna to podejrzewał. Uzasadnienie tej teorii nie będzie miało wcale gorszej podbudowy niż teoria Skroka. Przecież arabskie dirhemy napłynęły w znacznej ilości do Wielkopolski dokładnie w momencie budowy grodów państwowych. Mało tego, polski władca ofiarował cesarzowi wielbłąda! Jak mógłby inaczej znać się na hodowli wielbłądów gdyby nie był czarnym Arabem z Afryki? Wreszcie samo imię również brzmi z arabska. Toć nasz Mieszko to zapewne w oryginale Mashakkah, czyli „udręka”. Jeśli rozluźnimy metodologię i pozwolimy sobie na interpretacyjną swobodę to otwieramy sobie drogę do takich właśnie kolejnych teorii, np. arabskich.

Wielu zwabi zapewne chwytliwy tytuł książki Skroka i atrakcyjny temat podany w lekkiej formie. I choć czytałem już słabsze rzeczy i nie zabronię tej lektury (wbrew Autorowi uważam, że mamy demokrację), to jednak apeluję do zdrowego rozsądku Czytelników, by skonfrontowali wywiedzione stąd ustalenia a przynajmniej zachowali dystans do tekstu.

Tytuł Czy wikingowie stworzyli Polskę?
Autor Zdzisław Skrok
Wydawca Iskry
Rok premiery 2013
Ilość stron 388
Ocena ocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocenaocena

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Podziel się

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Google Plus
Ten wpis umieszczono w kategorii Książki i otagowano jako , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj link do ulubionych. Dodaj komentarz lub zostaw trackback: Trackback URL.

17 Komentarze

  1. Iudex
    Opublikowano 19 stycznia 2014 o 11:08 | Link

    Odrzucając wydumane hipotezy o skandynawskim czy wielkomorawskim rodowodzie dynastii piastowskiej, aktualnie reanimowane i rozpowszechniane przez archeologów Zdzisława Skroka i Przemysława Urbańczyka, chciałbym zwrócić uwagę na o wiele bardziej interesujące podsumowanie dyskusji w obszernym artykule Zofii KURNATOWSKIEJ, Michała KARY, Wczesnopiastowskie „regnum” – jak powstawało i jaki miało charakter? Próba spojrzenia od strony źródeł archeologicznych, Slavia Antiqua, t. 51 (2010), s. 23-96.

  2. postarkończyk
    Opublikowano 20 lutego 2014 o 12:29 | Link

    @IUdex

    Po pierwsze prof. Urbańczyk to wybitny „zawodowy” historyk z imponującym dorobkiem i odpowiednim warsztatem.

    Po drugie teoria wielkomorawska (w przeciwieństwie do normańskiej) ma coraz więcej zwolenników i oparta jest na coraz to liczniejszych dowodach.
    Przypomnę fragment wywiadu z prof. T. Jasińskim: „Polski mogło nie być”: „Kiedy u nas rozpoczyna się skok, pod wpływem najazdu Węgrów rozpada się państwo wielkomorawskie. Ostatecznie upadło ono około 905 r. Wiele osób musiało uchodzić w obawie o własne życie. Z zapisków Konstantyna Porfirogenety wiemy, że ci ludzie osiedlali się w sąsiednich krajach. Postęp cywilizacyjny w państwie Polan wiązałbym z tymi uchodźcami.” „Czyżby gród w Poznaniu założyli uchodźcy z Nitry? To bardzo ciekawa hipoteza, wysunięta przez prof. Kurnatowską i dra Karę.”

    Jako główny powód (ale jest ich o wiele więcej), że to nie normańscy wikingowie stworzyli Polskę w moim opracowaniu z 2008 roku opisuję te ustalenia genetyków (wyraźnie „nielubianych” przez Z.S.):
    „Państwa – a raczej narody „stworzone” przez Normanów charakteryzują się wyraźną odrębnością genetyczną swojej warstwy panującej, tj. szlachty i arystokracji. Jest ona przy tym mało liczna – np. na Sycylii „nordycka” szlachta to ok. 2%; w Rosji warstwa Rusów i Waregów – późniejsza bojarska; to było tylko ok. 1% feudalnego społeczeństwa, a w Anglii jeszcze mniej (i obecnie prawie ich nie ma – efekt „wojny dwóch róż”). W Polsce szlachta stanowiła w pewnym momencie dziejów (XVII -XVIII wiek) nawet nieco ponad 10% społeczeństwa. Nie ma ona także tej typowej dla narodów podbitych przez Normanów odmienności warstwy rządzącej: „Badania DNA nie ujawniły żadnych różnic genetycznych między ludnością chłopską i szlachecką.” – mówi w wywiadzie dla „Wprost” („Skąd pochodzą Polacy” Nr.9/2006) dr hab. Rafał Płoski z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej A. M. w Warszawie.”

    Co do pierwszych Piastów to uważam, że tak naprawdę istniał tylko Lestek (choć to też zapewne imię przydomkowe, wtórne do pierwotnego) i Mieszko (potwierdza to dendrochronologia) a „reszta” to przydomki tych dwóch władców, przydomki imienne opisujące ich historyczną rolę (od Mieszka przez 6 pokoleń nie pojawiły się one w rodzie Piastów jako imiona!) lub określenie ich funkcji (Piast to ten co po prostu „pestował” władzę). A pochodzenie imienia Mieszko to najpewniej „mir” z Kazimir („nakazujący pokój”, i tu mam opracowaną bardzo rozbudowaną argumentację – inne możliwości opisane przez prof. Strzelczyka w monografii „Mieszko I” z 213 roku, są zdecydowanie bardziej spekulatywne).

    Dla mnie Siemomysł Mie[rz]=żko to jednak najpewniej syn bawarskiej proweniencji dostojnika Piasta-Siemowita-Lestka (35% obecnej populacji Czech, najwięcej w Europie poza Bawarią, ma brachycefaliczne czaszki typu alpejskiego! -intensywne kontakty Mieszka z diecezją salzburską) uciekiniera nitrzańskiego, wiedzący „od środka” jak stworzyć, jak działa silny, jednorodny organizm wczesnośredniowiecznego państwa…
    …a nie mieli tego „szczęścia”, wzoru zakodowanego nieomal w genach, książęta połabscy często zresztą (choć w części) normańskiego pochodzenia.

  3. Iudex
    Opublikowano 3 marca 2014 o 11:09 | Link

    @postarkończyk

    Pan prof. Przemysław Urbańczyk jest archeologiem, a nie historykiem-mediewistą. Czy wybitnym, to kolejni badacze osądzą poddawszy ocenie jego dorobek naukowy.

    Obecnie nikt raczej nie neguje, że w tworzeniu piastowskiego regnum wzięły udział obce etnicznie grupy. W tradycji dynastycznej, spianej przez Galla Anonima w drugim dziesięcioleciu XII w., nie ma jednak opowieści o obcym pochodzeniu dynastii piastowskiej.

    Jeżeli chodzi o imię pierwszego historycznego władcy Polski, to forma „Mieszko” jest tradycyjna. Odnośnie do formy Mieżko, z głoską ż, będące zdrobnieniem dwuczłonowego imienia na -mierz, mianowicie Kazimierz dowodził niegdyś językoznawca Jerzy OTRĘBSKI, Imiona pierwszej chrześcijańskiej pary książęcej w Polsce, Slavia Occidentalis, t. 18, 1939–1947, s. 94-112. Teza ta nie zyskała jednak akceptacji zarówno wśród historyków, jak i językoznawców. Sumienne omówienie literatury oraz wykaz źródłowych form imienia Mieszko dał Jacek HERTEL, Imiennictwo dynastii piastowskiej we wcześniejszym średniowieczu, Warszawa–Poznań–Toruń 1980, s. 64–85. Etymologii tego imienia nie udało się dotąd przekonywająco wyjaśnić.

    • Iudex
      Opublikowano 4 marca 2014 o 09:56 | Link

      Sprostowanie
      Zamiast Jerzy, powinno być Jan OTRĘBSKI.

  4. Oxeven
    Opublikowano 24 kwietnia 2014 o 13:22 | Link

    Recenzja całkowicie przechodzi obok tematu. Koncentracja na wąsko rozumianym problemie „stworzenia państwa” uniemożliwia autorowi recenzji odniesienie się do meritum. Nie mamy precyzyjnych danych na temat pochodzenia etnicznego Mieszka. W oparciu o dużo późniejsze źródła, tworzące legendę dynastyczną (Gall Anonim) przyjmujemy bez głębszej refleksji jego słowiańskie pochodzenie. Skrok odtwarza wszystkie ślady świadczące o roli i znaczeniu Wikingów na terytorium państwa piastowskiego. I to jest przekonywujące. Ciekawsze by było przedstawienie argumentacji za tym, że Mieszko był Słowianinem i przedstawienie danych porównawczych na temat zdolności państwowotwórczych wśród Słowian. Tu byłoby ciężko w przeciwieństwie do dowodów na nadzwyczajne zdolności w tym zakresie Normanów.

    • Iudex
      Opublikowano 26 kwietnia 2014 o 13:55 | Link

      Brak zdolności państwowotwórczych u Słowian? Wystarczy chyba wspomnieć o dynastii Przemyślidów, władającej w Czechach i na Morawach do 1306 r. Aktualnie panuje moda na wikingów w Polsce, czego jednym z przykładów jest pozbawiona rygoru naukowego książka Skroka. Degradowanie Słowian z obszaru Wielkopolski do bezwolnej masy, sprawnie zarządzanej przez wodzów o normańskim rodowodzie nie ma również analogii ze Słowiańszczyzny połabskiej. Jednym z wielu czynników stymulujących procesy państwowotwórcze w centralnej Wielkopolsce był dobrze udokumentowany archeologicznie napływ arabskiego srebra od lat 40./50. X w. Kolejne fale napływu srebra pochodzącego z emiratu Samanidów były dystrybuowane na południe interioru ziem polskich via gród w Wolinie, położony u ujścia Odry do Bałtyku. Tereny, na których kształtowało się państwo wczesnopiastowskie były połączone ze szlakiem transkontynentalnym korytem Odry oraz siecią rzeczną Wielkopolski. Jak wiadomo nieznane są miejsca pochówków pierwszych Piastów, więc otwiera to wdzięczne pole do snucia różnych spekulacji o OBCYM etnicznie pochodzeniu Piastów, o których głucho jednak w źródłach pisanych, a i brak analogii z Czech czy Słowiańszczyzny połabskiej.

  5. Iudex
    Opublikowano 7 czerwca 2014 o 09:56 | Link

    Mamy kolejną książkę, w której Mieszko I alias Dagome jest wikingiem.

    http://www.wydawnictwofa.pl/64-mieszko-i-skandynawski-jarl-czy-slowiaski-knez.html

  6. Stein
    Opublikowano 11 lipca 2014 o 13:18 | Link

    recenzja nieziemsko tendencyjna, już pierwszy wers zniechęca do czytania a dalej jest już tylko gorzej … ;(

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 22 lipca 2014 o 20:12 | Link

      W takim razie obiektywna recenzja bardzo słabej książki powinna ukrywać fakt jak bardzo jest ona słaba, gdyż wypunktowanie tych słabości jest tendencyjne?

  7. JPi
    Opublikowano 19 października 2014 o 18:59 | Link

    Książka jest napisana niedbale, pewne wątki są bez konkluzji. Brak jest jakichkolwiek map które w niektórych miejscach zastąpiły by z powodzeniem całe linijki rozwlekłych opisów. Brak jest także prostych wyliczeń pokazujących np. relację między cenami niewolników a kosztem utrzymania drużynnika. W ten sposób można byłoby oszacować żywotność (czas życia) ówczesnego modelu organizacji państwa.

  8. Postarkończyk
    Opublikowano 27 października 2014 o 15:25 | Link

    …a zajrzałem tutaj kilka dni temu…

    @ Iudex

    I. Jan Otrębski…
    „Wokół imienia Kazimierz… …rozwinęła się dyskusja językoznawcza, jak i historyczna. Pierwszy człon tego imienia można wyprowadzić zarówno z czasownika kazić (ze starosłow. kazit) w znaczeniu kazić, niszczyć, jak i też z czasownika kazać, nauczać.” „…co w połączeniu z drugim członem mir daje dobro-wróżbne imię „człowiek zalecający, nakazujący pokój.” „Nic nie wskazuje też na to, aby zostało ono zapożyczone z zewnątrz; już w roku 1003 występuje miejscowość Kazimierz…” „Imię to z pewnością świadomie nawiązuje do obecnych w dynastii imion dwuczłonowych, uroczystych…” „…nie ma ono nic wspólnego z jednoczłonowym imieniem Mieszko. [...] [Gerard Labuda, Mieszko I, 2002].” Czy na pewno?
    „Zauważono w pierwszych pokoleniach Piastów ciekawe zjawisko pewnej przemienności: po imieniu „krótkim”, zakończonym niekiedy na „ko”, występuje imię dłuższe… …jakby uroczyste, i na odwrót:…” „…Mieszko, Bolesław, Mieszko II, Kazimierz. Sprawia to wrażenie wręcz regularności. Podkreślmy, że tak ważne dla ludzi średniowiecza nadawanie imion, do tego w rodzinie panującej, nie mogło być pozostawione ślepemu losowi [Jerzy Strzeleczyk, Mieszko I, 2013].” Warto dodać, że wśród Piastów późniejszych, szczególnie śląskich, ta przemienność wśród imion ich dzieci jest bardzo częsta, zwłaszcza dla sekwencji Kazimierz -Mieszko (czy jest to tylko wyraz szacunku dla wielkiego K. Odnowiciela i manifestacja ideowo-polityczna z nim związana?). Mieszko (jeśli przyjąć tą hipotezę)to nie zdrobnienie od Kazimierza (te to np. Kaźko) a skrócona forma magiczna mająca chronić (mir-ład, pokój). Czego (w sensie: jakiego zdarzenia) dotyczyć mogło, co manifestowało, upamiętniało, uroczyste imię Kazimierz? „I rzekli sobie: „Poszukamy sobie kniazia, który by władał nami i sądził wedle prawa”. „Ziemia nasza wielka jest i obfita, a ładu w niej nie ma [głównie zapewne chodziło o wróżdę]. Przychodźcie więc rządzić i władać nami…”[Nestor] . Tak było na Rusi, ale czy podlegający tym samym procesom Polanie mogli też nie zawrzeć powyższego porozumienia z przodkiem Mieszka, „umowy społecznej” w celu nakazania pokoju, zaprowadzenia ładu? (Tak pyta Otrębski, sugeruje W. Chrzanowski: „zaproszeni” zostali po usunięciu, upadku wiślańskich Popielidów).
    Otrębski i jego epigoni, idą dalej i mówią, że Mieszko I to tak naprawdę Kazimierz II (…), że dendrochronologia ale i szeroko pojęta archeologia, mówią nam, iż nie było miejsca w sensie czasu, dla 4 dynastów (od Siemowita do Mieszka) a najwyżej tylko dla 2. Byli to: ojciec Mieszka, Kazimierz Lestek (czyli „chytry” w znaczeniu „sprytny” tak jak Bolesław był Chrobry – srogi, dzielny etc.) – to też i Siemowit (założyciel – „wit” rodziny – „siemi”) syn księcia (Chościsko to post-łacińskie zniekształcenie słowa książę – xoszocz) piast czyli władca; i jego syn Kazimierz II czyli „nasz” Mieszko I Siemomysł (ten co o rodzinę zadbał, o niej pomyślał, jej pomyślność zabezpieczył). Określenie imienne Siemomysł mogło dotyczyć także Lestka (P. Urbańczyk to sugeruje) a nie Mieszka, Lestek przecież był i panem – założycielem rodu i, przecież, tym co zadbał o jego pomyślność. Prof. T. Jasiński: ”Potem mieli rządzić kolejno: Lestek, Siemomysł i Mieszko. Mamy tu do czynienia z pewnym mitem …” P. Urbańczyk; „Czy lista poprzedników Mieszka jest prawdziwa? Na pewno jest mityczna.” „…państwo, i Gniezno powstały raptem dwadzieścia kilka lat przed pojawieniem się państwa Mieszka na arenie dziejów, czyli w źródłach pisanych. Dziś wiemy, że procesy, które doprowadziły do powstania państwa polskiego, rozpoczęły się w latach 890–910. Tę datę podaje dr Michał Kara…” „Między Mieszkiem i Lestkiem [jedynie]mógł być [a więc nie musiał] Siemomysł…” – to znowu T. Jasiński: „Jeden z synów Bolesława Krzywoustego otrzymał imię Lestek — na dworze musiała zatem być żywa tradycja tego przodka.[...]”
    Czy hipotezę Otrębskiego uda się kiedykolwiek do końca pozytywnie lub negatywnie zweryfikować? Wątpię, niemniej nie można jej jednak tak a priori całkowicie odrzucać („…wbrew temu, co mówią historycy, ta garstka źródeł, które mamy dla dziejów Polski w X w., nie jest jednoznaczna…” – P. Urbańczyk).
    II. Przemysław Urbańczyk.
    To archeolog z wykształcenia i zawodu ale i profesjonalny historyk o czym świadczą jego prace – publikacje, i… np. słynna jego dyskusja z wyżej cytowanym prof. G. Labudą o pochodzeniu nazwy Polanie, Polonia…
    III. Przemyślidzi i ich zdolności państwowotwórcze.
    Są znaczne i to bardzo, różnice między powstaniem Czech i Polski. Tam (Czechy) procesy zaczęły się dużo wcześniej (o czym świadczyć może pośrednio choćby lista władców legendarnych, dużo dłuższa niż nasza Gala). Przemyślidzka dziedzina szybko znalazła się pod wpływem marchii wschodnio-frankijskiej, imperium awarskiego i państwa wielkomorawskiego (była częścią tego ostatniego), przemierzały ją liczne szlaki handlowe… „Elity słowiańskie na Morawach, będące wcześniej w kontakcie ze światem awarskim, później frankijskim, szybciej zmobilizowały się do przemian [morawskie w porównaniu z czeskimi].” „Dla tych zmian [grody]… …nie bez znaczenia były kontakty ze światem zewnętrznym, tak z rzeszą frankijską, jak i z budującym się w sąsiedztwie państwem wielkomorawskim.” „…w VIII w. na Morawie powstają obwarowane siedziby, których elity powiązane były kulturowo z imperium awarskim.” „…wznoszono też nowe grody z dworcami elit. Mówi się nawet w tym kontekście o procesie imitatio imperii – „naśladowaniu rzeszy”. „Morawianie… …stanowić będą wzór na przyszłość dla innych słowiańskich sąsiadów, wskazywały drogę… [Marzena Matla, Początki państw. Czechy. 2013]”

  9. Postarkończyk
    Opublikowano 27 października 2014 o 15:26 | Link

    Czy recenzja jest zła? Raczej niekompletna więc w tym sensie tak. Dobra recenzja powinna wskazywać ewentualne najważniejsze „walory” jej przedmiotu, ale głównie na istotne błędy występujące tamże. A te powyższa, wiele istotnych, po prostu pomija.
    Szczególnie „grube” błędy znajdziemy w części książki dotyczącej, nazwijmy ją: „genetyki historycznej”. Zdzisław Skrok napisał, że gdy niemieccy badacze stwierdzili, że w próbkach kopalnego DNA z obszarów germańskich są licznie stwierdzane haplogrupy słowiańskie to „badania przerwano by nie kusić złego”. Nie tylko jednak ich nie przerwano ale i stwierdzono, że nie ma genetycznego „wzorca” nie tylko Niemca ale i Germanina jako takiego, ba trudno jakąkolwiek, nawet stosunkowo młodą haplogrupę – mutację, nazwać germańską zresztą podobnie jak słowiańską – jednakże u nas mamy haplogrupy z jednego „pnia” – rodziny: słowiańska to R1a1a1g1 (mutacje: M417+, Z283+, M458+, L1029+), zachodniosłowiańska: R1a1a1b1a1a -(mutacje: M417+, Z283+,Z282+, M458+, L260+). Mówi się ewentualnie w przypadku Germanów o kombinacjach haplogrup I1 – północno staro-europejskiej z I1a -„skandynawską” z wyłączeniem z obu subkladów pochodzenia fińskiego – c. 40%, I2-M223, indoeuropejską R1a-Z284 – >20%, z zachodnioeuropejskimi („celtyckimi”) z subkladu zachodniego i północnego: R1b-U106 i R1b-L238 – razem ok. 40% – http://cache.eupedia.com/images/content/Germanic_Europe.gif). Przy czym należy dodać, że Niemiec z Bawarii różni się znacznie od tego z okolic Hamburga, nie mówiąc już o tym z okolic Berlina – to ustalili także uczeni niemieccy. „Niemcy okazują się [więc] strasznymi mieszańcami.”

    Z.S.: „Chromosomy z haplogrupy Hg 1 ay” (tak dawniej, dobre kilka lat temu, oznaczano haplogrupę I1)… Pierwszy zwrot to kompletny nonsens (haplogrupa to grupa genów, seria alleli – niewielka część chromosomu), trudno więc z nim dyskutować.
    …i rzekomo co drugi Polak je (Hg I1) nosi wg też rzekomo UMK w Toruniu, i to mimo, że jest ich tychże nosicieli tylko 7% (wg. Z.S. – co „autor miał na myśli?”)… I do osiągnięcia tych 50% miało wystarczyć „…nie więcej jak kilkuset mężczyzn…”
    Węgrzy pierwotni, których było ok. 20tys. zawojowali ok. 0.5 miliona głównie słowiańskich tubylców (stanowili więc c. 4%). Narzucili im swój język (tzw. „fenomen węgierski”) ale mimo to frekwencja ich genów spadła z dawnych 4% do 1% w obecnym społeczeństwie…
    Z.S. marginalizuje znaczenie wpływu „wczesnośredniowiecznych Skandynawów” na polskie geny. Jednak gdy spojrzymy na tą mapę: http://cache.eupedia.com/images/content/Haplogroup_I1.gif, to zobaczymy, że od strony rzekomych Waregów Hg I1 mamy w Polsce najmniej a im dalej od nich tym jest jej więcej. Dlaczego?
    „…Łużycka na (jastorfską), ta ostatnia najprawdopodobniej powstała na skutek wpływów Germanów postępujących z Danii na południe i wschód.”, „Z faktu obecności Germanów na ziemiach „Odrowiśla” nie musi jeszcze wynikać nieobecność Słowian.” „… wyemigrowanie [np. Goci, Wandalowie]czy zdziesiątkowanie ludności [pra-Słowianie]nie oznacza jej całkowitego wytępienia.” (Grzegorz Jagodziński). A wiemy, że w czasach rzymskich, wg Jordanesa, z „wyspy Skandii” przybyli Goci na tereny Pomorza („na 3 statkach”) tworząc drugą „warstwę” – fazę, kultury wielbarskiej. Okres dość silnego ochłodzenia klimatu – „dark age”, stepowienie, wręcz pustynnienie klimatu (oraz Hunowie) zmusiły większość (ale nie całość!) z „Wielbarczyków” do wywędrowania… Dlaczego „wczesnośredniowieczni Skandynawie” i grupy proto-słowiańskie miałby przetrwać? . „Mikrosatelitarne klastry [chromosomy-geny]świadczą, że nosiciele R1a1 wędrowali po Eurazji, ale z Europy [!], a ponadto stale ich część pozostawała w badanej okolicy. Badania te rzucają światło na aspekty „wędrówki ludów” – tezy lansowanej szczególnie przez niemieckojęzycznych badaczy przełomu XIX i XX wieku, i ciągle silnie powtarzanej [no bo jest „historiozoficznie” nowoczesna - bo pasuje do dawnych i obecnych „realpolityk” ale nie do faktów]. Wędrówki te – o ile następowały – nie były tak masowe.”(Wikipedia). T. Grzybowski: „Nie kwestionujemy, że u schyłku starożytności miały w Europie miejsce pewne przemiany kulturowe, ale twierdzimy, że tym przemianom niekoniecznie musiały towarzyszyć pewne migracje ludności, czy zmiany demograficzne, takie jak gwałtowna ekspansja…” A więc „wielki tygiel genów” Z.S. w sensie: Słowianie to wymysł Bizancjum – gigantyczny zlepek europejskich (i nie tylko!) nacji, powstały z niewolników, „odpadów” po wędrówkach ludów wszelakich, równiutko, „równiuteńko” wymieszanych, i tak naprawdę Słowianie to jedynie „styl życia” i „przypadkowy” wspólny język, a nie grupa etniczna; twór więc sztuczny – „wzburzona rzeka genów” to po prostu pseudonaukowy nonsens! Tymczasem okazało się, że jeśli już to cokolwiek „sztuczni” są wikingowie stworzeni przez Hunów i ugrofińscy Waregowie [patrz poniżej]. W przeciwieństwie do Germanów, wikingów, Waregów mamy my Polacy, stosunkowo jednorodną genetyczną tożsamość (dominacja jasno określonych haplogrup zarówno dla mtDNA jak Y DNA klastrów, kladów Hg pochodzących od identycznie nazwanych R1a1)!

    No i tutaj mamy kolejny problem. Otóż Z.S. twierdzi, że mtDNA R1a1 my mamy w 55-60% a Celtowie aż w 80%-tach (…?).
    Najczęstsza w Europie Zachodniej jest hg mtDNA „H”. Dla Słowian charakterystyczne są takie Hg, jak U4a2a, U4a2*, HV3a i R1a1. Celtowie. Znalazłem najważniejsze tutaj prace Sykes i Oppenheimer’a dotyczące celtyckich Irlandczyków, Szkotów i Waliczyków. Wymieniają oni 12 mtDNA hg (głównie H i U) stwierdzonych u Celtów ale nie ma wśród nich kompletnie R1a1! Hg mtDNA R1a1 obserwuje się liczniejsze wyłącznie w populacjach Europy Wschodniej, takich jak północni Rosjanie i Polacy oraz północno-zachodniego Kaukazu. Zapewne Z.S. pomylił „żeńską” (mtDNA) Hg R1a1 z „męską” (Y DNA) Hg R1a1. No nie do końca. Tej (Y DNA) praktycznie nie ma wśród Celtów. To może z starszą R1a? Też nie, tej jest ok 5% (http://cache.eupedia.com/images/content/Haplogroup-R1a.gif). Najpewniej pomylił z Hg Y DNA R1 – prastarą praindoeuropejską (http://cache.eupedia.com/images/content/Haplogroup_R-borders.gif). Tą stwierdzono w Irlandii, Szkocji, Walii we frekwencji +80%; w Anglii, Polsce: +70% (http://freepages.rootsweb.ancestry.com/~pyneberry/i_e/R1.png).

    „…45%, ale co zaskakujące i podające w wątpliwość całe opracowanie, tyle samo w swoim genomie mają Węgrzy [R1a1], nie mający nic wspólnego ze Słowianami i będący późnymi przybyszami ze Środkowej Azji.” (Z.S.). Przypomnijmy: obecni i dawni Węgrzy z okresu po najeździe, to w zdecydowanej większości genetyczni, jedynie „zmadziaryzowani”, Słowianie (zresztą wg nowszych badań 30% a nawet tylko 20% ma hg R1a1) i to Panie Z.S. powinien Pan wiedzieć… i to poddaje w wątpliwość co najwyżej całe pańskie opracowanie…

    Dynastia Rurykowiczów: Hg N1c1a rzekomo (bo nie ma na to żadnych „żelaznych” dowodów) charakterystyczna dla ludności zamieszkującej szwedzki rejon Roslagen do VII wieku (są dowody tylko dla okresu do V wieku). Brak Hg grupy I1 – skandynawskiej i pochodnych w genach Ruryka temu przeczy. Częstotliwości Hg Y-chromosomalnych dla dzisiejszych Szwedów są następujące: I1a: 35,6%, R1a1: 24,4%, N3: 14,4%, R1b: 13,1%, P* (xQ, R): 4,4%. W chwili obecnej uważa się, że Rurykowicze są nosicielami tzw. wareskiej a nie ugrofińskiej „gałęzi” N1c1 – N1c1d (mutacja L708) ze 100%-tową pewnością stwierdzoną u potomków Jarosława Mądrego i określaną jako „marker” dla Waregów północnych (dla W. południowych jest to N1c1d1a).
    Przy czym „Estoński badacz Pekka Erelt przypuszcza, że wielką wodą, o której wspominała kronika Nestora, nie był Bałtyk lecz Jezioro Pejpus, na zachód od którego mieszkało plemię Estów [potomkowie dawniej szwedzkich Ugrofinów].” „…niewykluczona jest hipoteza, że [wareska] drużyna Ruryka mogła być [od początku] wymieszana [!] etnicznie [Wikipedia].” Nie wiemy więc nawet czy Normanowie stanowili tam element większościowy, na pewno jednak nie rządzili. I jeszcze jeden wniosek: Ruryk nie był Normanem. Jego potomkowie to w 68%-tach nosiciele N1c1 nie I1 i pochodnych. „Strzelił sobie Pan w stopę” Panie Z.S….

    Gen wikingów „…byłby dla naszej narodowej dumy dużym zmartwieniem…” [Z.S.].
    Nie ma genu wikingów są co najwyżej geny. Co ciekawe wikingów normańskich nie stworzyli sami Normanowie a Hunowie. Wg strony szwedzkiej popularyzującej naukę (http://www.popularsocialscience.com/2013/01/08/never-marry-a-swede/), ww. Hg P* (xQ, R) mogła pochodzić tylko od Hunów (brak korelacji z Hg N1c1) – „najeźdźców ze wschodu”. Przy czym „Hunowie stanowili elitę a Skandynawowie byli ich żołnierzami (…)”. „W dzisiejszej Skandynawii, więcej niż 4% mężczyzn w południowo-wschodniej Szwecji i dużej części wschodniej Norwegii, nosi „huński” marker genetyczny…” „Można to uznać za znaczny odsetek ludności, zwłaszcza w zestawieniu z innymi częściami Europy.” „Według prof. archeologii na Uniwersytecie w Oslo, Lotte Hedeager, dawniej norweska i szwedzka klasa rządząca składała się z Hunów…” „…nowy porządek społeczny i silna władza powstała wraz z pojawieniem się Hunów [a więc tutaj także zewnętrzny czynnik był państwowotwórczy!]…”, co pozwoliło im w końcu odeprzeć niszczące najazdy Celtów, Anglów, Franków (szczególnie ciężkie), Bałtów być może Alanów a nawet Inuitów (!)… itp. (ale zostawili oni – najeźdźcy, po sobie wśród Normanów, co mówią nam opisy z sag pełne niskich grubych a dzielnych rudzielców, czy brunetów; imponującą mieszankę genów z Hg: R1b, R1a, N, I2, Q, E1b, J2 i G). „… wiele z Imion podanych w sagach nordyckich jest podobnych do imion królów Hunów: Halfdana (Huldin), Roar (Ruga), Ottar (Ottar) i Adils (Attila).” – dodaje Hedeager.
    Za wikińskie z kolei (także jako istotną komponentę Waregów) uznaje się geny z Hg I1d i dalej I1d4. Te jednak znacząco ograniczają zasięg ekspansji wikingów (http://webperso.mediom.qc.ca/%7Esteeve21/I1d/viking_expansion.png – ta mapa nie została opracowana przez polskich historyków, nie jest więc owocem ich „spisku”) w Polsce w IX i X wieku, jedynie do Prus i wąskiego pasa wybrzeża. Zakres wikińskiej ekspansji próbuje się sprecyzować (czytaj: rozszerzyć) haplogrupami „celtyckimi” R1b1a2a1a1 (słynna mutacja U106) R1b1a2a1a1a (U198) i R1b1a2a1a1a4, P312-2b2 R-(R-L165). U106 to praktycznie L165 i kojarzy ją się z przybyciem wikingów na Wyspy Brytyjskie. Jest jednak tak powszechna w Europie i powstała tak dawno (dawniej r1b1b obecnie r1b1a – r1b1b oznacza obecnie inną Hg, istnieje bowiem od ponad 4 tys. lat!). Pozostałe dwie Hg są rzadkie i nie występują u Polaków. Pod względem „celtyckim” zresztą całościowo znacząco różnimy się od krajów ościennych co pokazuje ten rysunek (http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/images/r1b1b2mapa.png). Brakuje nam „niebieskich” i „fioletowych” Hg co wskazuje, że raczej na pewno (z naciskiem na to ostatnie), nie byliśmy przedmiotem ekspansji wikińskiej w rozumieniu normańskiej – skandynawskiej.

    • Grzegorz Antosik
      Opublikowano 30 października 2014 o 20:08 | Link

      „Czy recenzja jest zła? Raczej niekompletna więc w tym sensie tak. Dobra recenzja powinna wskazywać ewentualne najważniejsze „walory” jej przedmiotu, ale głównie na istotne błędy występujące tamże. A te powyższa, wiele istotnych, po prostu pomija.”

      Pełna recenzja kusząca się sprostować wszystkie pomyłki Skroka musiała by być niezwykle obszerna. Nie sposób publikować jej tutaj. Zresztą nikt by pewnie przez nią nie przebrnął.

  10. Postarkończyk
    Opublikowano 27 października 2014 o 15:28 | Link

    „…Polanie to Waregowie!”[Z.S.]. A nic bardziej mylnego.
    „Badaczka Ornella Semino pierwsza wykazała związek R1a1 z kurhanowcami (ich potomkowie to Scytowie i potem Sarmaci) [Wikipedia].” A więc Sarmaci nie byli blisko spokrewnieni z Hunami (najpierw z nimi współpracowali później walczyli, walnie przyczyniając się do ich klęski), jak sugeruje Z.S.
    G. Jagodziński: „Fakt zniknięcia Sarmatów z kart historii akurat w momencie, gdy pojawiają się w niej Słowianie przemawia za uzupełnieniem dotyczącym wchłonięciu żywiołu sarmackiego.” „Słowianie są jak gąbka wchłaniająca kogo się da. Nie zatracają przy tym własnej tożsamości etnicznej. Argument za możliwością wcielenia Sarmatów, a kto wie czy tylko Sarmatów. [G.J.]” „Sarmaci: to, gdzie żyli, jak i to jakim językiem mówili wskazuje bezsprzecznie na ich przynależność do centralnoazjatyckiej gałęzi R1A (podgrupy Z93 i M417).” „Zatem geny Słowian zachodnich do których się zaliczamy to mieszanka owej grupy pierwotnej proto-słowiańskiej z późniejszym, nowszym….” „…przybyli z hipotetycznej kolebki Słowiańszczyzny u ujścia Dniepru i Dniestru.” „Tym samym jest pewne, że wg stanu wiedzy AD 2013, z obecnych ludów europejskich to właśnie Polacy najbliżsi są starożytnym Sarmatom (a także Scytom…) I nie ukrywa satysfakcji [Dr Marek Bańczyk], że najnowsze odkrycia genetyki wręcz demolują, jak pisze „oświeceniowych nieuków [są oni „guru” Z.S.]” „…w pewnym zaokrągleniu możemy powiedzieć, że warstwa rządząca wśród Słowian miała istotną komponentę sarmacką.” Aleksander Tyszyński: „Polska nie nazwaną została od pola”, „…pierwiastkiem wyrazu Polska, Polacy nie jest dźwięk ‚pole’, być musi przyimek ‚po’, który też był powszechnym u Słowian w odcienianiu imion właściwych (Po-morze, Po-lesie, Po-dole, Po-łowcy, Po-labij itp).” Na tej podstawie inni twierdzą: „Etymologicznie, mogliby od tej nazwy wywodzić się Polanie (Po- Alanie, Palanie).”, ale wg Tyszyńskiego także Lachy – Lechici – Lędzianie, Polesie to Po-La[e]chia: Las to nie las a Lachia-Lechia, (także Lęd[g] – alanie?). G. Jagodziński: „Jeśli nazwę plemienną sarmackich Serbów przeniesiono na Słowian…” Protestuje przeciw temu Z.S.: „Hipoteza to zgoła fantastyczna, bo zupełnie brak archeologicznych śladów istnienia państwa Alanów w Wielkopolsce.” Ale są pozostałości po Alanach w miejscu „fuzji” – nad Dnieprem. „Witold Chrzanowski sugeruje, ze Polanie z Wielkopolski to część (zapewne większość) owych Polan kijowskich…” „Swoje tezy opiera m.in. na badaniach dendrochronologicznych grodów polańskich, które układają się w ciąg od Sandomierszczyzny na zachód.” Na te same ustalenia powołuje się Z.S., jednak wg W. Chrzanowskiego Polanie wywędrowali z Naddnieprza, po pierwsze w kilku fazach i nie ze względu na Diara i Askolda a najazdy Węgrów, Chazarów i Pieczyngów; i upadek państwa Wielkomorawskiego pociągający za sobą taki sam upadek wiślańskich Popielidów. A ślady po Alanach – Sarmatach ich kulturze, nie koniecznie muszą być z kamienia czy metalu. Południowe warzywo z pierwotnej ojczyzny Sarmatów: ogórek. Marek Polcyn w „Uwagi na temat wybranych zbiorowisk roślinnych w otoczeniu wczesnośredniowiecznego Ostrowa Lednickiego i Giecza” pisze: „Bardzo cenną rośliną warzywniczą był Cucumis sativus. Pojedyncze nasiona ogórka znane są z warstw kulturowych mostu i grobli w Gieczu. Ogórek jest rośliną bardzo deli¬katną i wymagającą. Jego uprawa świadczy o zaawansowanym poziomie [polańskiej] sztuki ogrodniczej.” Ibrahim ibn Jakub: „[Słowianie] oddają się ze szczególną gorliwością rolnictwu i poszukiwaniu środków do życia, w czym przewyższają wszystkie ludy Północy.” Konstatacja Joachima Henninga badacza narzędzi rolniczych: „…słowiański sposób uprawy roli wcale nie był prymitywny…” (za „Nie-Słowianie o początkach Słowian”). Drużynnicy Diara i Askolda zapewne w większości trafili na służbę państwa Wielkomorawskiego lub na dwór przemyślidzki (ale nie nad Wartę). Te bowiem dwory w IX i na początku X wieku, żyły głównie z ekspansji (ale jeszcze nie Polanie „warciańscy”) grabieży i z handlu pojmanymi przez swe drużyny niewolnikami, do czego ci Waregowie znakomicie, jako najemnicy, się nadawali. Na dwór Mieszka Waregowie i wikingowie trafili liczniej pod koniec jego panowania, gdy był na tyle potężny, że mógł im zapłacić nie płacidłami a srebrem a nawet złotem (naprawdę liczni byli dopiero u Bolesława Chrobrego)…

    Z.S. także protestuje przeciwko traktowaniu kabłączków skroniowych, jako śladów po istnieniu Waregów i wikingów słowiańskich. Wg niego to „importy” zakupione lub zdobyte – Słowianie byli na zbyt niskiej stopie rozwoju, poza „niewolnikami” nie mogli nic dać wyżej rozwiniętej kulturze skandynawskiej – wareskiej.

    Pozwólcie, że tym razem będę praktycznie wyłącznie cytował: Błażej Stanisławski (2014): „Okazuje się, że podobne problemy, jakie mają Polacy z zaakceptowaniem pobytu Normanów na ziemiach polskich, są również nieobce Skandynawom. Ich problem jest jednak zdecydowanie większy niż nasz, bo i nieporównywalnie większa była skala osadnictwa słowiańskiego we wczesnośredniowiecznej Skandynawii.” „Z czasem masy słowiańskie zalały Skandynawię. Świadectwem tamtych wydarzeń są znaleziska archeologiczne oraz … współczesne nazwy duńskich miejscowości.” Słowianie eksportowali nie niewolników jak chce Z.S., a głownie sól, miód i z czasem najwięcej, ceramikę. „Wpływ na to mogła mieć jakość techniczna oraz walory estetyczne wyrobów garncarzy z południowego wybrzeża Bałtyku. Naczynia słowiańskie były bowiem zdecydowanie lepiej wykonane i bez wątpienia ładniejsze od wyrobów skandynawskich.” „W roku 2001 ukazała się drukiem potężna książka – będąca pod względem rozmiaru największym doktoratem w historii szwedzkiej archeologii. Jej autor Mats Roslund − archeolog pracujący na Uniwersytecie w Lund zatytułował swoje dzieło „Gäster i huset” czyli „Goście w domu”, w rozumieniu „Słowianie w Skandynawii”. W pracy ukazano ogrom skali występowania ceramiki słowiańskiej na Północy.” „Największe kolekcje słowiańskich okuć odkryto w duńskim Roskilde oraz w forcie Eketorp na Ölandii.” Korbelitse, Kuditse, Kunditse, Revitse, Tillitse, Binnitse, Kramnitse, Billitse na Lolandii i Jerlitse na Falster. Vindeby na Fionii, Vindeballe na Ærø, Vindeltorp i Vindeby na Langeland, Vindeby, Vinde Sæby i Vindeholme na Lolandii, Vindbyholt, Vinderup, Vinde Helsinge, Vinderup, Vindebode i Vinderød na Zelandii. Fribrødre (Pribrode [Przybrodzie]) na Falster, gdzie odkryto stocznię ze szczątkami łodzi słowiańskich, okucie pochewki noża oraz słowiańską ceramikę.”[B.S.] Najciekawsze są nazwy miejscowości zakończone na – „itse” (czyli słowiańskie – „ce”). J. Kobyłecki jako przykłady takiej „zamiany” podaje: Karselittse i Tillitse (Karsielice?, Ci-e-lice?)i dodaje, że nie mogły być to „wsie niewolnicze” bo były zbyt blisko (czasami na) brzegu morza i budowały pełnomorskie łodzie a nawet statki… „Badania archeologiczne obozowisk ruskich Waregów to potwierdzają. Owocują przy tym nie mniej liczną niż skandynawska, ceramiką Słowian połabskich (kabłączki skroniowe) – zapewne Wolinian, Lutyków i Ranów (zwanych także co ciekawe: Rusami …). Wg prof. P. Urbańczyka znane są zresztą i z terenów Skandynawii, ślady wspólnych wypraw i osadnictwa mocno już zeslawizowanych Rusów; i Wieletów w tym zwłaszcza Wolinian…”, „Podczas wykopalisk na wyspie Zelandii duńscy archeolodzy odkryli cmentarzysko wojowników żyjącego w pierwszej połowie X w., Sinozębego. Odnalezione tam części broni i naczyń nie pozostawiają złudzeń: większość Wikingów duńskiego władcy najprawdopodobniej była Słowianami z ziem dzisiejszej Polski…” R. Allen Brown w „Historii Normanów” pisze o pierwszych wikingach osiadłych na północnym wybrzeżu Francji, że byli oni: „…głównie Duńczykami…” ale „Społeczność tych osadników, z pochodzenia wikingów była przez długi czas otwarta; przez cały X wiek nie tylko przyjmowała nowych skandynawskich przybyszów, ale też rekrutowała frankijskich sąsiadów i innych imigrantów z dalszych stron…” Wikingowie i społeczności przez nich tworzone wg Browna porównywane mogą być – jeśli chodzi o mnogość tworzących je nacji; tylko do obecnego społeczeństwa USA…

    …ale Grody typu Trelleborg (pow. 5 do około 30 ha) na terenie Polski miały służyć (wg Z.S.) do „przechowywania” – gromadzenia niewolników…
    Polecam tutaj np. lekturę „Zagadka wielkich grodów Wiślan i Lędzian” dr Poleskiego. „ Aby
    odpowiedzieć kompetentnie na pytanie o funkcje tych kolosów (dla przypomnienia: krakowski rynek liczy „zaledwie” około 4 hektarów powierzchni)…” „Otóż jeśli wielkie grody pełniły rolę refugium [schronienia]dla okolicznej ludności wiejskiej, która ostrzeżona na czas mogłaby się schronić w obrębie wałów wraz z bydłem, to dla specyficznego typu agresorów obiekty te mogłyby się okazać trudne do zdobycia. Mam na myśli przede wszystkim grupy koczowników (Awarów, Madziarów), którzy nie używali machin oblężniczych…” „Dowodem na to, że grody plemienne, nawet te największe, pełniły funkcję stałych punktów obrony, jest stosunkowo częste odkrywanie w warstwach pożarowych grodów między innymi grotów strzał.” Takie grody powstawały tylko na południu Polski. Wielkopolska, Pomorze, większa część międzyrzecza Odry i Łaby, jak i część Śląska, budowano tam w IX wieku grody o powierzchni rzadko przekraczającej 2–3 hektary.

  11. Postarkończyk
    Opublikowano 27 października 2014 o 15:28 | Link

    No i na koniec…
    Co do argumentów archeologicznych, gdzie Z.S. powinien „błyszczeć”… ale ja będę tylko cytować by udowodnić, że tak nie jest.:
    „…Karol Szajnocha w dziele „Lechicki początek Polski” – była to karkołomna teoria oparta o, patrząc z naszej perspektywy, naciągane przesłanki natury lingwistycznej [Lach to nie słowo skandynawskiego a starszego indoeuropejskiego rodowodu]. Autor nie był w stanie wesprzeć swoich dywagacji ani dowodami archeologicznymi, ani źródłami pisanymi.” „Do niedawna Polscy archeolodzy uparcie twierdzili, że mieszkańcy Skandynawii często grzebali swoich zmarłych w grobach komorowych, czyli w zagłębionych w ziemię jamach ze ścianami wykonanymi z drewna – swoistych „podziemnych domach”. Stąd podobne konstrukcje odkryte na terenie naszego kraju traktowano jednoznacznie jako pochówki wikińskie.” ale „…nie tylko forma grobu jest istotna, ale również jego wyposażenie – a to… …w polskich pochówkach komorowych wcale nie wskazywało na pochodzenie z dalekiej Północy.” „Groby komorowe znalezione w Polsce są dość późne i zasadniczo pochodzą z XI wieku. Znajdującym się w części z nich trumnom należy raczej przypisać konotacje związane z ekspansją chrześcijaństwa, a nie wikingów…” (dr Janowski, dr Gardeła). Zresztą większość uzbrojenia z X w. znajdowanego w Polsce, pochodzi z terenów Niemiec (jest „frankońskie”) bez względu na to kto je używał.

    Prof. Władysław Duczko z Akademii Humanistycznej w Pułtusku i Uniwersytetu w Uppsali w Szwecji :
    „Zażyłość łącząca Mieszka z wikingami nie oznacza jednak, że on sam musiał być obcego pochodzenia. Nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że był Skandynawem …” „Bardzo nikła obecność wikingów na terenach dzisiejszej Wielkopolski, czyli w kolebce polskiej państwowości, w porównaniu z innymi rejonami wschodniej Europy.” „Wiadomo, że wikingowie zamieszkiwali Wolin przez dziesiątki lat, ale paradoksalnie nie osiedlili się tam na stałe.” „Znajdowane są tam bowiem wyłącznie groby mężczyzn, z uzbrojeniem i innymi przedmiotami, ale nie ma prawie w ogóle akcesoriów kobiecych, nie wspominając o kobiecych szkieletach. Wyspę zamieszkiwali więc pewnie albo zakonnicy, albo najemnicy bez rodzin.” „A wiadomo, że jeśli wikingowie chcieli pomagać w tworzeniu państwa, zachowywali się zupełnie inaczej. – Widzimy to doskonale na przykładzie Rusi Kijowskiej i dynastii Rurykowiczów, której potęgę rzeczywiście pomagali budować wikingowie. Tam znajdujemy pozostałości skandynawskich domów, wiele kobiecych ozdób, szczątki całych rodzin.” „W Polsce praktycznie nie ma takich śladów.”
    W Bodzi znaleziono groby Waregów dla Z.S. koronny dowód, że Polskę zbudowali Waregowie.
    Prof. Andrzej Buko z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN: „Szybko wyciągnięto wniosek, że prawdopodobnie byli to przedstawiciele wikińskiej elity zakładającej państwo polskie. Wkrótce okazało się jednak, że konkluzja była przedwczesna.” „Badanie [stront] wykluczyło, jakoby wikińscy wojownicy z Bodzi byli mieszkańcami tamtych okolic. Dodatkowo badania DNA wykazały, że geny wojowników różniły się od genów ówczesnych mieszkańców Polski. – Najprawdopodobniej wojownicy ci pochodzili z Rusi, a w Polsce byli tylko przejazdem.”
    „Nie ma żadnych dowodów na to, aby wikingowie chcieli kiedykolwiek podbić ziemie Polan albo w inny sposób wziąć je we władanie. Kiedy Skandynawowie pojawili się na Pomorzu, położone na południe od niego tereny Wielkopolski były wciąż zbyt słabo rozwinięte ekonomicznie, aby stanowiły łakomy kąsek dla kolonizatorów, a jednocześnie na tyle silne militarnie, aby nie opłacało się ryzykować starcia bez poważnego powodu – mówi prof. Duczko.” W miejscowości Bodzia, która wydaje się być równie wielokulturowa jak Wolin, odkryto groby zarówno Skandynawów, Słowian, jak i Chazarów. Znaleziska nad jeziorem Lednickim sugerują, że skandynawscy wojownicy służyli jako elitarna ochrona dla pierwszych władców Polski.” „Ostrożna ocena wszystkich przesłanek wskazuje, że Skandynawowie nie mieli większego wpływu na ukształtowanie się polskiej państwowości. Byli to przede wszystkim kupcy, handlarze. W materiale archeologicznym brak śladów konfliktu z obcą siłą – z najeźdźcą.”
    „…w interesującym nas okresie IX i X stulecia Skandynawowie nie wykazywali w swej ekspansji większego zainteresowania południowymi, nadbałtyckimi sąsiadami, stojącymi pod względem zamożności na dość niskim poziomie; bardziej ich pociągały kraje zachodnie i Ruś obiecująca większe profity zarówno w wymianie towarowej, jak i zdobyczach łupieżczych.” Wykopaliska w okolicach Wolina wykazały: „… że ludność napływowa nie tworzyła skupisk etnicznych lub militarnie wydzielonych …” – pisze prof. Labuda; a: „…wnętrza wypełnione są przedmiotami miejscowego wyrobu.” Mediewiści z Harwardu (podaję z polskojęzycznego streszczenia tego tematu z harwardzkiej strony internetowej) konstatują: „ …interesowali się oni [tj. wikingowie, Waregowie] tylko terenami zamieszkanymi przez Słowian Wschodnich… [!]”

    Jednym słowem recenzowana tutaj pozycja nie nadaje sie do czytania przez znawcę przedmiotu. Jest regresem w stosunku np. do „Ci niesamowici Słowianie” tego samego autora.
    Jako książka naukowa nigdy bez gruntownych – zasadniczych, poprawek nie przeszłaby procesu recenzowania. Szczególnie nie można się zgodzić z konkluzjami. Nawet bowiem jeśli Mieszko był Waregiem Dagiem (przekonuje mnie do tej możliwości „Regnum Dagorum vel Rugorum” -„Russiam”, ale nie Z. Skrok) to bez doświadczonych rodów wielkomorawskich (np. Poznan) nie stworzyłby tak szybko tak silnego organizmu proto-państwowego (no bo nie miał „wareskich” wzorów jak to zrobić, tych po prostu nie było). Państwa polskiego na pewno więc nie stworzyli (podwalin nie położyli) Waregowie, byli tu jedynie „przelotnymi” gośćmi: wojownikami – najemnikami.

  12. Opublikowano 2 lipca 2015 o 13:37 | Link

    Czy wikingowie stworzyli Polskę? Odpowiedz jest tylko jedna nie. Pytanie ewentualnie mogło by dotyczyć pierwszej domeny Mieszka i Bolesława Chrobrego. Jeżeli tak,to rozumiejąc słowo wiking jako nazwę profesji,należy odpowiedzieć tak. W pierwszej fazie ekspansji wewnętrznej,opisanej w polańskie hipotezie powstania domeny M i BCh,wiking, czyli rabunek i handel był czynnikiem dominującym. Rozumiejąc słowo wiking jako nazwę etniczną, odpowiadam,zgodnie z własnym przekonaniem,Mieszko był Polaninem, a jego syn Polaninem-Przemyślidą. Za Panem Witoldem Chrzanowskim,uważam przyklejanie Mieszkowi etykiety normańskiej za herezję.

  13. Opublikowano 22 września 2017 o 17:24 | Link

    W nawiązaniu do mojej lektury książki Pana Zdzisława Skroka pt. „Czy wikingowie stworzyli Polskę?”, pragnę podnieść szereg istotnych w mojej ocenie uwag co do jej treści i jej braków.
    I. Przede wszystkim zabrakło mi w niej podniesienia szerszego tła politycznego dla okresu tworzenia państwa polskiego circa poł. X w. Chodzi o zagrożenie zewnętrzne dla Polan czy innych plemion z Niżu Polskiego ze strony: 1) najazdów wikingów (sic!), w tym w związku z załamaniem się monarchii w Danii w okresie c. 850-950r. i masową emigracją z tego obszaru elit politycznych wraz z ich wsparciem wojskowym na zewnątrz tego regionu (por. Peter Heather „Imperia i barbarzyńcy”, Poznań 2015, strony 540-545), 2) Cesarstwa niemieckiego (por. J. Strzelczyk „Zapomniane narody Europy”, Poznań 2015r., wyd. II, s. 306), 3. Wieletów (patrz wyżej, czy też Bartkowski „Tajemnica powstania państwa Mieszka I” – tytuł cytuję z pamięci), 4. Węgrów. Bez wątpienia „Polanie” et consortes byli świadomi zagrożeń zewnętrznych, mogli więc szybko i gwałtownie , także z pomocą „zewnętrzną” jakichś drużyn wikińskich, kierowanych np. przez emigrantów politycznych z rejonu Danii, dokonać konsolidacji politycznej i stworzyć podstawy państwa Piastów. Moim zdaniem brak podniesienia tego tła w tej pracy to duży jej mankament. A niżej już tylko kwestie „poboczne”, choć myślę warte podniesienia.
    II. słowo „wareg” w odniesieniu do Normanów migrujących poza Skandynawię może też znaczyć właśnie „uchodźcę” (por. K. Modzelewski „Barbarzyńska Europa”, 2004r., s. 79, tam termin „waregang” plus przypis 49 na s. 479 – słowo „wara”- umowa, schronienie, opieka , stąd „waregang”.
    III. Tytuł oficjalny królów Polski przez stulecia to m. in. rex Wandalorum – zapewne nawiązanie do udziału Normanów w budowie monarchii piastowskiej.
    IV. Normanowie czy szerzej Germanie (Sasi, Frankowie itd.) jako ludy, które od stuleci były „specjalistami” od wojaczki (pisał o tym nawet już Tacyt – por. Strzelczyk, op. cit., s 61 i 62) mogli być wykorzystani przez Polan jako doskonali „kondotierzy”, przy okazji pacyfikując miejscową opozycję „antypiastowską”.
    V. Ciekawe, że z mapy nr 18, s. 659 w pracy cyt. wyżej P. Heathera, wynika, ze tereny Wielkopolski, Kujaw, Pomorza Gdańskiego, całej środkowej Polski po rejon Warszawy i północną granicę historycznej Małopolski były około roku 800 jedynymi (poza okolicami Wrocławia i Mazur) w Polsce bez ceramiki wytwarzanej na kole. Czyżby był to region bardzo intensywnej konsolidacji politycznej i likwidacji dawanej elity plemiennej, stąd brak takiej wyszukanej ceramiki „dla elit” z tego obszaru? Znamienna jest też zbieżność tego z epoką rozpadu monarchii duńskiej!
    VI. Reakcją na takie gwałtowne niszczenie dawnej elity plemiennej mogło być, podobnie jak przykładowo w Saksonii, w trakcie powstania stellingów, tzw. reakcja pogańska w pierwszej poł. XI w. (por. Modzelewski, op. cit., s. 248-254).
    VII. W pracy cyt. wyżej Heathera podnosi się, chyba zasadnie, że terenem, z którego Piastowie porywali niewolników była zapewne przede wszystkim zachodnia Ukraina, która w świetle braku na niej z tamtego okresu bogatych znalezisk tzw. skarbów, zdaje się była „ziemia niczyją” (por. tenże, s. 501 plus s. 661, mapa nr 20).
    VIII. W tej sytuacji Grody Czerwieńskie były zapewne swoistą forpocztą dla takich najazdów łupieskich, stąd ich rola na pograniczu Polski i Rusi.
    IX. Może Normanowie jako wyznawcy religii pogańskiej w jej germańskim wydaniu szczególnie upodobali sobie w Polsce miejsca podmokłe, bagienne? Stąd zachowanie przez nich grodu w Kaliszu („Kalisz” od „kalisko” – miejsce bagienne) i może też Gniezna, otoczonego wtedy wodami i chyba też bagnami) i ich „zagęszczanie” w Wolinie, Gdańsku (sic!)? Może Gniezno i Kalisz dzięki temu właśnie przejęli po autochtonach jako ośrodki kultowe i polityczne?
    X. Szkoda, że nie podniósł Autor w swej pracy ewentualnego związku typowego dla Pomorza symbolu heraldycznego gryfa (choćby w herbie samego Szczecina!) z mitologią skandynawską.
    XI. Zupełnie niezrozumiałe jest czemu Autor zdecydowanie odrzuca związek nazwy „Słowianie” ze „słowem”, „wspólną mową”. Biorąc pod uwagę rolę wspólnego języka i prawa mówionego oraz związanego z nimi kultu u „barbarzyńców”, taka postawa wydaje się nader naciągana i arbitralna (por. Modzelewski, op. cit., strony: 13, 64, 67, 98-99, 101).
    XII. Jeżeli rzeczywiście nazwa „Polanie” jest „wymyślona”, to jej pojawienie się w Wielkopolsce mogło wiązać się ze zmianą polityczno-ustrojową na tym terenie w X wieku – por. np. Modzelewski, op. cit., s. 353).
    XIII. Słowo „drużyna” pochodzi raczej od frankijskiego „druht” i „druhtin” (por. Modzelewski, op. cit., s. 298), co by wskazywać mogło na duży udział wśród wojów pierwszych Piastów różnych germańskojęzycznych żołnierzy, niekoniecznie samych tylko Normanów.
    XIV. Ciekawe, że jak podaje Beda Czcigodny, cyt. „od Wotana wyprowadzają swój rodowód dynastie królewskie wielu krajów” (za Modzelewski, op. cit., s. 65). Chodziło mu zapewne o dynastie germańskie! – por. symbol orła w polskim godle piastowskim.
    XV. Może „cenzura” normańskiego pochodzenia Piastów związana była z barbarzyńską koncepcją „więzi pokrewieństwa” między władcą a jego współplemieńcami, stad rzekome (?) słowiańskie pochodzenie dynastii Piastów? – por. Modzelewski, op. cit., strony: 414-415, 424 in fine, 463 in capita, 404-405, 415, 150, 199 in fine, 185 in capita, 195 in capita, 205.
    XVI. Szkoda, że Autor nie uzasadnił, czemu uważa, że „waregowa grupa” cyt. „nie mogła liczyć więcej niż kilkuset mężczyzn” (s. 143 tamże).
    XVII. Zwracam uwagę na brak badań archeologicznych w podziemiach pod górą Łysiec, na której stoi klasztor Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich, o czym pisano około rok temu w tygodniku „Najwyższy Czas!”, z sugestią, że może pod tym klasztorem są ślady po pierwszych Piastach.
    XVIII. Dotyczy stron 308-309 tej pracy („kopce symboliczne”, „góry kosmiczne”) – szkoda, że brak w niej wzmianki o tym, że symbol „kolumny kosmicznej” (germański Irminsul) jest bardzo starym symbolem w religiach indoeuropejskich. Według Modzelewskiego, op. cit., s. 455), takie słupy kultowe znane były zarówno u Słowian jak i u Germanów. Chyba też, z tego co pamiętam, na jednym z tych kurhanów krakowskich (bodajże Krakusa), odkryto ścięty pień drzewa.
    XIX. Ciekawe jest zachowanie przez Piastów niektórych grodów plemiennych w Małopolsce (zob. Strzelczyk, op. cit., s. 231-232), który sugeruje za A. Buko, że były to już wcześniej, tj. przed pełnym podbojem Małopolski przez Piastów, ich „domeny”. Do tego Małopolska wykazuje swoja specyfikę na tle Polski centralnej! (tamże).
    XX. Dotyczy stron 329 i 330 tej pracy – zob. E. Roesdahl „Historia wikingów”, 1996r., strony 102 i 243. „Brakujące” srebro ze Wschodu zastąpiło w tym czasie srebro z Niemiec (góry Harzu). Nie mogę też zgodzić się z tym, że w Europie Zachodniej rzekomo nie było możliwe wtedy handlowanie niewolnikami – mogli tym parać się przecież np. Żydzi! Handel ten potwierdzono choćby w ówczesnych chrześcijańskich Czechach za świętego Wojciecha! Zob. też K. Dąbrowski „Przymierze z archeologią”, 1964, s. 148-149.
    XXI. Słowo „Polexianie” tłumaczy Autor jako „Polesianie”, ale raczej to nazwa Połększanie (od rzeki Łęk, Ełk), a więc plemiona bałtyjskiego! por. J. Strzelczyk, op. cit., strony 341, 342, 352 i dalej).
    XXII. Wydaje się, że Autor przedstawia wikingów w Polsce X wieku jako „nieproszonych gości”, ale może siłą rzeczy tacy „uchodźcy”, nawet z doborową grupą wojów i swoim majątkiem potrzebowali wsparcia (i to dużego!), przy budowie grodów chociażby, celem stworzenia „na surowym korzeniu” państwa, które było od początku zagrożone najazdami ze wszystkich stron. Może sama nazwa „Polanie” nawiązuje też do ewentualnego zachowania w tym nowym tworze politycznym tradycji wieców opolnych lub przynajmniej części dawnej struktury plemiennych okręgów opolnych?
    XXIII. Może dowodem pośrednim na współpracę Słowian Zachodnich z Normanami była podniesiona przez kronikarza ruskiego Nestora migracja z Polski Radymiczów i Wiatyczów na Ruś? Może była to swoista „forpoczta” Normanów wśród plemion wschodniosłowiańskich? Plus zapewniali im potrzebne im w żegludze na południe dłubanki (monoksyke), jako „spece” o tej produkcji szkutniczej? Por. P. Heather, op. cit., strony: 503, gdzie mowa jest m. in., może omyłkowo (?) o „Lędzianach” (sic!), 532, 533, 535, a także przypis 64 na s. 712. O migracji plemion lechickich na Ruś pisano też ok. rok temu w tygodniku „Najwyższy Czas!”, sugerując, że nawet Moskwa została zbudowana przez potomków tych plemion, podobną metodą jak grody piastowskie!
    XXIV. Wreszcie imię Dagobert. Wydaje się, że jest to imię frankijskie lub ogólno germańskie. Nosił je np. przynajmniej jeden z królów frankijskich. Może więc Mieszko I (Dagobert?) był albo wybitnym wojownikiem z regionu germańskiej Europy „kontynentalnej”, tj. na południe od Danii, albo imię to nosił jakiś Norman, jako popularne ogólnie wśród Germanów, a przy tym zaszczytne i noszone do tego już wcześniej przez innych germańskich władców?
    XXV. I jeszcze jedna kwestia, myślę, że istotna. Rzekoma „niższość” kultury materialnej Słowian, choćby w stosunku do Prusów czy Jaćwingów (strony 274 i 109 tej pracy). Doprawdy nie wiadomo skąd u Autora takie przekonanie, czyżby dynamiczny rozwój terytorialny Słowiańszczyzny, połączony z rozszerzeniem uprawy żyta, będącej znaczącym przełomem w agrotechnice, liczne grody słowiańskie (bo chyba nie normańskie?! – sic!), od Połabszczyzny przez Czechy, Morawy po Ruś), rozwinięta jak na warunki ówczesnej Europy wojskowość, pozwalająca Słowianom przeciwstawiać się np. Frankom czy na zrzucenie przez nich jarzma Awarów, to „za mało” (sic!), by uznać, iż nasi przodkowie z epoki przedchrześcijańskiej reprezentowali wysoki, jak na ówczesne warunki, poziom cywilizacyjny? Por. co do uprawy żyta P. Heather, op. cit., s. 576-577. Taki „dogmat” wyjątkowej rzekomo „prostoty” Słowian w tej epoce przedchrześcijańskiej okazuje się dużym uproszczeniem, zresztą przykładowo prostota formalna samej ceramiki użytkowej nie świadczy sama przez się o jakimś ogólnym „prymitywizmie” danej kultury! (por. P. Heather , op. cit., strony 438-444 oraz 450-452, 460 oraz 478). A co do słowiańskich drużyn zbrojnych, cytuję P. Heather’a „o dużej sprawności bojowej” – zob. tenże, op. cit., s. 467 i 480. Jeżeli więc Normanowie przyczynili się do powstania państwa polskiego, to z pewnością mieli tu na czym budować podwaliny tego organizmu politycznego, zresztą bez tego Polska jako odrębny byt zapewne by po prostu wtedy nie powstała.
    Z poważaniem
    Michał Sułowski

Napisz odpowiedź na JPi.

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany.

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*